środa, 21 sierpnia 2013

Rozdział IV



Przez najbliższe dni nie pokazywałam się w szkole. Nie potrafiłam. Paula i Zuza były u mnie kilka razy, ale nie wpuszczałam ich. Nie mogłam. Nie chciałam nikogo znać! W jeden dzień „mama” przyszła do mojego pokoju i wytłumaczyła wszystko na spokojnie.
Te 17 lat temu zostałyśmy z (jak się dowiedziałam) Andżelą zamienione. Państwo Kaczmarczyk też mieszkali tu niedaleko i mamy wylądowały w jednym szpitalu. Po kilku latach oni się wyprowadzili, bo ojciec tej lali zakładał jakąś firmę i z wspólnikiem postanowili, że w okolicach Bełchatowa ją stworzą.
Na początku tego roku Andżela jakoś zachorowała i rodzice zrobili jej komplet badań. Przy okazji oni też sobie zrobili. I w badaniach wyszło, że Andżela nie może być ich córką (nie jestem dobra z biologii, więc się nie znam na tym dokładnie). Nie mówiąc córce nic, zrobili badania DNA i potwierdziły one te przypuszczenia. No to państwo Kaczmarczyk ze swoim adwokatem doszli przypuszczeń. I trafili do nas. Rodzice potajemnie zrobili nam badania DNA, sprawdzając czy ja jestem ich biologiczną córką. Wyszło że nie.. Od początku maja to wszystko kombinowali, a teraz zdecydowali się nam to powiedzieć- mi i Andżeli. Adwokat powiedział, że szpital za wszystko odpowie i że nasze osiągnięcia życiowe zostaną, imiona także, tylko nazwisko się nam zmienia. No i niestety musimy zamieszkać u biologicznych rodziców. Przeprowadzka w wakacje..
Tylko co? Mam zostawić znajomych, całe życie, wszystkie wspomnienia, Zuzę i Paulę? Nie! Nie chce tego!!

Koło 10. czerwca wróciłam do szkoły, kumpelom powiedziałam co teraz będzie. W sumie to cała klasa wiedziała, no bo w sumie od września już z nimi nie będę chodzić. Pierwszą klasę liceum to skończę tu, drugą zacznę już tam.
15. lipca mam się tam przeprowadzić. Ten dzień zbliżał się nieubłaganie. Rok szkolny się skończył. Teraz przez lipiec się pakuję, bo muszę wszystko zabrać. W piątek przed wyjazdem dziewczyny urządziły mi imprezę pożegnalną. Było mnóstwo osób. Za każdą z nich będę tęsknic.. Przybył także Bartuś. Porozmawialiśmy przez dłuższą chwilę.. Kurde! Chłopak naprawdę fajny, a ja wyjeżdżam! jak na złość! No trudno.. Może w nowym miejscu będzie jakiś przystojniak.

Nadeszła niedziela, czas wyjechać. Andżela przyjechała, też wkurzona na maxa! A tak w ogóle- lalunia nie z tego świata! Pełno różu i złotego na sobie, mini, szpilki.. będą mieli z nią wesoło.
No to.. żegnaj mój kochany Sulęcinie – witaj Bełchatów.

Jest chyba jeden plus tego że wyjeżdżam – będę mieszkała w Bełchatowie! Nareszcie na mecze! Nie to co w Sulęcinie. W swoim życiu to byłam tylko raz na meczu, ale to był mecz Skry.
Droga się cholernie dłuży, no to trzeba podpytać nowych rodziców o co-nieco.
- Mam jakieś rodzeństwo? Bo w sumie to nic o tym nie wiem.
- Nie, jesteś jedynaczką.
- A chociaż psa, chomika, rybki..? cokolwiek?
- Nie, niestety nie.. Albo w sumie to mamy psa, ale on raczej pilnuje domu.
Ehh.. czyli umrę z nudów! W Sulęcinie to miałam psa i chomika no i brata! Trudno.
- A sąsiedzi jak?
W tym momencie mam zamilkła, chociaż do tej pory ochoczo odpowiadała. Więc tata zabrał głos:
- Mamy, naturalnie że są! Z jednej strony jest taki Michał z rodziną, z drugiej to nowi sąsiedzi, więc niewiele o nich wiemy, ale to starsze małżeństwo. Kawałek dalej mieszka taki Kamil. Ma chyba 19 lat. Fajny chłopak.
Jeden pozytyw. Tato ciągnął dalej:
- A ty do jakiej szkoły chodziłaś? Do Liceum, tak?
- Tak, profil matematyczno-geograficzny. Skończyłam pierwszą klasę.
- O to super. Skończysz LO u nas. Na pewno ci się spodoba.
- Czym ty się kochana interesujesz? – co ona się taka słodka zrobiła?
- Hmm.. w sumie to siatkówka pochłania większość mojego czasu. W starym LO to chodziłam na treningi i w ogóle. W domu to zawsze mecze z bratem się oglądało, ale on raczej dla zabicia nudy oglądał.
- Oh! To świetnie! Będę miał z kim na ten temat rozmawiać – tata się ucieszył, ale mam niezbyt.. no trudno. – Kochanie – zwrócił się do żony – nie bądź sceptyczna. Dziewczyna ma przynajmniej jakąś pasję.
Mamusi się raczej nie uśmiechał pomysł z siatkówką, chciałam wiedzieć czemu, ale tata mnie wybił z tego tematu i zaczęliśmy rozmawiać o Bełchatowie.
- A ta w ogóle to daleko od domu jest do hali Energia w Bełchatowie?
- Nie no co ty! Jakieś 20-30 minut autem.
- Aaa to super! Będę chodzić na mecze!
Reszta drogi upłynęła mi z tatą na rozmowie o siatkówce i nie tylko. Mama czasami się tam dołączyła do rozmowy, ale rzadko.
W pewnym momencie tata oznajmił, że zbliżamy się do domu! No wreszcie! ale można jechać! teraz tylko powitać nowy dom i okolicę!!

****
kolejny kawałek wytworu mojej wyobraźni ;) przepraszam że tak długo kazałam czekać :D
Jeśli to czytasz, pozostaw po sobie chociaż króciutki komentarz. Fajnie jeżeli znajdzie się ktoś kto to przeczyta ;)