środa, 28 maja 2014

Rozdział XVIII



Niedziela. Dzień meczu o wszystko. Ja zdenerwowana na maxa, a co dopiero (pewnie) siatkarze. Godzina meczu zbliżała się nieubłagalnie.
A sam mecz? Masakra..
Pierwsze dwa sety przegrana.. no to koniec. Przed trzecim setem odnalazłam wzrokiem Pawła, albo raczej to on mnie odnalazł. Posłałam mu pokrzepiający uśmiech, chciałam go jakoś pocieszyć. Puścił mi tylko oczko. Nie jest źle, może mają jakąś tajną broń.
Gdy zaczął się trzeci set, a Skrzaty przegrywały, byłam bliska łez. Ale na szczęście seta wygrali, czwartego też, to i jest nadzieja w tie-break’u.
Z Natalą normalnie meczu nie potrafimy oglądać. Oczywiście drzemy się w niebogłosy cały czas. Ale na tie-break’a o dziwo umilkłyśmy. W połowie seta podszedł do nas Kamil.
- Cześć Mila.. ee.. Natalia.. – uśmiechnął się do nas.
- No cześć – odezwałam się, a Nata tylko się uśmiechnęła.
- Wygrają?
- Nie ma innej opcji! – chciałam być jak największą optymistką, ale bałam się cholernie. Kamil to zauważył.
- Ej Mała. Przecież wiadomo, że wygrają – objął mnie.
- Mam taką nadzieję.
Do końca seta kumpel został z nami a ja zauważyłam, że często zerkał na Natalię. Ehh..
Piłka meczowa i.. WYGRANA! Cała hala wybuchnęłam radością. Z Natalią wpadłyśmy sobie w ramiona, musiało to komicznie wyglądać. Chwilę później przytuliłam się już do Kamila. Wiem, trochę to z boku mogło dziwnie wyglądać, że niby coś między nami jest albo co, ale to TYLKO PRZYJACIEL!
Chciałam podejść do Zatiego, pogratulować, no ale nie ma szans. Pełno przy nim fanek, hotek i wgl. Stanęłam kawałek od grupki wielbicielek, nie chcąc im przeszkadzać. Liczyłam, że Paweł mnie zauważy. Tak też się stało. Powiedział coś do swoich fanek i szedł w moją stronę. A że ochroniarz był tak miły (i już mnie kojarzył), to pozwolił mi przejść za bandy. Po wyrazie twarzy Pawła, widać było że jest mega szczęśliwy. Zbliżyłam się do niego.
- Gratulacje – uśmiechnęłam się.
- Kocham Cię! – chwycił mnie w tali, przysunął do siebie i namiętnie pocałował. Lekko mnie zaskoczył tym, ale oddałam się mu w pocałunku. Przez chwilę nie wiedziałam, co się ze mną dzieje. Odpłynęłam od rzeczywistości. Poczułam jego rękę zatopioną w moich włosach. Ciepło jego ciała przesiąkało moje wnętrze. Chciałam żeby ta chwila trwała wiecznie. Zatraciłam się w tym całkowicie. Nie wiem jak długo trwaliśmy w pocałunku, ale to było przyjemne, nawet bardzo!
Miłą chwilę przerwał nam, nie kto inny jak Kłos.
- Ej gołąbeczki, wystarczy już – pociągnął za ramię Pawła.
- No co jest z tobą? – Zati zwrócił się do kumpla. – Nie dasz nam nacieszyć się sobą? – patrzył mi głęboko w oczy.
- Będziecie mieli na to caaałe życie. Teraz chodź. Nawrocki woła.
- No dobra, już idę – dał mi causa. Kłos się oddalił.
- Paweł? A wy tę noc spędzacie w hotelu?
- A co? – zobaczyłam błysk w jego oczach.
- A nic.. tak tylko. Bądźcie grzeczni – oparłam się na jego ramionach, lekko uniosłam na palcach i musnęłam jego usta.
Z uśmiechem na twarzy opuściłam halę z przyjaciółmi.

W poniedziałek wstąpiłam jeszcze przed kolejnym meczem do Kamila i Kuby. Mały był zajęty pochłanianiem kebaba.
- Ahaa to tak się żywicie..? – z dezaprobatą popatrzyłam na Kamila.
- No co? Nie chce mi się nic robić zjeść.
- Czyli do czwartku się tak będziecie stołować? Przecież mama wam zamroziła krokiety, gulasz czy coś.
- Nie jestem kucharzem, nie będę się tym bawić.
- Masz tylko wsadzić do mikrofalówki – ręce mi opadają, nie mam siły do niego.
- Nie bój się, poradzimy sobie – posłał mi uśmiech. – Nie pierwszy raz zostajemy sami w domu.
- No wiem, ale.. Jak chcecie to wpadnijcie jutro na obiad. Na pewno będzie coś dobrego.
- Ej nie rób ze mnie jakiegoś beznadziejnego brata. Zadbam o niego.
- No właśnie się obawiam o to. Przyjdźcie.
- Ja psyjdę – odezwał się Kubuś.
- No to świetnie. Ale weź ze sobą tego upartego brata – puściłam oczko do Kamila.
- No dobra, już dobra. Przyjdziemy. Ale ten jeden, jedyny raz.
- Cudownie! O 16 czekam. A teraz Kuba chodź, coś się pouczymy.
W drzwiach poprzepychałam się z Kamilem, połaskotał mnie, pośmialiśmy się i poszłam do Kuby.
Zawsze jak się uczymy z Kubą, to tracę poczucie czasu. Wszedł Kamil. Stanął w drzwiach i po chwili się odezwał.
- Nie chciałbym wam przerywać, ale Milena popatrz na zegarek.
- Wiesz, że ja nie noszę zegarka. Do czego zmierzasz?
- To na telefon, cokolwiek. Spójrz która godzina.
- No 17.13 a co?
- Aaa czyli się nigdzie nie wybierasz na 18?
- Weź powiedz o co Ci chodzi, a nie zadawaj głupich pytań – nie miałam siły do jego durnych zagadek.
Popatrzył na mnie jak na idiotkę. A mnie olśniło!
- Matko jedyna! MECZ! Jak mogłam zapomnieć!
- Zdolna jesteś – skwitował to śmiechem.
- Nie napieprzaj się, tylko się zbieraj. Trzeba było przyjść po mnie wcześniej.
- Myślałem że wiesz. Kuba idź do ciotki, ona wie że przyjdziesz.
- A nie mogę z wami? – popatrzył na nas tymi swoimi słodkimi oczkami.
- Nie mamy dla Ciebie biletu. Nie marudź już tylko leć.
Kubuś zrezygnowany założył buty oraz kurtkę i wyszliśmy wszyscy z mieszkania.
Przed halą byliśmy 10minut przed rozpoczęciem meczu. Kolejka dłuuuga bo nikt nie chce przegapić takiego wydarzenia. Weszliśmy do środka i odnaleźliśmy nasze miejsca równo z pierwszym gwizdkiem. Natalia nas przywitała z lekkim bulwersem!
- Ile można na Ciebie.. ee.. znaczy Was czekać?
- To wszystko jego wina!
- Taa jasne! – Kamil udawał obrażonego. – Sama mogłaś zobaczyć która godzina.
- Dobra, dobra. Nie tłumaczcie się już. Nie chcę wiedzieć co robiliście – Natalia zrobiła zalotny uśmieszek.
- Nata, no weź – szturchnęłam przyjaciółkę. – Ja mam Pawła. Dobra ale mecz jest. Jaki skład?
Pochłonęłam się już do reszty w mecz. Każda zagrywka, obrona, każdy atak, plas, nic nie umknęło mojej uwadze. Dziś im lepiej poszło. Na pewno szybciej. Mecz wygrany 3:1, przez cały czas prawie bełchatowianie dominowali na siatce. Widowisko mogło się podobać.
Po skończonym pojedynku, podeszłam jak zwykle do band reklamowych oczekując Pawła. Podszedł od razu do mnie.
- Jak się podobało?
- Było świetnie, zresztą jak zawsze – musnęłam jego usta.
- Nie podlizuj się tylko powiedz co chcesz? – uniósł jedną brew.
- Nic nie chcę. Tylko się stęskniłam.
- Taa..? To daj mi godzinkę, przyjadę do Ciebie – wyszczerzył się do mnie.
- Tak długo każesz mi czekać? – zrobiłam minę a’la kot ze Shreka.
- Niestety.. takie życie gwiazdy.
- Gwiazdy? – parsknęłam śmiechem. – Dobre.. To jak godzina, to godzina. Ani minuty dłużej. Będę czekać.
Wychodząc jeszcze z hali pogratulowałam Winiarowi, a Kłos się do mnie przytulił – chyba baaardzo się cieszył z wygranej.

W domu nudziło mi się niemiłosiernie. Aż zaczęłam sprzątać pokój. Kompletna desperacja. Po jakże nudnej godzinie, ktoś zapukał do mych drzwi a po chwili ukazał się w nich Zatorski.
- Zmieściłem się w czasie? – oparł się o szafę.
- Udało ci się – teatralnie popatrzyłam na lewą rękę- zegarka tam nie było.
- Kupię Ci wreszcie ten zegarek – zbliżył się do mnie i przytulił mnie.
- Ej aż tak bardzo się nie spóźniam – puściłam mu oczko. – Głodny? Idziemy na dół?
- Eee.. zjedliśmy w szatni pizze. Nie trudź się.
- A to tak wygląda dieta sportowca. Ładnie, ładnie.
- No co? Trzeba było jakoś uczcić zwycięstwo.
- Taa bo uwierzę że nie było nic mocniejszego – wystawiłam do niego język.
- Było, było, ale nie wszyscy pili.
- Jaaasne. Dobra, chodź. Fajny film miał lecieć – złapałam go za rękę i pociągnęłam za sobą. Usiedliśmy na łóżku i włączyliśmy TV.
Znalazłam u siebie pochowane w szafkach jakieś ciastka, żelki i paluszki, tak żeby się nam nie nudziło za bardzo.
- Kiedy idziemy w końcu do Twoich rodziców? – odezwałam się po dłuższej chwili.
- Może jutro?
- Jutro..? niezbyt. Kamil wpada na obiad.
- Kamil? – podniósł się na łokciach żeby na mnie popatrzeć. – Kto to?
- Jeny.. no przecież sąsiad.
- Mam być zazdrosny? Przystojny chociaż?
- Noo raczej! Ja się tylko z przystojniakami zadaję. No ale wiesz.. nikt nie przebije Ciebie – przytuliłam się do niego.
- No i to mi się podoba – odwzajemnił uścisk.
Uwielbiam leżeć na jego klacie i słyszeć bicie jego serca. Wiem że bije tylko dla mnie. Czuć jego zapach, perfumy ode mnie. Lubię gdy bawi się kosmykiem moich włosów. Ot takie zwykłe rzeczy, które sprawiają radość.
- Nad czym dumasz? – z rozmyślań wyrwał mnie Paweł.
- Aaa no tak. O Tobie, o mnie, o nas – dałam mu buziaka.
- Jak miło – pocałował mnie w skroń, a po moim ciele przeszedł przyjemny dreszcz. Lubiłam kiedy to robił.  
- Dobra! To kiedy do Twoich rodziców – uklękłam przy nim. – Chcę mieć to za sobą.
- To środa. Zgarnę Cię po szkole. Pasuje?
- Yhym – usiadłam na jego kolanach. – Matko, ale się boję – zaczęłam nerwowo bawić się jego koszulką.
- No weź, nie ma czego – złapał mnie za ręce. – Nie są tacy straszni.
- Łatwo Ci mówić..
- Ej przecież będę przy tobie – uśmiechnął się do mnie. Popatrzyłam mu w oczy. Widać w nich było radość, oraz to że mu zależy na mnie. Nachyliłam się nad nim i pocałowałam go. Odwzajemnił to i objął mnie. Po chwili podniósł się lekko i obrócił nas. Teraz to on był nade mną.
Całował delikatnie, czule, namiętnie. Jego ciepłe dłonie zawędrowały pod moją bluzkę. Zatrzymał się na chwilę.
- Chcesz tego? – wyszeptał mi do ucha.
- Chcę Ciebie – odparłam. Popatrzył mi w oczy. Zawsze tonęłam w jego niebieskich tęczówkach. Pochylił się, przycisnął swoje gorące usta do mojej szyi i sunął nimi coraz niżej.
Nim się obejrzałam byłam już bez koszulki. Za chwilę kolejne część mojej i jego garderoby spadły na podłogę. Paweł pochylił się nade mną nagim torsem, zaczął całować moją szyję, piersi, brzuch.. oplotłam go swoimi nogami i poczułam lekkie dreszcze na moim ciele, gdy ukochany wszedł we mnie. Nie, nie było mi zimno. Po prostu czułam się wyjątkowo, mogąc to przeżyć z tym jedynym. Z moim Pawłem.
Przymknęłam lekko oczy, chcąc by ta chwila trwała wiecznie. Zati był delikatny. Powoli zaczął swoje ruchy, zwiększając rytm zabawy. Tempo było coraz ostrzejsze, na co zareagowałam cichym jękiem, co widocznie spodobało się Pawłowi, który nie przestawał. Doprowadził nas do ekstazy, po czym opadł obok mnie, całując czule. Wtuliłam się w niego.
- Co? Nie podobało się? – spytał zaskoczony.
- Wręcz przeciwnie. Było cudownie. Kocham Cię najmocniej na świecie.

Rano, gdy zadzwonił budzik nie miałam ochoty wychodzić spod kołdry. Przytulona do Pawła mogłam leżeć caaały dzień. Niestety Libero wyrzucił mnie z łóżka.
Po wspólnym śniadaniu, odwiózł mnie do szkoły. Kolejny nudny dzień w budzie..
Po lekcjach umówiłyśmy się z Natalią na wizytę u ginekologa. Znajoma mamy, więc czekać nie musiałyśmy długo. Tata mój miał nas zawieźć. Po 14 byłam gotowa, czekałam tylko na esa od Natalii, że ona też. Dostałam wiadomość, wyjechaliśmy z domu i zgarnęliśmy ją. Widać po niej było, że się strasznie denerwowała. Droga zleciała nam w milczeniu.
Gdy weszłyśmy do poczekalni, było tam trochę osób, ale to dlatego że inne gabinety tez tam były. Usiadłyśmy na krzesełkach. Nata od razu zaczęła gorączkowo rozglądać się po całym pomieszczeniu, strzelała na palcach, trzęsła nogą.. nie wiedziałam jak ją uspokoić. Po jakichś 5minutach się trochę uspokoiła, bo zajęła się czytaniem ulotek.
Pół godziny później usłyszałyśmy jak pielęgniarka wywołuje nazwisko mojej przyjaciółki. Ze strachem w oczach Nata popatrzyła na mnie i ścisnęła mnie za rękę.
- Będę tu cały czas. Nie bój się. Nic Ci się nie stanie. Musisz się w końcu dowiedzieć.
- Ale.. – miała łzy w oczach.
- Natuś. Idź.. proszę.
Dziewczyna wzięła głęboki oddech i zniknęła za drzwiami.
Dlaczego ja zawsze muszę na kogoś czekać? Nienawidzę tego. Czas wtedy płynie niemiłosiernie powoli.
Gdy drzwi się znowu otwarły, stanęła w nich Natalia z tą samą pielęgniarką. Cały tusz spłynął po policzkach mojej przyjaciółki. Podeszłam do niej i mocno ją przytuliłam. Odwzajemniła uścisk, a po chwili zaczęła się śmiać. Zdziwiona popatrzyłam na nią.
- No co? – odezwała się. – Głupia jestem. Nosze w sobie owoc miłości mojej i Marcina. Tym się nie mogę smucić.
Ohoo humor jej na chwilę wrócił. Poszłyśmy jeszcze do łazienki, ogarnąć trochę jej wygląd, a potem na lody. Teraz trzeba było o wszystkim poinformować jej rodziców i ojca jej dziecka. 

*****
przepraszam, że nic nie dodałam wcześniej, ale miałam małe problemy osobiste. ale już wróciłam ;)
nie umiem opisywać TAKICH scen.. kiepsko mi to wyszło ;) rozdział taki sobie. do końca tygodnia dodam coś jeszcze, bo pomysł mam tylko trzeba go spisać :P teraz się biorę za czytanie waszych :)
jak chcecie to informujcie mnie na asku o Waszych nowościach :D

Jeśli to czytasz, pozostaw po sobie chociaż króciutki komentarz. Fajnie jeżeli znajdzie się ktoś kto to przeczyta ;)
pozdro :*


5 komentarzy:

  1. Jejuu super! <3 opłacało się czekać :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Matko Święta! Co tu się dzieje? Milena ten teges z Pawłem. Poszaleli, nie ma co! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zapraszam na 13 :*
    http://kiedy-spotkalam-siatkarskiego-jego.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo ciekawa powieść. Wciąga :) Zapraszam na mój Lifestyle

    OdpowiedzUsuń