niedziela, 29 czerwca 2014

Rozdział XXI



-Poranek po ognisku-

Niechętnie wstałam z łóżka, ogarnęłam się i uznałam, że sprawdzę co u dwóch siatkarzy – Kłos i Zator spali u mnie w domu, w dwóch osobnych pokojach, albo raczej MIELI spać w dwóch osobnych pokojach. Łapnęłam dwie butelki wody (tak, tak – kac nie jest przyjemny) i weszłam do jednego pomieszczenia, w którym chciałam zobaczyć smacznie śpiącego Pawła. A tam..? Pokój pusty, w stanie sprzed nocy. Ahaa to gdzie Zati? Lekko zgłupiałam, ale poszłam do drugiego z graczy. Co ja tam zastałam – siatkarzy śpiących w jednym łóżku. Moja pierwsza reakcja – śmiech. No co miałam zrobić? Ciekawe jak oni znaleźli się razem w łóżku i co tu się działo?

Nie chciałam ich budzić, zostawiłam tylko butelki na stoliku i skierowałam się do drzwi. W tym momencie obudził się Kłos. Lekko uchylił jedno oko i zdezorientowany popatrzył na mnie, potem na osobę leżącą obok. Trochę się zdziwił widząc Pawła z nim w jednym łóżku. Uśmiechnęłam się tylko i powiedziałam po cichu:

- Śpijcie, śpijcie. Jest wcześnie. Macie tu wodę, jakbyście coś jeszcze potrzebowali to mów.

Środkowy coś tam wymamrotał, chyba jakieś „dzięki” i położył się z powrotem spać. Widocznie im wygodnie było razem.

Śniadanie jadłam z rodzicami, którzy (jak zwykle) spieszyli się do pracy. Kończąc posiłek samotnie, do pomieszczenia wszedł lekko jeszcze nieobudzony Kłos.

- No cześć – strzelił smajlem.

- Cześć Karolku, jak tam? Głowa boli?

- Trochę. Mógłbym kawy? Błagaam..

- Jasne już robię.

Przyniosłam parujący kubek, na który Kłos zareagował z wielkim entuzjazmem. W trakcie jak sączył czarny płyn, coraz bardziej wracał do żywych.

- Jak się Wam spało razem? – zagadałam.

- Haha wygodnie nawet.

- A w ogóle jak wy się znaleźliście w jednym łóżku?

- Bo ja Ci to wiem.. Pamiętam tylko, że szliśmy do twojego domu. Reszty w ogóle. Może Zator będzie wiedział.

- Yhy jaaasne. Przecież on był w gorszym stanie niż ty.

- Ale jedno trzeba przyznać- fałszuje masakrycznie – zaczął się śmiać.

- Nie martw się, nie jesteś lepszy. A co Ci strzeliło do głowy żeby Paweł śpiewał takie durny kawałek?

- Durny? Specjalnie dla was wybrałem. Tacy szczęśliwi jesteście, to chciałem wam dosłodzić w związku – spuścił głowę.

- Karolku – chwyciłam go za rękę – jesteś kochany.

- No ja wiem – uśmiechnął się szeroko.

W tym momencie wszedł do jadalni Zatorski.

- A tu co się dzieje? – zapytał. Ja z Kłosem trzymaliśmy się za ręce.

- Ach przyłapałeś nas. Milena! Nici z upojnego poranka – Kłos zaczął się nabijać.

- No tak – grałam razem z nim – mogliśmy się pospieszyć, albo chociaż się gdzieś ukryć.

- Jeszcze nic straconego! Możemy uciec.

- Jasne, jasne – odezwał się Paweł. – Bo wam pozwolę – podszedł i mnie pocałował.

Chłopaki jedli śniadanie. Karol znęcał się nad kanapką, a ja próbowałam bezgłośnie zmusić Pawła, żeby pogadali o sprawach sercowych środkowego. Wiedział, że nie odpuszczę, więc zagadał.

- Karol.

- Noo..?
- Co z tą twoją?

- Jaką moją?

- Dziewczyną?

- Ja nie ma dziewczyny.. – środkowemu humor się pogorszył.

- Kurde! Wiesz o co mi chodzi.

- Nie chcę mieć z tą suką nic wspólnego – oj ostre słowa.

- Dobra, ja Was zostawię, pogadajcie sobie – wstałam.

- Nie, Mila zostań. I tak Ci Paweł potem powie.

- To mów – ponaglał Paweł.

Uznałam, że nie będę się wtrącać do ich rozmowy. Niech sobie pogadają, ja się przysłucham tylko.

- To było jakoś po ćwierćfinałach – zaczął Karol.

- To czemuś cholero nic nie mówił! Przecież to dawno.

- Co Cię będę zanudzał swoim życiem. Jesteś szczęśliwy z Milą, co Ci do tego.

- Sranie w banie. Jak masz problem to wal do mnie. Myślałem, że o tym wiesz – umilkli obaj. – Mów dalej.

- Dobra.. któryś tam wieczór chciałem z nią spędzić. Wykręcała się nauką do egzaminu czy coś. Ale mimo to chciałem jej zrobić niespodziankę, miałem klucze do jej mieszkania, to bez problemu wszedłem. W sypialni się świeciło to wszedłem a tam.. – urwał na chwilę. – Sama nie była.

- Ale kurwa.. – Karol popatrzył na Pawła.

- Dokładnie. Leżała sobie przytulona z jakimś gostkiem. Jak mnie zobaczyła to jej tekst: „to nie tak jak myślisz” – powiedział piskliwym głosem.

- Przywaliłbym, tylko się zastanawiam komu pierwsze – Paweł był wkurzony.

- Też miałem taką ochotę, ale nic nie powiedziałem i wyszedłem. Na drugi dzień była u mnie i coś tam się tłumaczyła, że to UCZUCIE było silniejsze od niej i takie tam..

- Taa jasne.. Co teraz?

- A co ma być? Niech sobie będzie z tym typkiem.

- Karollo – odezwałam się. – Wiesz że na nas zawsze możesz liczyć. Nie zapominaj – podeszłam do niego i go przytuliłam.

- Uważaj bo Paweł będzie zazdrosny – odezwał się Kłos.

- Już jestem. Oddaj mi ją – Libero zaczął się śmiać.

- Obu Was uwielbiam, więc nie marudźcie.

 

Zgrupowanie reprezentacji się zaczęło, to zostałam sama w Bełchatowie. No nie sama, bo mam Natę, której pomalutku brzuszek rośnie. Dziewczynie dobrze układa się z powrotem z Kamilem, który bardzo jej pomaga. Na każdej przerwie jest przy niej, spełnia każde jej zachcianki. Robi dla niej zwyczajnie wszystko.

A mój braciszek Marcin? Ha! Jaki brat? Nie chcę mieć z nim nic wspólnego. Niektórzy faceci są jednak beznadziejni.

Sparingi w Miliczu były, LŚ trwa. Nie ma co narzekać na emocje siatkarskie. Tylko brakuje mi Pawła tak na co dzień. Nie mam się do kogo przytulić, kogo pocałować. Teraz widzę WIELKIE MINUSY bycia dziewczyną siatkarza. Co prawda dostaną tam czasem dzień-dwa wolnego, ale to za mało!!

Nowym odkryciem trenera, plus nabytkiem Skry został Włodarczyk. Podobno fajny chłopak. Zobaczymy.

 

A mówiąc o Włodim..

Któregoś czerwcowego popołudnia umówiłam się na zakupy z Natą. Punktem naszym wyjściowym była Energia. Ona jak zwykle spóźniona. Czekać można w nieskończoność..

-----Perspektywa Włodiego-----

Kłos pokazał mi Energię, fajna hala. Już się nie mogę doczekać pierwszego meczu w żółto-czarnej koszulce.

- Karol, a poza dobrymi siatkarzami, macie tu coś jeszcze fajnego? – wychodząc z hali, chciałem się czegoś dowiedzieć o Bełku.

- Coś fajnego? Dziewczyny są najpiękniejsze! – Kłos się zaczął śmiać.

- Jasne, jasne. A tak serio?

- Nie wierzysz mi? Popatrz na tą na ławce. Ładna nie? – zalotnie się uśmiechnął.

- Ty, no ładna.

- Założę się że nie uda Ci się zdobyć jej numeru.

- Jasne że zdobędę! – byłem pewny siebie.

- Zakład? – środkowy wyciągnął rękę w moim kierunku.

- Stoi! – poszedłem w kierunku pięknej brunetki.

-----Perspektywa Mileny-----

Jenyy.. Czy Natalia pojawi się dziś? Zaraz mi tyłek odpadnie od siedzenia na tej ławce. Zaczęłam się wiercić i ujrzałam idącego w moją stronę chłopaka, a za nim nabijającego się Kłosa. Co mu jest?

- Cześć piękna – zagadał wysoki brunet. Mogłabym uciąć sobie rękę, że go skądś kojarzyłam. Byłam pewna że to Włodarczyk.

- Cześć – odparłam.

- Co tu samotnie porabiasz?

- Czekam na przyjaciółkę, która jak zwykle się spóźnia – popatrzyłam na telefon. – Ma już pół godziny spóźnienia. A Ty co tu robisz?

- A zwiedzam halę, bo od października będę tu grać w klubie.

- Aaa to mi się dobrze wydawało. Włodarczyk jesteś?

- Nie dość że piękna, to jeszcze się siatką interesujesz! Ideał po prostu!

- Aha aha jaasne – skwitowałam jego wywody.

- Wiesz co? Karol mnie olał, powiedział że nie oprowadzi mnie po Bełku, więc potrzebuję przewodnika. Dziś już nie będę przeszkadzać w zakupach. To może byś mi jutro pomogła? – uśmiechnął się.

Nie wiedziałam co powiedzieć.

- Daj mi swój numer, to się dogadamy wieczorem – ciągnął dalej.

Jakby tu go spławić? Myślałam gorączkowo.

- Wiesz co? Nie znam swojego numeru, ale jak poprosisz Kłosa to ci może da.

- Kłosa? A co on ma do tego? – był lekko zdziwiony.

- A to, że się znamy.

- To dlatego mnie wysłał po numer do Ciebie.

- Yyy co? – teraz to ja zgłupiałam.

- Aaa no założyliśmy się, że zdobędę Twój numer.

- Zabiję debila – byłam wkurzona.

Razem z Włodim podeszliśmy do środkowego.

- Karol głąbie!!

- No co? Chciałem go tylko sprawdzić.

- To czemu na mnie?

- Tak jakoś wyszło – wyszczerzył się.

- Tak w ogóle to jak masz na imię? – zwrócił się do mnie Włodi.

- To jest Milena – przedstawił mnie Kłos. – Dziewczyna Zatora.

- Aa miło mi – podał mi rękę. Lekko się chyba speszył.

- Dobra, ja lecę. Natalia przyjechała. Trzymajcie się – uśmiechnęłam się do nich i poszłam w stronę zbliżającej się przyjaciółki.

- Co to za chłopak koło Kłosa? – Natalia zwróciła się do mnie.

- Włodarczyk. Nowy nabytek.

- Słodki!! – w jej oczach pojawił się błysk.

- Może.. Ale jest równie pogrzany jak cała Skra.

- Co masz na myśli?

- A to że założyli się.. – opowiedziałam jej całą historię.

-----Perspektywa Kłosa-----

- Taka laska i zajęta – Włodi patrzył za nią, jak się oddalała.

- Dziwisz się?

- W sumie nie. Ale to zmienimy.. – coś knuł.

- Co masz na myśli? – zdziwiłem się trochę.

- Nie, no nic – uśmiechnął się sztucznie.

- Dooobra. Chodź. Fajna pizzeria jest niedaleko.

Poszliśmy coś zjeść.

-----Perspektywa Mileny-----

Wieczorem siedząc przed TV gadałam z Zatim przez telefon. Nudno mi bez niego..

Gdy się rozłączyłam, po chwili zadzwonił nieznany numer. Odebrałam.

- Cześć piękna – usłyszałam znajomy już głos.

- Cześć. Skąd masz mój numer?

- Kazałaś mi zdobyć od Kłosa to mam.

- Serio dał ci? – zdziwiłam się.

- Ciężko było, ale jak się uprę to dostaję co chcę.

- Kurde, zaczynam się bać!

- Nie masz o co. To jak? Wycieczka po Bełchatowie jutro? – nie dawał za wygraną.

- Jutro? Mam zobowiązanie rodzinne.

- Pojutrze? – ale uparty.

- Ee..

- Milena no nie wykręcaj się.

- No dobra. Pojutrze – niech mu będzie.

- Cieszę się! To o 19 pod energią?

- Dobra stoi.

- No to do zobaczenia pojutrze. Paa – rozłączył się.

Zobaczymy co to będzie.

 

*****

i kolejny do Waszej oceny.  kończą mi się pomysły to i skończę bloga :P może jeszcze jeden, dwa rozdziały wrzucę i ewentualny epilog :) 

wakacje są, to i czasu jest więcej. może uporam się w dwa tyg..? zobaczymy :D

Jeśli to czytasz, pozostaw po sobie chociaż króciutki komentarz. Fajnie jeżeli znajdzie się ktoś kto to przeczyta ;)


pozdro :*

środa, 18 czerwca 2014

Rozdział XX



6.15- budzik. Czas wstać.
- Jeenyy.. co to? – Paweł z przymrużonymi oczami szukał po omacku źródła dźwięku.
- Budzik. Dziś czwartek a ja mam szkołę. Wstawaj – szturchnęłam go.
- Ty masz szkołę. Ja mogę spać – przykrył się szczelnie kołdrą.
- Ooo tak dobrze nie będzie. Wstawaj! Ktoś mnie musi zawieść!
- No weeeeź.. musisz iść? Tak nam tu przyjemnie – pocałował mnie w skroń.
- Paweł, proszę Cię. Mama mnie udusi że znowu nie poszłam do szkoły.
- Jak znowu? Kiedy miałaś wagary?
- No wczoraj. Natala u mnie spała i nie poszłyśmy do szkoły.
- No pięknie – uniósł jedną brew. – Jaką mam niegrzeczną dziewczynę.
- Za chwilę będę dziewczyną z wyrokiem, bo Cię uduszę jak nie wstaniesz!
- Mmm lubię cię taką – pocałował mnie namiętnie. – Ale dziś biorę odpowiedzialność za twoje wagary na siebie.
- Hmhh zobaczymy czy tak samo będziesz mówić jak pogadasz sobie z moją mamą.
- Dla Ciebie wszystko, teraz śpij jeszcze – przytulił się do mnie i za chwilę oboje zasnęliśmy.

Przed 8 znowu zadzwonił mi telefon, ale tym razem to już nie budzik tylko Natka. Odebrałam.
- Nooo..?
- Będziesz w szkole? Gdzieś ty jest?
- W łóżku, w ramionach Pawła, w..
- Dobra, dobra! Nie chcę wiedzieć więcej – zaśmiała się.
- Haha nie bój nic, więcej się nie dowiesz.
- Czyli co? Nie będzie cie..?
- No nie.. wybacz, mam lepsze zajęcia na poranek.
- Cześć Natuś – Paweł zabrał mi telefon.
- Co ty robisz z tą dziewczyną? Zaczyna wagarować.
­- Aaa samo tak jakoś wyszło.
- Zazdroszczę Wam, jesteście tacy szczęśliwi..
- Nie martw się, znajdziesz tego jedynego. A z tym cudownym Marcinkiem to ja sobie pogadam jeszcze.
- No weź, nie trzeba. Nie przejmuj się mną. Mam Milę i to wystarczy.
- Co nie że jest wspaniałą? Mógłbym caaały dzień z nią leżeć w łóżku.
- Od rana mam mdłości, ale to przez was będę rzygać tęczą..
- Oj nie będzie tak źle. Głowa do góry a teraz zmykaj na lekcje bo chyba dzwonek słyszałem.
- Taa idźcie wy.. Miłego dnia – rozłączyła się.
- Ciekawe co nam jeszcze dziś przeszkodzi? – wtuliłam się w niego.

Obudziłam się znów, ale tym razem nikogo obok mnie nie było. Gdzie polazł Paweł? Nie myśląc dużo, zeszłam na dół do kuchni. Stanęłam w drzwiach, a tata Pawła się na mnie dziwnie popatrzył – stałam w SAMEJ KOSZULCE.
- Ymm.. dzień dobry, przepraszam, już się ubiorę – odwróciłam się, ale drogę zastawił mi Paweł w SAMYCH SPODENKACH.
- Chodź, nie przejmuj się – złapał mnie za rękę i pociągnął do stołu. – Kawy?
Podał mi parujący kubek, a za chwilę na stole pojawiły się kanapki. Mmm zrobił śniadanko. Mama Pawła była w pracy, a tata też się już zbierał. Zostaliśmy sami.
- To co robimy? Film, spacer, czy może coś innego? – zalotnie się uśmiechnął.
- Tylko o jednym myślisz.
- Przy tobie zawsze – zbliżył się do mnie. – Jeszcze tak słodko wyglądasz w tej koszulce.
- Weź noo.. – odsunęłam się od niego.
W błyskawicznym tempie pojawił się przy mnie, przycisnął mnie lekko do ściany i zatopił swoje usta w moich. Zaczął całować zachłannie, podobało mi się to. Podniósł mnie lekko do góry, oplotłam go nogami. Trzymał mnie za tyłek przyciśniętą do ściany. Nagle odkleił się ode mnie i wyszeptał do ucha:
- W sypialni będzie nam lepiej.
- Nie chcę TEGO robić w domu Twoich rodziców.. – byłam lekko skrępowana.
- Ich nie ma, a po drugie to też mój dom – pocałował mnie czule i zaniósł do jego pokoju. Tam straciliśmy ubrania których i tak mieliśmy na sobie mało.
Po owocnej godzinie, ogarnęliśmy się trochę i wróciliśmy do mojego domu. A tam natknęliśmy się na moją mamę.
- Milena! Co ty tu robisz? Czemu nie w szkole? – była zdziwiona i zdenerwowana tym, że mnie widzi w domu.
- Yyy.. bo ja..  – nerwowo popatrzyłam na Pawła. Liczyłam na pomoc.
- To moja wina – odezwał się w końcu. – Bo Mila została u mnie na noc i rano zaspaliśmy.. – ścisnął mnie mocniej za rękę. Zrozumiałam, że mam nie zaprzeczać. Ale z niego kłamca.
- Który to już raz w tym tygodniu..? – założyła ręce na klatce piersiowej.
- Drugi.. – spuściłam głowę. – Ale obiecuję, że już się to nie powtórzy.
- Jasne że się nie powtórzy! Bo do Rzeszowa nie pojedziesz na mecz!
- Że co? – zaskoczyła mnie tym. – Ale jak? Przecież pozwoliłaś!
- Tak, ale myślałam że jesteś bardziej odpowiedzialna i nie będziesz olewać szkoły.
- To tylko jeden raz.. może dwa! Proszę Cię! Nie rób mi tego.. – błagalnym wzrokiem popatrzyłam na nią. Liczyłam że zmieni zdanie.
- Nie Milena. Mogłaś myśleć co robić.
- Niech jej Pani tego nie robi – do rozmowy włączył się Paweł. – To, że dziś nie poszła, to moja wina.
- Ona też mogła myśleć co robi. Postanowione. Nie jedziesz do Rzeszowa – wyszła.
- Nosz kurwa.. – usiadłam na kanapie. – Czemu ona mi to robi? – miałam ochotę się rozpłakać.
- Nie przejmuj się.. wiem, moja wina. Na następnym meczu u nas czy w Bydgoszczy odbijesz sobie to.
- O ile wygracie – puściłam mu oczko.
- Nie wierzysz w nas?
- Wierzę, ale się boję o ten mecz.
- Ty się nie bój. To my powinniśmy mieć obawy. Ale wszystko jest do wygrania – ale z niego optymista.

Ostatni mecz ćwierćfinałowy oglądałam w TV z Natą, czasem tata do nas zaglądał. Nie obyło się bez darcia się do ekranu. Dobrze że nas nikt nie słyszał. Takich przekleństw dawno nie używałam. A po skończonym meczu..? wylałyśmy hektolitry łez i rozpaczałyśmy przez długi czas. I te pytania, obwiniania: czemu przegrali? Przecież źle nie grali, a mogli wygrać. Dlaczego ta i tamta akcja nie skończyła się inaczej? To wina sędziego. Przecież wtedy było boisko.. i wiele, wiele innych.

Nastał kwiecień, a z nim zakończenie sezonu. Ostatni mecz z AZS-em Warszawa wygrany i 5miejsce na koniec. Trzeba było jakoś uczcić ten dość nieudany sezon. Uczcić nieudany sezon..? można i tak.
A co najlepsze? Grill u Winiarskich. Mimo że kwiecień, to dość ciepło było. Zebrali się chyba wszyscy bełchatowscy siatkarze ze swoimi ukochanymi (znaczy ten który miał ukochaną, to z nią przyszedł).
- Daga..? – zajrzałam do kuchni, w której krzątała się pani Winiarska. – Może Ci coś pomogę?
- No co Ty! Jesteś tu gościem, nie będziesz nic robiła. A poza tym Paulina (Wlazły) mi pomaga.
- No weź. Jestem tu PRAWIE jak domownik, więc mogę coś zrobić.
- To..? – zawahała się na chwilę. – Weź to – podała mi półmisek – i zanieś tym głodomorom na zewnątrz. I nie przejmuj się, poradzimy sobie – obie z „Szamponową” się uśmiechnęły.
Posłuchałam jej i poszłam do reszty. Siedzieli na fotelach, ławkach. A Zati z Kłosem na huśtawce. Wcisnęłam się między nich.
- Co tak siedzicie samotnie? – Paweł mnie objął. – Kłosu gdzie Twoja ukochana?
- W ramionach innego – lekko posmutniał. Popatrzyłam pytająco na Zatora, ten tylko wzruszył ramionami. Chyba też nie wiedział o co chodzi.
- Co jest grane? – zwróciłam się do środkowego.
- Zostawiła mnie.. i tyle w tym temacie. Nie chcę o tym gadać – podniósł się z huśtawki. – Winiar! Co z tym grillem? – oddalił się od nas.
- Ty nic nie wiesz? Przecież jesteście najlepszymi kumplami..
- No waśnie nie wiem nic. Wczoraj chciałem od niego coś wyciągnąć, ale powiedział że wszystko okej i mnie zbył. Teraz widzę, że jednak nie wszystko jest dobrze. Ale znając Karola, to mu za kilka dni przejdzie.
- No oby.. nie chcę go widzieć takiego przybitego.
- Taa to do niego nie podobne – zaśmiał się.
- Weź się z niego nie nabijaj! – dźgnęłam go w bok.
- Auuu Mila! Nie martw się o niego. Będzie dobrze.
Jak ja nienawidzę stwierdzenia BĘDZIE DOBRZE! Jak dla mnie to są puste, nic nie znacząc słowa! Całe dzieciństwo poprzednia mama mi to powtarzała, gdy tata wracał do domu pijany. A nigdy nie było dobrze. Zawsze awantury, krzyki, wyzwiska. Nienawidziłam tego! Pewnie dalej tak tam jest..
Widać taki los mi zgotowały niebiosa..
A wracając do grilla.
Jedzonko jak zwykle pyszne, bo Dagmara robiła. Karkówka, kiełbaski, kaszanka, sałatki.. i wiele, wiele innych. A siatkarze co? Znaleźli piłkę do nogi małego Oliwiera i jak DZIECI gonili po całym ogrodzie. STARALI się grać w nogę, bo po kilku głębszych kieliszkach nie wychodziło im to za dobrze. Oczywiście Winiar – mistrz nożnej – ogrywał wszystkich
Koło 22 wraz z Mariem wyciągnął „sprzęt” do karaoke. „Sprzęt” czyli komputer, rzutnik, mikrofon i głośniki. Losowo wybierali piosenki. Gospodarzowi wypadła piosenka „Bayer Full - Majteczki w kropeczki”. Oj poszło koncertowo. Potem Mariusz i „Cisza” Bednarka. Nie pasowało mu to. Losował inną. To: Sunrise Avenue - Fairytale Gone Bad. Ooo był śmiech. I kaleczenie angielskiego. Światowy siatkarz i tak źle mu poszło? Sama się dziwiłam. Wybrali potem Zatiego do śpiewania. Opierał się ale go wypchałam. Kłos wyszukał mu coś specjalnego. Gdy Paweł odczytał tytuł piosenki myślałam że padnę śmiechem.

Masters – Za Twój uśmiech.. no nie! Łzawa balladka..? Kłos chyba zgłupiał!

Muzyka poszła, siatkarze w śmiech. Dobrze że nie są trzeźwi, bo chyba by to nie wyszło.

„…jesteś wszystkim tym co mam nigdy nie będę sam.

Za twój uśmiech milion gwiazd,

za twój dotyk słońca blask,

zrobię wszystko by ta miiiłość żyłaaa w nas.
Może stanie w miejscu czas,

może nic nie zmieni nas,

uwierzyłem w moje szczęście pierwszy raz…”

Jezuu.. on śpiewać w ogóle nie umie! Przez cały czas się patrzy na mnie. Kocham go!!

Ale ja mu o tym wykonaniu przypomnę jutro, pojutrze czy kiedyś, bo pewnie nie będzie pamiętać. Dobrze że w szybkim tempie odnalazłam dyktafon w telefonie, to nie zaginie jego cudne wykonanie.

Miałam ubaw z jego śpiewu, i oczywiście z chórka, w którym fałszowali Kłos, Winiar i coś tworzył Aleks z Cupkiem. Ci dwaj byli najlepsi. Tańczyli gorzej niż w klubie striptizowym.

Po skończonym CUDNYM wykonaniu, z uśmiechem na ustach podszedł do mnie Zator.

- Podobało się? – wyszczerzył się jeszcze bardziej.

- Oczywiście – wybuchnęłam śmiechem.

- Ej nooo.. przecież ładnie wyszło – udawał obrażonego.

- Po prostu cudownie – pocałowałam go, co nie umknęło uwadze reszcie towarzystwa, która zaczęła gwizdać i krzyczeć. Siatkarze jednak NIE SĄ NORMALNI!

 

 

*****

dobra, dobra.. wiem beznadzieja, ale zbierałam się do tego od tygodnia. szkoła się już jako-tako skończyła, więc nic mnie nie będzie rozpraszać (poza meczami). 

w piątek grają w Krakowie a ja nie mam biletu! BOŻE CZEMU?? :( 

oceniajcie, komentujcie - każda krytyka się przyda :D
pytania, zastrzeżenia (może być z anonima :P ) dawajcie też na asku ( http://ask.fm/kaczorek13 ) :)



Jeśli to czytasz, pozostaw po sobie chociaż króciutki komentarz. Fajnie jeżeli znajdzie się ktoś kto to przeczyta ;)
pozdro :*

poniedziałek, 2 czerwca 2014

Rozdział XIX



Odstawiłam Natę pod domem, a sama dotarłam do domu. Kumpela uznała, że z rodzicami jakoś sobie poradzi, a Marcina poinformuje w weekend jak tu wpadnie.
Chwilę przed 16 byłam w domu, po jakichś 10min wpadli Kamil z Kubą. Na wejściu kumpel się odezwał:
- Głupio mi że tu przyszliśmy. Powinienem sam się nim zając – wskazał na Kubę – a nie wysługiwać się sąsiadami.
- Weź nie marudź już, tylko chodźcie. Obiad już czeka.
- No dobra, ale wiedz, że to tylko jeden jedyny raz!
Zjedliśmy posiłek, podczas którego śmialiśmy się cały czas. Towarzyszył nam nawet mój tato. Było mega wesoło. Oczywiście dostałam jeszcze ochrzan od taty, że przyjechałam do domu busem, a nie dzwoniłam po niego.
Po obiadokolacji poszliśmy na TV. Kubuś zajął się bajką, a my gadaliśmy jak zwykle o głupotach. Nie obyło się też rozmawiać o Natalii. Głupio mi było mówić o jej problemach, ale wiedziałam że Kamilowi mogę zaufać.
Przed 19 wpadł do nas niezapowiedziany gość – Natalia. Gdy stanęła w drzwiach pokoju wiedziałam że nie jest najlepiej.
- Matko jedyna! – wystraszyłam się trochę na jej widok. Była cała mokra, deszcz ją zlał masakrycznie. – Tylko nie mów że szłaś tu do mnie na nogach?!
- Yhym.. – pociągnęła nosem. Widać że płakała.
- Natuś ściągaj kurtkę, owiń się kocem i mów jak rodzice zareagowali..
- Oni okej.. Mama powiedziała, że mi pomogą – usiadła na sofie owinięta w koc. Co chwilę chlipała. – Że mogę na nich liczyć i w ogóle..
- To co się stało?
- Nie mogłam wytrzymać w stresie, że on nie wie.. i.. i..
- Zadzwoniłaś do Marcina..? – nie chciałam żeby to była prawda.
- No.. no tak. I on powiedział, że.. – rozpłakała się jeszcze bardziej. Widziałam że w Kamilu wzbiera zdenerwowanie.
- Ej spokojnie – przytuliłam ją. – Nim się nie przejmuj.
- Ale on.. jak odebrał to było okej, pytał co u mnie, co słychać u Ciebie i wgl.. Miły był. Kochany. A potem wyczuł że chcę mu coś powiedzieć. I gdy się zdecydowałam i powiedziałam mu nastała cisza.. A potem powiedział, że jestem kretynką, że w ogóle nie myślę co robię. Że jestem za głupia na bycie matką, że dzieciak też pewnie będzie idiotą jak ja i.. I on nie chce mieć ze mną nic wspólnego – Natalia zakryła twarz w dłoniach i łkała.
Nie mogłam uwierzyć w to co usłyszałam. Jak mój brat mógł coś takiego zrobić? Co za debil, kretyn, idiota.. brak mi słów! Popatrzyłam na Kamila- był wściekły. Wiedziałam, że nic dobrego z tego nie wyniknie.
- Daj mi jego numer – zwrócił się do mnie.
- Nie ma mowy! Chyba zgłupiałeś. Sama do niego zadzwonię.
- No chyba kpisz! Skurwiel nie będzie jej tak traktował! Chociaż raz zrób to o co cię proszę – Natalia popatrzyła na niego.
- Kamil, zrobię wszystko tylko nie to! – nie chciałam doprowadzić do ich konfrontacji. – Zostań tu z Natą, ja do tego kretyna zadzwonię – wzięłam telefon i wyszłam z pokoju. Kątem oka widziałam jeszcze jak kumpel zbliża się nieśmiało do Natalii, która cały czas patrzyła na niego.
Wybrałam jego numer. Nie chciałam tej rozmowy, ale wiedziałam że muszę z nim porozmawiać. Nie odebrał. Dzwonię jeszcze raz. Znowu nic. Trzeci raz – jak nie odbierze, to go zamorduję!
- Noo? – usłyszałam w słuchawce.
- Czy ty masz kurwa jakąś znieczulice? Jak mogłeś coś takiego zrobić?
- Co? Już się poskarżyła? Szybka jest. Pewnie tak szybka jak w łóżku.
- Ty jesteś jakimś idiotą! Jak możesz? Coś ty jej powiedział?
- Prawdę..
- A tak dokładniej?
- Jezu no.. że nie chcę jej znać, że hmm..
- Może że jest kretynką? Że jest za głupia na bycie matką? Może coś jeszcze inteligentnego ci się wyrwało?
- Może.. Jezu nie wiem.. skoro Ci sama powiedziała, to po jaką cholerę się mnie pytasz? – chyba się trochę wkurzył.
- Bo chciałam to usłyszeć od Ciebie. Bo liczyłam po cichu że jednak to nieprawda, że może Natalia za bardzo to wyolbrzymia. Ale widzę że jednak nie.. jesteś skończonym kretynem.
- Dzięki.. coś jeszcze? Bo jestem trochę zajęty.
- Taa jasne. Straciłeś w moich oczach i to dużo. Myślałam że mama nas inaczej wychowała..
- Przecież Ty masz inna matkę.
- Tak, ale wychowała nas ta sama jakbyś zapomniał. Znaczy mnie wychowała, nie wiem co się z Tobą stało.
- Haha.. zabawna jesteś, warta swej przyjaciółeczki. Miłej zabawy z tym gówniarzem jak się urodzi.
- Nie wierzę, że się tak zmieniłeś. Kompletny kretyn z Ciebie..
- Też Cię lubię – rozłączył się.
Miałam ochotę komuś przywalić, coś rozbić, zniszczyć. Byłam kompletnie wkurwiona! Po jakiejś minucie mi trochę przeszło, uznałam że wrócę do przyjaciół. Siedzieli na sofie, Natalia okryta kocem, ciągle szlochająca. Kamil obok niej z zatroskaną miną. Rozmawiali. Gdy tylko weszłam kumpela odezwała się do mnie.
- Nie musiałaś do niego dzwonić. Ja już wszystko wiem. Nie chcę go znać.
- Strasznie mi przykro. Nie sądziłam że jest do tego zdolny – przytuliłam ją. – Myślałam, że jest inny. Nigdy się tak nie zachowywał. Widocznie nie dorósł jeszcze..
- Nie chcę o nim już rozmawiać, nie chcę go znać. Mam was, to najważniejsze – popatrzyła na Kamila. Czyżby powiedzenie „stara miłość nie rdzewieje” miało się tu sprawdzić?
Kamil z Kubą, którego cała ta historia w ogóle nie interesowała, zmyli się do domu. My dwie włączyłyśmy sobie jakiś wyciskający łzy film, szamałyśmy popcorn, lody.. taka tam zdrowa dieta. Natalia została u mnie. Przed północą poszłyśmy spać.
Rano uznałyśmy, że nie idziemy do szkoły. Dzień wolnego się nam czasem należy.
Całe przedpołudnie przesiedziałyśmy z Natą w moim pokoju. Oglądałyśmy filmy, głupie programy. Wyciągnęłam w końcu zdjęcia z dzieciństwa i się uśmiałyśmy z tego. Na wielu był też Marcin, widać było że przyjaciółka chce o nim zapomnieć, ale mimo to nabijała się z niego.
Koło 15 się zmyła, bo ja musiałam się „wyszykować” na wizytę u Państwa Zatorskich. Wyciągnęłam sukienkę, żakiecik, butki, poszukałam jakiejś biżuterii. Gdy prostowałam włosy , przyszedł Paweł.
- To co? Gotowa? – usiadł na łóżku.
- No prawie. Daj mi 5 minut.
Kątem oka widziałam ukochanego. Miał na sobie jeansy, marynarkę i koszulę w kratę w odcieniu niebieskim- specjalnie żeby pasował do mojej sukienki. Dokończyłam układanie włosów, nałożyłam błyszczyk i wyszłam do niego z łazienki.
- I jak? – zapozowałam przed nim. – Podoba się?
- Bardzo – dał mi całusa. – Mmm.. smaczny błyszczyk – zaśmialiśmy się. Założyłam jeszcze botki na lekkim obcasie, żakiet i byliśmy gotowi do wyjścia.
Oznajmiłam mamie, że już idziemy. Życzyła miłej zabawy. Oby tak było.
Po drodze Paweł mnie uspokajał, że będzie dobrze ale i tak cykorek był.
Przed 17 byliśmy na miejscu. Podjechaliśmy pod mały, ładny domek. Wysiedliśmy z auta, Zati złapał mnie za rękę i poprowadził do środka. Gdy weszliśmy dały się słyszeć śmiechy kilku osób. Pytająco popatrzyłam na Pawła, bo nic mi nie było wiadomo żeby ktoś jeszcze miał być. Wzruszył bezradnie ramionami. Weszliśmy do salonu a tam siedziała dorosła dziewczyna (około 26-28 lat)z partnerem i maleńkim dzieckiem. Paweł od razu się rozpromienił.
- Sylwia! Matko co ty tu robisz? Kiedy przylecieliście? – podszedł do niej i przywitał się, potem tak samo z mężczyzną. Stałam lekko skrępowana. Nie wiedziałam kim są Ci ludzie.
- .. fajnie was znów widzieć. A tak w ogóle to poznajcie Milenę- moją ukochaną – objął mnie. – To jest Sylwia, moja siostra*, jej mąż Adam i syneczek Łukasz.
Przywitałam się z nimi, poznałam też rodziców Pawła. Pani Grażyna i Pan Zdzisław.
Z początku miałam nikły udział w rozmowie, bo stres był. Pod stołem nerwowo przebierałam palcami. Paweł złapał mnie za rękę i splótł swoją dłoń z moją. Trochę dodało otuchy.
 Posiedzieliśmy, pogadaliśmy a za chwilę z kuchni wyszła Pani Grażyna z udawaną złością.
- Ja siedzę w kuchni i gotuję dla Was i nie ma kto mi pomóc! Sylwia już maszeruj do mnie – popatrzyła na swoją córkę.
- To ja też pomogę – podniosłam się z miejsca.
- No co ty kochaniutka, córka wystarczy. A jak nie, to mam jeszcze syna – uśmiechnęła się.
- Ale to żaden kłopot.
- No to skoro chcesz to chodź. Sylwia rusz swój tyłek – rzuciła w córkę ściereczką.
- No zaraz przyjdę.. – chyba się jej nie chciało.
Weszłyśmy z mamą Pawła do kuchni i od razu dostałam zadanie- kompletowanie talerzy, wycieranie sztućców. Tak po prostu, żebym się czymś zajęła.
- Jak długo jesteście z Pawłem? – zagadała.
- Ymm.. no w sumie niecałe dwa miesiące. Ale znamy się trochę dłużej.
- Z Tobą wydaje się być szczęśliwy. Z Anią było inaczej..
- Inaczej? Czyli..? – za późno ugryzłam się w język. Mogłam nie pytać.
- Ehh.. no on był szczęśliwy. Ona jakby obojętna. Po pewnym czasie jakby była z nim z przyzwyczajenia.
- No on trochę przeżył rozstanie. Wiem bo byłam przy nim w tym dniu – zrobiło mi się trochę głupio rozmawiając z jego mamą o tym.
- Dobra, dobra. Nie obgadujmy go już, bo będzie miał czkawkę – nie skończyła mówić, kiedy w drzwiach pojawił się Paweł.
- Kto będzie miał czkawkę? – popatrzył po nas. My się zaśmiałyśmy.
- No oczywiście że Ty, Pączuszku.
- Mamo! Weź mnie tak nie nazywaj!
- Pączuszku? – wybuchnęłam śmiechem.
- Niestety tak. Jak byłem młodszy to trochę więcej mnie było.
- Kochanego ciałka nigdy za wiele – powiedziała pani Grażyna. – Popatrz na własnego ojca.
- Taa coś po nim mam. Milcia, ale Ty nie mów do mnie tak. Proooszę – objął mnie.
- Zobaczymy Pączuszku – dałam mu buziaka.
Usiedliśmy do stołu. Obiad był pyszny, nie obyło się bez anegdotek o dzieciństwie Pawła i Sylwii. Uciekanie z domu, wagary w szkole, strach przed traktorem, nocowanie w stodole na sianie u babci.. Wszystkie możliwe sytuacje.
- To kto dziś zmywa? – Pani Zatorska popatrzyła po swoich dzieciach.
- Musze uśpić Łukaszka – Sylwia się wymigiwała.
- Oj córa, ty leniu..
- To my pójdziemy – Paweł się zaoferował.
Zebraliśmy wszystko ze stołu i poszliśmy do kuchni. Zabraliśmy się do roboty. On zmywał, ja wycierałam.
- Rodzinka Ci się podoba? – Paweł puścił mi oczko.
- Fajną masz. Dużo śmiechu cały czas. Miałam podobnie w Sulęcinie, w Bełku jest strasznie spokojnie.
- U nas zawsze będziesz mieć wesoło. Nie ważne ile nas przy stole.
- Haha cieszę się. A ta twoja siostra..? Zdziwiony byłeś na jej widok.
- No tak. Cały czasz siedzi w Anglii. Nic nie wiedziałem że przyjeżdża. Teraz już wiem dlaczego mama nalegała żebyśmy w tym tygodniu tu wpadli.
- Gada jak katarynka. A jej Adam tak samo. Dopasowali się.
- Aa no Sylwia tak zawsze. Nigdy nie była cicha. Potrafi zagadać każdego.
- Przynajmniej nikt się z nią nie nudzi.
- Można i tak to ująć – podał mi kolejny talerz. – Mama Cię polubiła.
- Serio? – byłam lekko zaskoczona. – Co tak?
- A co? Nie chcesz..?
- Nie no miło mi. Ale tak szybko?
- No zaoferowałaś się z pomocą, pogadałyście sobie w kuchni. Ciesz się! Lubi cię – dmuchnął we mnie pianą z gąbki.
- Ej! Co to ma być? – walnęłam go ścierą.
- Złośliwcu! – zrobił znów to samo. Zasłaniałam się rękami, ale nie miałam przy nim szans. Złapał  mnie w tali i pocałował. Namiętnie, zmysłowo, cudownie.
- Paweł daj mi.. yy.. wybaczcie – do kuchni weszła Sylwia. Lekko się zarumieniła. – Nie chciałam przeszkadzać .
- Nie no my.. – Zati próbował się wytłumaczyć. Zaczęłam się śmiać.
- A róbcie co chcecie, nie moja sprawa – puściła mi oczko. – Zagotuj tylko wodę – wyszła.
- No widzisz! Twoja wina – Paweł zwrócił się do mnie.
- Że co? Trzeba było nie dmuchać we mnie pianą – zdziwiłam się na taki obrót sprawy.
- No wiem – zbliżył się znów do mnie. – Przecież żartuję – przytulił mnie.
- A idź Ty.. – wzięłam się dalej do wycierana talerzy.
Po obiedzie było ciasto, kawa, lody.. oj przytyję przez to jedno popołudnie. Już swobodniej się mi rozmawiało. Z mamą Pawła złapałam dobry kontakt.
Po 20 chcieliśmy się zmywać już, lecz pani Grażyna nie chciała na to pozwolić. W sumie to nam się nie spieszyło. Miło się nam rozmawiało, mimo że zostaliśmy we czwórkę, bo Sylwia z mężem i synkiem już pojechali.
Nim się obejrzeliśmy było po 22. To już trzeba się zmywać!
- No teraz się nie będziecie tłukli po nocy. Przecież możecie spać w starym pokoju Pawełka.
- Mamo no Co ty. Daleko nie jest.
- Nie kłóć się ze mną. Pokój jest przygotowany.
Popatrzyłam na Pawła. Zrobił zrezygnowaną minę i poszliśmy do jego pokoju. A w środku? Pokój jak pokój. Może trochę elementów siatkarskich jest. Stare koszulki Zatiego z poprzednich klubów, z Częstochowy, starsze modele ze Skry, z reprezentacji.
- I po co ona to wyciągała..? – był lekko poirytowany.
- Co jest? – złapałam go za ręce. – Jest dumna z Ciebie, że jesteś świetnym siatkarzem. Uśmiechnij się noo..
- Wiem, no ale.. – zawiesił głos na chwile patrząc na koszulkę z Częstochowy. – Jak daawno to było – uśmiech pojawił się na jego twarzy.
- I taka mina ma być zawsze – wtuliłam się w niego.
Dostałam od niego koszulkę do spania z Częstochowy, jak to określił „ pasuje do twoich oczu”. Ale romantyk.
Zostałam sama w pokoju, bo Paweł poszedł jeszcze na dół po coś. Zauważyłam jego stare zdjęcia na półce położone. Słodki był, jak był mały.
W łóżku jeszcze opowiadał mi wspomnienia z dzieciństwa. Nie wiem kiedy, ale zasnęłam wtulona w jego klatę.

*nie orientuję się  w rodzinie Zatorskiego, więc są zmyśleni ;)

*****
 taki o wszystkim i o niczym. inaczej "wymarzyłam" sobie wizytę u rodziców, ale wyszło jak wyszło. zostawiam waszej ocenie ;)
wybaczcie, za błędy, literówki.. coraz częściej mi się zdarzają :D

Jeśli to czytasz, pozostaw po sobie chociaż króciutki komentarz. Fajnie jeżeli znajdzie się ktoś kto to przeczyta ;)
pozdro :*