piątek, 28 czerwca 2013

Rozdział III


Na drugi dzień, we środę koło 12 zaczęło się cos dziać. Mama miała dzień wolny. Zaczęła do mnie sms’y pisać kiedy będę, czy Marcin ma po mnie przyjechać itp. Zaczęłam się denerwować, ale jakoś to wytrzymałam. O 13:25 skończyła lekcje i miałam jechać do domu, ale Zuza mnie „porwała” do małej kawiarenki. Miała problem z Jacusiem. Jej ukochany z racji że gra w kapeli metalowców, to miła wyjechać z zespołem w tournee do Ameryki na prawie pół roku. Zuza była załamana i nie wiedziała co robić. Pogadałyśmy i doszłyśmy do wniosku, że Jacek pojedzie bez niej (proponował jej wyjazd), ale będą w ciągłym kontakcie. Musi mu zaufać. Zobaczymy wkrótce co z tego.
Siedziałyśmy dość chwilę, kiedy zadzwonił mi telefon. To Marcin: „Gdzie ty ku*wa jesteś? Matka zła. Miałaś być godzinę temu. Jadę po ciebie! Gdzie jesteś?!” Powiedziałam mu adres i zdenerwowana czekałam przed kawiarenką sama, bo Zuza się zmyła. Auto podjechało.
- Ej! Co jest? Coś się stało? W domu wszystko ok.?
- Zobaczysz sama. Nie będziesz w siódmym niebie.

Podjeżdżamy pod dom. Stoi jakieś auto z nietutejszymi tablicami rejestracyjnymi. Co jest grane? W pokoju gościnnym siedzi mam z dwójką jakichś obcych ludzi. Nie maja zbyt wesołych min. Wystraszona zwracam się do Marcina z pytaniem:
- Gdzie tata?!
- W pracy . Z nim ok.
No to cholera co jest grane? Wchodzę do pokoju.
- Dzień dobry. Cześć mamuś. Coś się stało?
- Usiądź skarbie, mamy ważną sprawę..
O choinka, coś się święci. Tylko co? Przecież nic nie zrobiłam ostatnimi czasy! Całą dygocząc usiadłam.
- Córuś słuchaj – mama drżącym głosem zaczęła. – Jest taka sprawa. Nie wiem jak zacząć..
- Dobra, przepraszam, ale kim państwo są?
- Ja jestem Bożena, a to mój mąż Krzysztof. Ale daj.. mamie wytłumaczyć.
Ej no! Czemu ona się tak zawahała przed słowem „mama”? Boję się..
- Milena słuchaj. Bo to chodzi o Ciebie. 17 lat temu jak przyszłaś na świat, to pani Bożena też urodziła córkę. Dzień wcześniej. Poród był w tym samym szpitalu. Jak doszłyśmy do wniosku, leżałyśmy w salach obok.
- Ale moment! O co chodzi? Po co mi to mówisz? Do czego zmierzasz?
-Nie przerywaj mi. Któregoś dnia musieli was wziąć do kąpieli czy coś.. Jak ci to powiedzieć.. musieli was najwidoczniej zamienić..
- Jak nas?! Mnie i kogo?! Córkę tej pani? Przecież miałyśmy na rękach te całe opaski, żeby wiedzieć kto jest kim, sama mi kiedyś pokazywałaś. Więc jak?!
- Do kąpieli je chyba ściągali. Widocznie przez przypadek zostałyście zamienione.
Nie wytrzymałam, chciałam wyjść, ale Marcin mnie zatrzymał.
- Kochanie proszę cię usiądź. Posłuchaj do końca.
Ja już przez łzy.. Nie wytrzymałam, zaczęłam krzyczeć.
- Jak słuchać do końca? Co mi jeszcze chcesz powiedzieć? Wystarczy mi to, że nie jestem twoja córką! Od jak dawna to wiesz? Marcin? Ty też wiedziałeś? Czemu dowiaduję się ostatnia? Czyli co? Nie jesteś moją matką tylko ona? – wskazałam na p. Bożenę.
- Milena uspokój się!
- Jak uspokój się? Zycie mi rujnujecie! Jeszcze pewnie mam z nimi zamieszkać? Oczywiście, bo chcą odzyskać córeczkę. Mam dość.. nie mogę dłużej.. Idę do siebie.
Wpadłam do pokoju, rzuciłam się na łóżko. Pobeczałam jakieś pól godziny. Potem laptop na kolana. Nie chce z nikim rozmawiać. YouTube włączony i powtórka meczu z Pucharu Polski. W końcu siatkówka mnie uspokaja. Widok Skry pozwala zapomnieć o kłopotach.

****
głupoty jak cholera, ale trzeba od czegoś zacząć :P
Jeśli to czytasz, pozostaw po sobie chociaż króciutki komentarz.
Fajnie jeżeli znajdzie się ktoś kto to przeczyta ;)