środa, 28 maja 2014

Rozdział XVIII



Niedziela. Dzień meczu o wszystko. Ja zdenerwowana na maxa, a co dopiero (pewnie) siatkarze. Godzina meczu zbliżała się nieubłagalnie.
A sam mecz? Masakra..
Pierwsze dwa sety przegrana.. no to koniec. Przed trzecim setem odnalazłam wzrokiem Pawła, albo raczej to on mnie odnalazł. Posłałam mu pokrzepiający uśmiech, chciałam go jakoś pocieszyć. Puścił mi tylko oczko. Nie jest źle, może mają jakąś tajną broń.
Gdy zaczął się trzeci set, a Skrzaty przegrywały, byłam bliska łez. Ale na szczęście seta wygrali, czwartego też, to i jest nadzieja w tie-break’u.
Z Natalą normalnie meczu nie potrafimy oglądać. Oczywiście drzemy się w niebogłosy cały czas. Ale na tie-break’a o dziwo umilkłyśmy. W połowie seta podszedł do nas Kamil.
- Cześć Mila.. ee.. Natalia.. – uśmiechnął się do nas.
- No cześć – odezwałam się, a Nata tylko się uśmiechnęła.
- Wygrają?
- Nie ma innej opcji! – chciałam być jak największą optymistką, ale bałam się cholernie. Kamil to zauważył.
- Ej Mała. Przecież wiadomo, że wygrają – objął mnie.
- Mam taką nadzieję.
Do końca seta kumpel został z nami a ja zauważyłam, że często zerkał na Natalię. Ehh..
Piłka meczowa i.. WYGRANA! Cała hala wybuchnęłam radością. Z Natalią wpadłyśmy sobie w ramiona, musiało to komicznie wyglądać. Chwilę później przytuliłam się już do Kamila. Wiem, trochę to z boku mogło dziwnie wyglądać, że niby coś między nami jest albo co, ale to TYLKO PRZYJACIEL!
Chciałam podejść do Zatiego, pogratulować, no ale nie ma szans. Pełno przy nim fanek, hotek i wgl. Stanęłam kawałek od grupki wielbicielek, nie chcąc im przeszkadzać. Liczyłam, że Paweł mnie zauważy. Tak też się stało. Powiedział coś do swoich fanek i szedł w moją stronę. A że ochroniarz był tak miły (i już mnie kojarzył), to pozwolił mi przejść za bandy. Po wyrazie twarzy Pawła, widać było że jest mega szczęśliwy. Zbliżyłam się do niego.
- Gratulacje – uśmiechnęłam się.
- Kocham Cię! – chwycił mnie w tali, przysunął do siebie i namiętnie pocałował. Lekko mnie zaskoczył tym, ale oddałam się mu w pocałunku. Przez chwilę nie wiedziałam, co się ze mną dzieje. Odpłynęłam od rzeczywistości. Poczułam jego rękę zatopioną w moich włosach. Ciepło jego ciała przesiąkało moje wnętrze. Chciałam żeby ta chwila trwała wiecznie. Zatraciłam się w tym całkowicie. Nie wiem jak długo trwaliśmy w pocałunku, ale to było przyjemne, nawet bardzo!
Miłą chwilę przerwał nam, nie kto inny jak Kłos.
- Ej gołąbeczki, wystarczy już – pociągnął za ramię Pawła.
- No co jest z tobą? – Zati zwrócił się do kumpla. – Nie dasz nam nacieszyć się sobą? – patrzył mi głęboko w oczy.
- Będziecie mieli na to caaałe życie. Teraz chodź. Nawrocki woła.
- No dobra, już idę – dał mi causa. Kłos się oddalił.
- Paweł? A wy tę noc spędzacie w hotelu?
- A co? – zobaczyłam błysk w jego oczach.
- A nic.. tak tylko. Bądźcie grzeczni – oparłam się na jego ramionach, lekko uniosłam na palcach i musnęłam jego usta.
Z uśmiechem na twarzy opuściłam halę z przyjaciółmi.

W poniedziałek wstąpiłam jeszcze przed kolejnym meczem do Kamila i Kuby. Mały był zajęty pochłanianiem kebaba.
- Ahaa to tak się żywicie..? – z dezaprobatą popatrzyłam na Kamila.
- No co? Nie chce mi się nic robić zjeść.
- Czyli do czwartku się tak będziecie stołować? Przecież mama wam zamroziła krokiety, gulasz czy coś.
- Nie jestem kucharzem, nie będę się tym bawić.
- Masz tylko wsadzić do mikrofalówki – ręce mi opadają, nie mam siły do niego.
- Nie bój się, poradzimy sobie – posłał mi uśmiech. – Nie pierwszy raz zostajemy sami w domu.
- No wiem, ale.. Jak chcecie to wpadnijcie jutro na obiad. Na pewno będzie coś dobrego.
- Ej nie rób ze mnie jakiegoś beznadziejnego brata. Zadbam o niego.
- No właśnie się obawiam o to. Przyjdźcie.
- Ja psyjdę – odezwał się Kubuś.
- No to świetnie. Ale weź ze sobą tego upartego brata – puściłam oczko do Kamila.
- No dobra, już dobra. Przyjdziemy. Ale ten jeden, jedyny raz.
- Cudownie! O 16 czekam. A teraz Kuba chodź, coś się pouczymy.
W drzwiach poprzepychałam się z Kamilem, połaskotał mnie, pośmialiśmy się i poszłam do Kuby.
Zawsze jak się uczymy z Kubą, to tracę poczucie czasu. Wszedł Kamil. Stanął w drzwiach i po chwili się odezwał.
- Nie chciałbym wam przerywać, ale Milena popatrz na zegarek.
- Wiesz, że ja nie noszę zegarka. Do czego zmierzasz?
- To na telefon, cokolwiek. Spójrz która godzina.
- No 17.13 a co?
- Aaa czyli się nigdzie nie wybierasz na 18?
- Weź powiedz o co Ci chodzi, a nie zadawaj głupich pytań – nie miałam siły do jego durnych zagadek.
Popatrzył na mnie jak na idiotkę. A mnie olśniło!
- Matko jedyna! MECZ! Jak mogłam zapomnieć!
- Zdolna jesteś – skwitował to śmiechem.
- Nie napieprzaj się, tylko się zbieraj. Trzeba było przyjść po mnie wcześniej.
- Myślałem że wiesz. Kuba idź do ciotki, ona wie że przyjdziesz.
- A nie mogę z wami? – popatrzył na nas tymi swoimi słodkimi oczkami.
- Nie mamy dla Ciebie biletu. Nie marudź już tylko leć.
Kubuś zrezygnowany założył buty oraz kurtkę i wyszliśmy wszyscy z mieszkania.
Przed halą byliśmy 10minut przed rozpoczęciem meczu. Kolejka dłuuuga bo nikt nie chce przegapić takiego wydarzenia. Weszliśmy do środka i odnaleźliśmy nasze miejsca równo z pierwszym gwizdkiem. Natalia nas przywitała z lekkim bulwersem!
- Ile można na Ciebie.. ee.. znaczy Was czekać?
- To wszystko jego wina!
- Taa jasne! – Kamil udawał obrażonego. – Sama mogłaś zobaczyć która godzina.
- Dobra, dobra. Nie tłumaczcie się już. Nie chcę wiedzieć co robiliście – Natalia zrobiła zalotny uśmieszek.
- Nata, no weź – szturchnęłam przyjaciółkę. – Ja mam Pawła. Dobra ale mecz jest. Jaki skład?
Pochłonęłam się już do reszty w mecz. Każda zagrywka, obrona, każdy atak, plas, nic nie umknęło mojej uwadze. Dziś im lepiej poszło. Na pewno szybciej. Mecz wygrany 3:1, przez cały czas prawie bełchatowianie dominowali na siatce. Widowisko mogło się podobać.
Po skończonym pojedynku, podeszłam jak zwykle do band reklamowych oczekując Pawła. Podszedł od razu do mnie.
- Jak się podobało?
- Było świetnie, zresztą jak zawsze – musnęłam jego usta.
- Nie podlizuj się tylko powiedz co chcesz? – uniósł jedną brew.
- Nic nie chcę. Tylko się stęskniłam.
- Taa..? To daj mi godzinkę, przyjadę do Ciebie – wyszczerzył się do mnie.
- Tak długo każesz mi czekać? – zrobiłam minę a’la kot ze Shreka.
- Niestety.. takie życie gwiazdy.
- Gwiazdy? – parsknęłam śmiechem. – Dobre.. To jak godzina, to godzina. Ani minuty dłużej. Będę czekać.
Wychodząc jeszcze z hali pogratulowałam Winiarowi, a Kłos się do mnie przytulił – chyba baaardzo się cieszył z wygranej.

W domu nudziło mi się niemiłosiernie. Aż zaczęłam sprzątać pokój. Kompletna desperacja. Po jakże nudnej godzinie, ktoś zapukał do mych drzwi a po chwili ukazał się w nich Zatorski.
- Zmieściłem się w czasie? – oparł się o szafę.
- Udało ci się – teatralnie popatrzyłam na lewą rękę- zegarka tam nie było.
- Kupię Ci wreszcie ten zegarek – zbliżył się do mnie i przytulił mnie.
- Ej aż tak bardzo się nie spóźniam – puściłam mu oczko. – Głodny? Idziemy na dół?
- Eee.. zjedliśmy w szatni pizze. Nie trudź się.
- A to tak wygląda dieta sportowca. Ładnie, ładnie.
- No co? Trzeba było jakoś uczcić zwycięstwo.
- Taa bo uwierzę że nie było nic mocniejszego – wystawiłam do niego język.
- Było, było, ale nie wszyscy pili.
- Jaaasne. Dobra, chodź. Fajny film miał lecieć – złapałam go za rękę i pociągnęłam za sobą. Usiedliśmy na łóżku i włączyliśmy TV.
Znalazłam u siebie pochowane w szafkach jakieś ciastka, żelki i paluszki, tak żeby się nam nie nudziło za bardzo.
- Kiedy idziemy w końcu do Twoich rodziców? – odezwałam się po dłuższej chwili.
- Może jutro?
- Jutro..? niezbyt. Kamil wpada na obiad.
- Kamil? – podniósł się na łokciach żeby na mnie popatrzeć. – Kto to?
- Jeny.. no przecież sąsiad.
- Mam być zazdrosny? Przystojny chociaż?
- Noo raczej! Ja się tylko z przystojniakami zadaję. No ale wiesz.. nikt nie przebije Ciebie – przytuliłam się do niego.
- No i to mi się podoba – odwzajemnił uścisk.
Uwielbiam leżeć na jego klacie i słyszeć bicie jego serca. Wiem że bije tylko dla mnie. Czuć jego zapach, perfumy ode mnie. Lubię gdy bawi się kosmykiem moich włosów. Ot takie zwykłe rzeczy, które sprawiają radość.
- Nad czym dumasz? – z rozmyślań wyrwał mnie Paweł.
- Aaa no tak. O Tobie, o mnie, o nas – dałam mu buziaka.
- Jak miło – pocałował mnie w skroń, a po moim ciele przeszedł przyjemny dreszcz. Lubiłam kiedy to robił.  
- Dobra! To kiedy do Twoich rodziców – uklękłam przy nim. – Chcę mieć to za sobą.
- To środa. Zgarnę Cię po szkole. Pasuje?
- Yhym – usiadłam na jego kolanach. – Matko, ale się boję – zaczęłam nerwowo bawić się jego koszulką.
- No weź, nie ma czego – złapał mnie za ręce. – Nie są tacy straszni.
- Łatwo Ci mówić..
- Ej przecież będę przy tobie – uśmiechnął się do mnie. Popatrzyłam mu w oczy. Widać w nich było radość, oraz to że mu zależy na mnie. Nachyliłam się nad nim i pocałowałam go. Odwzajemnił to i objął mnie. Po chwili podniósł się lekko i obrócił nas. Teraz to on był nade mną.
Całował delikatnie, czule, namiętnie. Jego ciepłe dłonie zawędrowały pod moją bluzkę. Zatrzymał się na chwilę.
- Chcesz tego? – wyszeptał mi do ucha.
- Chcę Ciebie – odparłam. Popatrzył mi w oczy. Zawsze tonęłam w jego niebieskich tęczówkach. Pochylił się, przycisnął swoje gorące usta do mojej szyi i sunął nimi coraz niżej.
Nim się obejrzałam byłam już bez koszulki. Za chwilę kolejne część mojej i jego garderoby spadły na podłogę. Paweł pochylił się nade mną nagim torsem, zaczął całować moją szyję, piersi, brzuch.. oplotłam go swoimi nogami i poczułam lekkie dreszcze na moim ciele, gdy ukochany wszedł we mnie. Nie, nie było mi zimno. Po prostu czułam się wyjątkowo, mogąc to przeżyć z tym jedynym. Z moim Pawłem.
Przymknęłam lekko oczy, chcąc by ta chwila trwała wiecznie. Zati był delikatny. Powoli zaczął swoje ruchy, zwiększając rytm zabawy. Tempo było coraz ostrzejsze, na co zareagowałam cichym jękiem, co widocznie spodobało się Pawłowi, który nie przestawał. Doprowadził nas do ekstazy, po czym opadł obok mnie, całując czule. Wtuliłam się w niego.
- Co? Nie podobało się? – spytał zaskoczony.
- Wręcz przeciwnie. Było cudownie. Kocham Cię najmocniej na świecie.

Rano, gdy zadzwonił budzik nie miałam ochoty wychodzić spod kołdry. Przytulona do Pawła mogłam leżeć caaały dzień. Niestety Libero wyrzucił mnie z łóżka.
Po wspólnym śniadaniu, odwiózł mnie do szkoły. Kolejny nudny dzień w budzie..
Po lekcjach umówiłyśmy się z Natalią na wizytę u ginekologa. Znajoma mamy, więc czekać nie musiałyśmy długo. Tata mój miał nas zawieźć. Po 14 byłam gotowa, czekałam tylko na esa od Natalii, że ona też. Dostałam wiadomość, wyjechaliśmy z domu i zgarnęliśmy ją. Widać po niej było, że się strasznie denerwowała. Droga zleciała nam w milczeniu.
Gdy weszłyśmy do poczekalni, było tam trochę osób, ale to dlatego że inne gabinety tez tam były. Usiadłyśmy na krzesełkach. Nata od razu zaczęła gorączkowo rozglądać się po całym pomieszczeniu, strzelała na palcach, trzęsła nogą.. nie wiedziałam jak ją uspokoić. Po jakichś 5minutach się trochę uspokoiła, bo zajęła się czytaniem ulotek.
Pół godziny później usłyszałyśmy jak pielęgniarka wywołuje nazwisko mojej przyjaciółki. Ze strachem w oczach Nata popatrzyła na mnie i ścisnęła mnie za rękę.
- Będę tu cały czas. Nie bój się. Nic Ci się nie stanie. Musisz się w końcu dowiedzieć.
- Ale.. – miała łzy w oczach.
- Natuś. Idź.. proszę.
Dziewczyna wzięła głęboki oddech i zniknęła za drzwiami.
Dlaczego ja zawsze muszę na kogoś czekać? Nienawidzę tego. Czas wtedy płynie niemiłosiernie powoli.
Gdy drzwi się znowu otwarły, stanęła w nich Natalia z tą samą pielęgniarką. Cały tusz spłynął po policzkach mojej przyjaciółki. Podeszłam do niej i mocno ją przytuliłam. Odwzajemniła uścisk, a po chwili zaczęła się śmiać. Zdziwiona popatrzyłam na nią.
- No co? – odezwała się. – Głupia jestem. Nosze w sobie owoc miłości mojej i Marcina. Tym się nie mogę smucić.
Ohoo humor jej na chwilę wrócił. Poszłyśmy jeszcze do łazienki, ogarnąć trochę jej wygląd, a potem na lody. Teraz trzeba było o wszystkim poinformować jej rodziców i ojca jej dziecka. 

*****
przepraszam, że nic nie dodałam wcześniej, ale miałam małe problemy osobiste. ale już wróciłam ;)
nie umiem opisywać TAKICH scen.. kiepsko mi to wyszło ;) rozdział taki sobie. do końca tygodnia dodam coś jeszcze, bo pomysł mam tylko trzeba go spisać :P teraz się biorę za czytanie waszych :)
jak chcecie to informujcie mnie na asku o Waszych nowościach :D

Jeśli to czytasz, pozostaw po sobie chociaż króciutki komentarz. Fajnie jeżeli znajdzie się ktoś kto to przeczyta ;)
pozdro :*


sobota, 3 maja 2014

Rozdział XVII



Pod domem przyjaciółki pożegnałam się z Zatorskim i pobiegłam do dziewczyny. Gdy tylko otworzyłam drzwi, wiedziałam że to poważna sprawa.
Usiadłyśmy w kuchni.
- Napijesz się czegoś? – drżącym głosem zapytała.
- Później.. Co się stało? No mów!
- Bo.. bo.. hmm.. Jestem z Marcinem.. i jesteśmy ze sobą już około miesiąca.. – łzy jej spływały po policzkach.
- Wiedziałam że to wina tego głąba!
- Niee! Znaczy.. Posłuchaj. Dobrze nam razem jest. Jesteśmy razem ten miesiąc, ale on był tu niecały miesiąc temu. Rodziców moich nie było.. – zaczęła się plątać w tym co mówi.
- Przespałaś się z nim? – Natala spuściła głowę.
- Tak.. wyszło jakoś tak spontanicznie.. Ale najgorsze jest to, że nie pomyśleliśmy i.. i… - rozpłakała się na dobre.
Podeszłam do niej, przytuliłam ją. Chwilę tak płakała na moim ramieniu. W pewnym momencie popatrzyła na mnie.
- Boję się że jestem w ciąży..
- Ale jak? Nie zabezpieczyliście się w ogóle? Nic?
- Mówię ci.. taki spontan był. A sprawdzałam dziś i okres powinnam dostać tydzień temu. Pomóż.. – błagalnym wzrokiem na mnie popatrzyła.
- Ej niekoniecznie przez to nie masz okresu. Przecież w szkole mamy dużo sprawdzianów teraz, dużo stresu i wgl. To może być to – szukałam jakiegokolwiek powodu. Chciałam ją pocieszyć.
- Może, ale nie musi..
- Głowa do góry. Najlepiej jeszcze będzie jak zrobisz test ciążowy, albo nawet do ginekologa pójdziesz.
- Co to, to nie!
- To co? Chcesz żyć w niepewności? Nie ma tak. Kiedy rodzice wracają?
- Są z Majką u babci. Będą jutro koło południa.
- Dobra, to ja skoczę do apteki i..
- Po co?!
- Testów ciążowych w monopolowym nie kupię. A ty uspokój się trochę i zjedz coś. Wracam za niedługo.

Przed apteką zobaczyłam auto Winiarskich. Liczę że Dagmara albo Michał są w sklepie obok. Niestety nie.. Gdy tylko weszłam moim oczom ukazała się Pani Winiarska. Jak najdalej od niej! Poszłam do innej kolejki niż ona. Nie chciałam żeby mnie zobaczyła. Niestety nie wyszło mi ukrywanie się. Gdy tylko Dagmara kupiła co chciała, podeszła do mnie.
- Cześć Milenka. Co ty tu robisz? – powitała mnie promiennym uśmiechem.
- A no koleżankę mam w nienajlepszej formie, jest sama w domu to muszę się nią zaopiekować. A ciebie co tu sprowadza?
- Oli jest przeziębiony, a on nienajlepiej znosi choroby.
- Ooo biedactwo.
Dagmara chciała coś jeszcze powiedzieć, ale w tym momencie nadeszła moja kolej.
- Wybacz, pogadamy innym razem – zbyłam ją.
- Poczekam na Ciebie. Podrzucę Cię do koleżanki.
- Nie trudź się. To niedaleko. Jedź do domu, skoro Oliwier jest chory – chciałam się jej jakkolwiek pozbyć.
- No skoro tak, to paa – uśmiechnęła się tylko do mnie.
- W czym mogę pomóc? – odezwała się młoda kobieta zza okienka. W razie gdyby Dagmara jeszcze słyszała wzięłam pierwsze coś na gardło. A potem kilka testów ciążowych.
Wsadziłam wszystko do torebki i wychodząc zauważyłam, że Winiarska rozmawia z jakąś kobietą. Liczę że nie widziała co kupuję.
Wróciłam do przyjaciółki. Siedziała wgapiając się w TV. Usiadłam obok niej.
- Zrób.
- Nie chcę..
- Zrób!
- Boję się..
- Natalia!
- Nie mam potrzeby teraz.
- Natalio Karolino Pawlica! Marsz do łazienki zrobić testy! – byłam stanowcza.
- Tak jest! – zasalutowała mi i lekko się uśmiechnęła.
- No idź już – popchałam ja w stronę toalety.
Czekanie na przyjaciółkę dłużyło się w nieskończoność. Nie wracała z dobre pół godziny. W sumie nie wiem jak długo to powinno trwać, ale może do niej pójdę?
Pod drzwiami łazienki usłyszałam jej szloch. Kurde..
- Natalia..? – nieśmiało uchyliłam drzwi. – Więc..? – bałam się odpowiedzi. Siedziała skulona na ziemi.
- Nie chcę.. Boję się..
Popatrzyłam na wszystkie testy. Wskazywały to samo – CIĄŻA! Przysiadłam się do niej i objęłam ją.
- Natalka.. musimy się przejść do ginekologa – odpowiedziała mi płaczem. – Ej dziewczyno! Nie zostawię Cię samej. A Marcin..
- Nie mów mu! Przecież.. co ja mam zrobić? Rodzice mnie zabiją!
- No weź, jak coś to ci pomogę. A teraz wstań. Ogarniesz się trochę i przejdziemy się na spacer.
- Dziękuję Ci! Nie wiem co bym bez Ciebie zrobiła.
Na spacerze odzyskała już trochę humor, lepiej się nam gadało i ustaliłyśmy parę rzeczy. Do lekarza idziemy jak najszybciej, a Marcin i jej rodzice dowiedzą się o wszystkim po tej wizycie.

Wieczorem szykowałam się do wyjścia do Kamila. Kumple mieli do niego wpaść, a ja obiecałam mu zająć się jego młodszym bratem- Kuba, 6lat.
Zadzwonił Paweł.
- No cześć. Jak tam po treningu?
- Po co ci testy ciążowe? – zaskoczył mnie tym pytaniem.
- Yyy.. no bo.. Skąd wiesz?
- Nie ważne. Po co ci? Chcesz mi coś powiedzieć?
- Coś ty taki nerwowy? Nie bój się, nie jestem wiatropylna. To nie dla mnie. Pamiętasz jak rano dzwoniła Natka i miała problem? Bała się że jest w ciąży, to skoczyłam do apteki.
- Matko.. już się wystraszyłem.
- Kto ci powiedział? Znaczy.. skąd wiesz?
- Winiar chciał mnie zamordować na treningu, za to że ci dziecko zrobiłem!
- Aaa.. Dagmara mu powiedziała. Już wszystko rozumiem.

Wpadłam do Kamila jak zwykle spóźniona. Kumple już byli. Grali w FIFE na konsoli. Usiadłam na fotelu, panowie mnie nie zauważyli. Po chwili wbiegł do pokoju Kubuś.
- Milena! – powitał mnie entuzjastycznie i wskoczył na kolana. W tym momencie każdy z chłopaków popatrzył na mnie. Lekko się speszyłam. No sorry 5 chłopaków (+jeden mały) i ja jedna. Kamil mnie przedstawił chłopakom i na odwrót. Yhym.. 4 nowych mam zapamiętać? Z moją sklerozą nie będzie łatwo. Byli to: Adam, Krzysiek, Łukasz i Kacper. Pogadaliśmy trochę, a potem zmyłam się z Kubą do jego pokoju odrobić lekcje.
Ojciec z nimi nie mieszka, a mamuśka pojechała na tydzień w delegację. Młodym musi się ktoś zająć, a Kamil nie ma do niego cierpliwości.
Po pół godziny kolorowania obrazków, poszłam po coś do picia – Kuba zażyczył sobie kakao.
Przeszukując szafki w kuchni za kakałem, ktoś wszedł do pomieszczenia.
- Czego tak poszukujesz? – po chwili usłyszałam za sobą.
- Kakała.. jak na złość nie mogę.. Jest! – znalazłam. – Ale czemu tak wysoko..? – było na najwyższej półce.
- Czekaj, pomogę.
Nie zdążyłam się odsunąć, bo kolega stanął tuż za mną, nie dając mi się ruszyć i wyciągnął rękę w kierunku puszki. Poczułam się dziwnie, był zbyt blisko.
Podał mi kakao, a ja byłam lekko zdziwiona tą sytuacją. Chyba to wyczuł.
- Yy.. Coś nie tak?
- Nie no spoko. Dzięki – odsunęłam się od niego.
- Przepraszam, jeżeli zrobiłem coś nie tak – nie widać było po nim żeby żałował.
- Ale przecież nic się nie stało – wzięłam dwa kubki i nasypywałam brązowy proszek.
- Ej piękna – podszedł do mnie i złapał mnie za rękę. Znowu był bardzo blisko mnie. Staliśmy oko w oko. – Nie bądź obrażalska.
- Nie jestem. Puść mnie – trzymał jeszcze mocniej. – To boli! – chciałam się uwolnić.
- Co cię boli? Przecież jestem delikatny.
- Zośtaw ją! – usłyszałam zza pleców oprawcy. Zwolnił uścisk, by się odwrócić i zobaczyć kto chce mi pomóc. Kubuś – mój wybawiciel.
- Spadaj młody nie mieszaj się.
- Zośtaw ją w spokoju! – Kubuś był nieugięty. Krzysiek (jak się potem okazało) puścił mnie, by zwrócić się do Kuby.
- Młody, weź się nie wtrącaj i idź stąd – popchnął małego, który upadając strącił z kuchenki czajnik.
- Kubuś! – chciałam mu pomóc, ale drogę zagrodził mi Krzysiek.
- A panna gdzie się wybiera? Nie skończyliśmy rozmowy.
- Nie mam ci nic do powiedzenia.
- A ja tobie tak –znów był bardzo blisko. – Jesteś śliczna – założył mi kosmyk włosów za ucho.
- Zostaw mnie! – byłam przerażona.
- Może pójdziemy do któregoś z pokoi? – wyszeptał mi do ucha. – Zabawimy się.
- Odczep się ode mnie! – miałam ochotę krzyczeć.
- Ale piękna, przecież.. – nie zdążył nic więcej powiedzieć, bo Kamil go ode mnie odciągnął.
- Co Ty odpierdalasz? – zwrócił się do Krzyśka. – Z tobą jest wszystko okej?
- No co? Ona miała na mnie ochotę.
- Chyba kpisz! – odezwałam się i podeszłam do Kubusia. Chłopiec miał łzy w oczach. Przytuliłam go. Słyszałam za sobą jak Kamil z Krzyśkiem się kłócą.
- Kubuś? Wszystko okej?
- Boli ręka – zaczął szlochać.
- Mój ty bohaterze, idź do pokoju, zaraz tam przyjdę – chłopiec uśmiechnął się do mnie i wyszedł.
- No ty jednak jesteś nienormalny – odezwał się Kamil. – Weź mi się nie pokazuj na oczy.
Krzysiek wyszedł, jeszcze mnie zmierzył wzrokiem.
- Co to miało być? – kumpel się zwrócił do mnie.
- Bo ja wiem? On jest jakiś napalony.
- O co poszło?
- Chciałam zrobić kakao Kubie i mi, a ten się do mnie przystawia.
- Pewnie go sprowokowałaś..
- Że co proszę? – nie mogłam w to uwierzyć. – Czy Ty się słyszysz?
- Sam od siebie się tak nie zachowuje.
- Czekaj.. Czy ty bierzesz jego stronę?
- Chcę po prostu wiedzieć jak było.
- To bądź obiektywny! – byłam zbulwersowana. – Rozumiem, że go znasz dłużej, ale nie przeginaj.
- Ja przeginam? To ty się obściskiwałaś z innym mając chłopaka!
- Przesadziłeś! Nie widziałeś całej sytuacji i oceniasz na podstawie tylko jego słów!
- Milena.. – Kubuś wszedł do kuchni i się przytulił do mnie.
- A w ogóle wiesz co on zrobił? Twój brat jest poszkodowany. Kuba chciał mi pomóc. Chociaż on.. Przez Krzyska jest poturbowany! – wiem, trochę to wyolbrzymiłam, ale byłam wściekła.
- Że co? – Kamil się mocno zdziwił.
- To co słyszysz! Na przyszłość dobieraj sobie lepiej przyjaciół – wyszłam z Kubą z kuchni.
Przez resztę wieczoru przesiedziałam u Kuby. Bawiliśmy się, wygłupialiśmy i takie tam. Kamil nawet do nas ni przyszedł. Żeby się chociaż zainteresował bratem! A ten nic..
Koło 23, jak Kuba poszedł już spać, to ja się zbierałam do domu. Weszłam jeszcze do pokoju, gdzie siedzieli chłopaki. Krzysiek mnie zmierzył.
- Kamil, ja już idę – zwróciłam się do chłopaka. – Wpadnę jeszcze w poniedziałek. Cześć – skierowałam się do drzwi.
- Ej, ej.. poczekaj – Kamil chciał mnie zatrzymać. Stanęłam przy drzwiach, zapinając jeszcze kurtkę. – Mila, przepraszam bo.. Głupio wyszło. Wiem, Krzysiek jest porywczy. Powinienem Ci zaufać.
Nie odezwałam się nic.
- Ej nie chcę żebyś była na mnie zła. Proszę cię, daj mi jeszcze jedną szansę.
- Przecież nie prosisz mnie o rękę.
- Jeszcze nie.. – uśmiechnął się zalotnie.
- Weź przestań – lekko się speszyłam. – Lecę już. Opiekuj się Kubą. Paa.. – dałam mu buziaka w policzek.
- Trzymaj się Maleńka – strzelił smajla. Wyszłam.

*****
zabijcie mnie za to.. jest beznadziejny.. napisany na "depresji" po informacji że Zati odchodzi ze Skry :( najgorsza decyzja świata :( ale mimo wszystko jest zaciesz z Mistrzostwa!! <3

Jeśli to czytasz, pozostaw po sobie chociaż króciutki komentarz. Fajnie jeżeli znajdzie się ktoś kto to przeczyta ;)
pozdro :*