wtorek, 22 kwietnia 2014

Rozdział XVI



W domu od razu skierowaliśmy się do kuchni. Lubimy tam siedzieć. Po jakichś 20min wparowała do nas kochana mamusia.
- Gdzieś ty do cholery była? – zwróciła.. albo raczej wydarła się na mnie.
- Ymm.. no z Pawłem byłam cały czas, ale..
- Nie obchodzi mnie z kim! Czy z tym siatkarzyną, czy nawet z samym prezydentem! Miałaś być w domu. Mieliśmy ważne spotkanie z kontrahentem i twoja obecność była potrzebna. Musiałam kłamać przed nim!
- No sorry, ale..
- Nie mów do mnie „sorry” – była wściekła.
- … ale nikt mnie nie poinformował o waszej kolacyjce! – podniosłam głos. – A po drugie wysłałam tacie esa że będę później. Więc nie drzyj się na mnie.
- Trzeba było wysłać do mnie tego całego esa.
- A bo ja wiedziałam czy ty jesteś w domu? Nigdy cię nie ma, nawet jak cie potrzebuję – miałam łzy w oczach. – Ważniejsza jest dla ciebie praca niż rodzina!
- Przegięłaś moja droga.
- A co? Nie jest tak? Głupi przykład: miałam chyba ze cztery wywiadówki w szkole- poszedł tata. Był międzyszkolny turniej na rzecz chorej dziewczyny, w którym grałam- poszedł tata. Na mecze jeżdżę z tatą. Obiady w domu jem albo z tatą albo sama – wyliczałam jej błędy. – Pawła pierwsze poznał tata, bo.. ciebie nigdy nie ma! I co? Teraz zaprzeczysz? Nawet zwyczajnie pogadać niekiedy bym chciała, ale ty wiecznie zajęta.. Więc poczuj się chociaż raz tak jak ja.
- Co tu się dzieje? – wszedł tata. – Co to za krzyki?
Ja już do reszty się rozpłakałam. Paweł podszedł do mnie i przytulił mnie. Tego potrzebowałam.
- Bożena o co tu chodzi? – tata dalej nie wiedział co jest grane. Ja się trochę opanowałam.
- Możesz powiedzieć tacie jaka jestem niedobra – popatrzyłam na rodzicielkę. Łzy spływały mi po policzkach. – Przepraszam cię mamo bardzo, ale dłużej nie mogłam tego dusić w sobie – złapałam, Pawła za rękę i wyszliśmy z kuchni.
Usiedliśmy na łóżku w moim pokoju. Wtuliłam się w ukochanego. Czułam że cała drżałam.
- Spokojnie Skarbie, już wszystko okej.. – usłyszałam jego głos.
- Przepraszam za to. Ale musiałam jej to w końcu powiedzieć.
- Ej Maleńka, nie przejmuj się – dał mi buziaka. – Obejrzymy coś w TV? – puścił mi oczko. Widać, że chciał żebym zapomniała o wydarzeniach z kuchni.

Godzina 23, Paweł przysypia, ja tak samo.
- Paweł..?
- Hmh..?
- Zostaniesz ze mną na noc? – popatrzył pytająco na mnie. – No co? Czuję że nie zasnę sama – wystawiłam do niego język.
- Taa.. tak to się teraz nazywa.
- Idź ty zbereźniku! – walnęłam go poduszką.
- Ooo! Tak się bawić nie będziemy! – też mnie walnął.
Przez dobre 10 minut biliśmy się jak dzieci. W końcu tak oberwałam że spadłam z łóżka.
- Matko jedyna! – Paweł się wystraszył. – Żyjesz?
A ja zamiast mu cokolwiek odpowiedzieć, zaczęłam się śmiać. Popatrzył się na mnie jak na wariatkę.
- Wstawaj, idziemy spać! – podniósł mnie z ziemi i zmyłam się do łazienki. Po szybkim prysznicu, Paweł poszedł w moje ślady. Gdy wyszedł z łazienki w samych POMARAŃCZOWYCH bokserkach, roześmiałam się na jego widok.
- Prawda że bosko wyglądam? – zaczął pozować coś jak model, napinać bicki i wgl.
- Hahahaha.. z grzeczności nie zaprzeczę.
- Osz ty! – wskoczył do mnie pod kołdrę i zaczął mnie łaskotać. Próbowałam się bronić, ale co ja mogę przy sportowcu?! Na nic się zdały moje prośby, błagania żeby przestał.
Po chwili jednak ustąpił, pocałował mnie czule i położył się obok mnie. Ułożyłam się wygodnie na jego ramieniu i zasnęłam.

Rano budzik zadzwonił o 7:45. Chciałam go szybko wyłączyć, żeby Paweł się nie zbudził, ale jego już nie było. Znalazłam tylko karteczkę na mojej szafce nocnej:
„Tak słodko spałaś, nie chciałem Cię budzić, a musiałem iść na trening. Miłego dnia kochanie :*
Paweł”
Ubrana, zeszłam na dół na śniadanie. A w jadalni wpadłam na mamę. Oho.. będzie się działo.
- Milenka..? – zaczyna się. – Porozmawiajmy o wczoraj.
- Ja już nie mam nic do dodania – usiadłam przy stole z herbatą.
- Skarbie, posłuchaj mnie. To nie jest tak, że praca jest dla mnie najważniejsza – usiadła przy mnie i chwyciła mnie za rękę. – Zawsze Ty i tata będziecie się dla mnie liczyć najbardziej na świecie.
- Tak, ale zawsze..
- Poczekaj – przerwała mi, a ja czułam że łzy napływają mi do oczu. – To że jestem zajęta, pracuję czy coś nie znaczy, że nie możesz przyjść do mnie i porozmawiać. Kochanie dla ciebie zawsze mam czas.
- Jakoś nigdy mi o tym nie mówiłaś.
- No tak, myślałam że o tym wiesz. A po drugie jesteś już dużą dziewczynką, nie chciałabym cię we wszystkim wyręczać. Musisz radzić też sobie sama.
Zaśmiałyśmy się obie. Wow pierwszy raz z nią rozmawiałam, tak normalnie.
- Pamiętaj- zawsze jestem przy tobie, nie zapominaj o tym. I jak już chcesz to mogę z tobą na te mecze chodzić, mimo że się na tej całej siatkówce nie znam.
- Haha.. nie no, to już zostawię tacie.
- No dobra, dobra. A tak w ogóle, to opowiedz mi coś o tym twoim siatkarzu. Paweł tak?
- Yhym – uśmiechnęłam się. – Ale wiesz co? – popatrzyłam na zegarek. Cholera mam 5minut do busa – może innym razem, bo za chwilę się spóźnię.
- Chcesz to cię zawiozę? – zerwała się z krzesła.
- W sumie? Czemu nie.
W drodze do szkoły jakoś tak swobodnie się nam rozmawiało. Zwyczajnie tak o wszystkim, o szkole, o Pawle, też coś o siatce, ale to już gorzej szło.

Sobota rano.. znaczy już prawie 10 więc późne rano. Paweł wymyślił sobie zakupy – znowu. Siedzimy jeszcze w domu, kończymy śniadanie.
- Pawełku..? bo w poniedziałek kupiłeś mi tą sukienkę i ona miała być na coś. Powiesz mi w końcu?
- Aaa.. no bo moja mama nas zaprosiła na obiad. I mamy sobie..
- Czekaj! CO?!
- Nie stresuj się. To tylko jeden obiad.
- Ale przecież ja nie znam twoich rodziców!
- No to po to idziemy do nich, żebyście się poznali.
- O Mój Boże!! Polegnę tam – byłam tym przerażona.
- Nie bój się, mamy kilka dni żeby się przygotować.
- Właśnie! Kiedy to?
- Wtorek, środa, czwartek.. kiedy chcemy.
Rozmawiając dalej o tym obiedzie, zadzwonił mi tel – Natka.
- No co tam?
- Milena.. Bo ja.. – słyszałam że płacze.
- Co jest?! Marcin coś zrobił? – to była pierwsza myśl.
- Bo ja.. mam wielki problem. Czy możesz.. – nie dokończyła, bo jej przerwałam.
- Nic nie mów. Zaraz będę – rozłączyłam się.
- Co się stało? – Paweł też był lekko zaniepokojony.
- Musimy przełożyć zakupy. Natalia mnie potrzebuje.
- Jasne. Chodź zawiozę cię.
Pojechaliśmy. Pod domem przyjaciółki pożegnałam się z Zatorskim i pobiegłam do dziewczyny. Gdy tylko otworzyłam drzwi, wiedziałam że to poważna sprawa.

*****
Trochę krótki i taki o niczym.. Problem Natki Was zaskoczy, albo może nie :D nie podoba mi się to co napisałam. następny będzie lepszy! mam taką nadzieję ;)

Jeśli to czytasz, pozostaw po sobie chociaż króciutki komentarz. Fajnie jeżeli znajdzie się ktoś kto to przeczyta ;)
pozdro :*

2 komentarze:

  1. O żesz w mordę! Jaki ja miałam tu u Ciebie zaległości! :O Ale już jestem, trafiłam i komentuję.
    Rozdział świetny, miło się go czytało, tylko ciut dłuższym nie pogardziłabym, na pewno, no, ale, no.
    Fajnie, że Milena pogodziła i zaczęła się dogadywać z matką. Co jak co, ale rodzina najważniejsza!
    Haha.. no to Paweł zaskoczył dziewczynę. Spotkanie z rodzicami to nie taka łatwa i prosta sprawa przecież jest! Trzymam kciuki za Milenę, na pewno nie polegnie, tylko wypadnie jak najlepiej i zdobędzie sobie sympatię przyszłych teściów, haha :P
    Ciekawe jaki problem miała Natalia... czyżby to Marcin coś jej zrobił? A może to coś innego? Ach, z niecierpliwością czekam na nowe! :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Suuper <3 dawaj szybciutko następny ;*

    OdpowiedzUsuń