wtorek, 15 kwietnia 2014

Rozdział XV



Skrzaty wyjechały do Rzeszowa na ćwierćfinały. Jak na złość nie mogę tam być. Może to i dobrze? Nie wytrzymałabym tych nerwów na trybunach. A co gorsze jakby przegrali. No zwyczajnie pewnie bym się rozbeczała. Za bardzo się z nimi zżyłam. Winiar, nawet Mario, no i oczywiści Zati z Kłosem i kochani Serbowie. Z tymi dwoma miałam ostatnio przyjemność porozmawiać. No chłopaki mega pozytywni. Nic tylko się z nimi śmiałam. A na pożegnanie oczywiście mnie wyprzytulali. Miałam z nimi ubaw. W ogóle cała SKRA to zakręceni ludzie. Nic tylko żarty.

Pierwszy mecz na Podpromiu – przegrany. Drugi mecz na Podpromiu – przegrany. I jak tu się nie podłamać? Gdy tylko usłyszałam głos Pawła w telefonie, łzy napłynęły mi do oczu
- Cześć Kochanie.
- Pawełku, nie przejmuj się! Nie jest tragicznie.
- Łatwo Ci mówić.. jest gorzej niż źle.
- No co Ty! Jeszcze się odegracie. Jak przyjadą do Bełchatowa to te ich wesołe minki znikną!
- Hmm.. tęsknię. Będziemy jutro koło południa. Kończę, bo chłopaki mi nie dają normalnie porozmawiać.
- Cześć Milena! – udarł się do telefonu Kłos.
- ..oddaj en telefon debilu!
- ..podskocz kurduplu – jak oni się tej Skrze kochają. Nie ma to jak posłuchać ich kłótni.
- Kur*a Karol!
- No co cwaniaczku? Fikasz Se..?
- Cześć młoda – usłyszałam Winiara.
- Teraz Ty się dorwałeś do telefonu?
- No bo jak tamci się biją?
- CO?!
- Dzieciaki dwa.. – w tle słyszałam wyzwiska Kłosa i Zatora oraz śmiech Aleksa.
- Okeej.. nie wnikam. Nie przeszkadzam już. Tylko wróćcie cali do Bełchatowa. Trzymajcie się. Paa
- Może się nie zabiją. Słodkich snów. Dobranoc.
Nie jest źle. Humory się ich jeszcze trzymają.

Wtorek, lekcje do 15, więc nie mogę się doczekać spotkania z Pawłem. Na ostatniej WOS więc średnio uważam.
- …Milena.. Wracamy do rzeczywistości. Gdzie poleciałaś? – nauczyciel stał nade mną.
- Co? Ja..? aaa.. w sumie to nie wiem – cała klasa się zaśmiała.
- Dobra moja droga, wracamy do lekcji. To jak już mówiłem..
- Mila skup się jeszcze na 15 minut. Paweł na pewno będzie czekać – zwróciła się do mnie Nata.
- Co? Ale ja o nim nie myśl.. Kogo ja oszukuję? Wiadomo że o nim – zaśmiałyśmy się obie.
- Śmiechotki! Chcecie zostać za karę po lekcjach?
- NIE! – wykrzyczałam i od razu walnęłam się w łeb. Ale ze mnie idiotka. Tym razem Nata już leżała na ławce ze śmiechu. Nie dziwię się jej.
Gdy rozbrzmiał ostatni dzwonek, nie zważając na nikogo, wybiegłam ze szkoły, ae.. nie zobaczyłam tam Pawła, ani nawet jego auta. Zrezygnowana i smutna poszłam w stronę Kamila. Stał z kolegami.
- Cześć Wam. Kami..? jedziesz do domu? Czy się gdzieś jeszcze wybierasz? – zrobiłam maślane oczka.
- A co? Twój kochaś tak się wstydzi, że nic nie grali w tych meczach, że nawet po Cibie nie przyjedzie? – odezwał się Rafał, największy anty-fan Skry jakiego znam. Wie wszystko o drużynie, zna każdy wynik, ale nienawidzi bełchatowskiego zespołu.
- Weź się nie odzywaj.. – nie miałam ochoty się z nim sprzeczać. – To Kamil..
- Ojojoj.. Panienka została urażona? Bo powiedziałem kilka słów prawdy o tych beznadziejnych zawodnikach? – przerwał mi.
- Jak jesteś taki mądry to sam idź grać! I nie odzywaj się na temat, w którym się nie orientujesz.
- Ha, ha.. – szyderczo się zaśmiał. – się usmiałeeem. Weź uważaj bo pęknę ze śmiechu. I gówniaro zapamiętaj sobie jedno – zbliżył się do mnie na niebezpiecznie bliską odległość, a ze strony chłopaków obok, nie było reakcji. – Skra jest słaba jak nikt. Nie powinni grać w PlusLidze, może czwarta liga by ich przyjęła. Ciency są a w szczególności ten twój piękniś! Co ci tak wesoło? – spytał zdziwiony, a ja rzeczywiście się śmiała, bo Zati z Kłosem stali za nim.
- A wesoło mi jest, bo ci CIENCY chcą się z Tobą przywitać.
- Co ty pierdzielisz?
- Odwróć się i poznaj Pawła i Karola.
Gdy tylko chłopak się odwrócił momentalnie wystraszył się i zbladł. Kumple mieli z niego ubaw. A Zator z Kłosem? Kamienne twarze.
- Cześć, jestem Karol.
- Ja Paweł. Słyszeliśmy że chcesz z nami pogadać.
- Znaczy.. nie.. bo ja ten.. Chodziło mi o to, że.. ymm… Źle wypadliście.. – Rafał był przerażony.
- Mamy propozycję – odezwał się Karol. – Może wpadniesz kiedyś na trening, poodbijasz zagrywki Wlazłego i wtedy pogadamy?
Stojąc obok z Kamilem i jego kumplami mieliśmy ubaw. Nie mogliśmy opanować śmiechu.
- Nie, nie trzeba naprawdę. Już nie będę.. – wystraszony, szybkim krokiem poszedł.
- Matko! Byliście mistrzowscy! Wreszcie może się uwolniłam od jego uwag. Dziękuję Wam – puściłam oczko do Kłosa, a w Zatora się wtuliłam.
Po kilku zdjęciach kolegów Kamila z siatkarzami udaliśmy się w stronę auta.
- Ej a tak wgl co Wy tutaj robicie?
- No bo auto mi nie chciało odpalić i Karol się zaoferował z pomocą – powiedział Zati.
- A tak w ogóle to jedziemy do kina. A ty jedziesz z nami – oznajmił mi Kłos.
- Eee.. ale mam jutro sprawdzian z historii.. dużo materiału, muszę się uczyć..
- Co tam historia. Przeszłość. Nie ważne. – odezwał się Karol. – jedziesz z nami. - Nie miałam nic  do gadania, bo gracze Skry „wsadzili” mnie do auta i odjechaliśmy. Byłam zdana na nich.
W  krótkim czasie zatrzymaliśmy się pod jednym z bloków.
- Ej! Miało być kino! – odezwałam się.
- Będzie, będzie. Nie bój nic – powiedział kłos. – Zbieramy ekipę.
Po chwili z budynku wyszedł Aleks. Przywitał się z chłopakami i odezwał się do mnie:
- Ola siniorita – strzelił smajlem.
- Ale poliglota.. – skwitowałam.
- Yyy.. What? (co?)
- Nothing, nothing.. (nic, nic )
Później już wszystkie rozmowy były po angielsku. Czasami nie rozumiałam, no bo sorry ale orłem z języków nigdy nie byłam. No to chłopaki musieli mi tłumaczyć. Dobrze, że ich miałam przy sobie.
- A tak w ogóle, Karol i Aleks gdzie macie swoje drugie połówki? Sama będę z dziewczyn?
- Moja się chłodzi w lodówce – odezwał się Karol, a Aleks popatrzył na niego z przerażeniem. Niektóre polskie zwroty są mu obce. Wyszło, że dziewczyna Aleksa jest chora, a Kłosa nie ma czasu. Ja z trzema facetami? Nie chcę wiedzieć co za film wybiorą.
Ale w sumie nie było najgorzej, jakiś sensacyjny, strzelanki, pościgi i wgl. Kino prawie puste. Chciałam się usadowić z kraja, ale oni nie dali mi siedzieć z boku. Z prawej mojej strony miałam Pawła, z lewej Kłosa a obok Karola siedział Aleks. Wybrali film z napisami, żeby Aleks po angielsku rozumiał. Nie był najgorszy, chłopakom się podobał, chociaż połowy nie widzieli, bo przegadali cały czas. Nie obyło się też bez rzucania popcornem w siebie. Żeby nie było nudno, to rzucałam się z nimi. Nie ma to jak znaleźć później w kapturze bluzy Zatora pełno popcornu.
Film się skończył, to poszliśmy na galerię.

-----Perspektywa Zatora-----
Chodząc po galerii, te dwa głąby jak zwykle zwracały na siebie uwagę. Próbowałem być choć trochę poważny, ale przy nich się nie da. Gorzej jak dzieci! Chcieli mnie jeszcze do fontanny wrzucić. No ale wpadła tam tylko bluza Aleksa. Po chwili zauważyłem, że nie ma z nami Mileny. Zdolny jestem, zgubiłem swoją dziewczynę.
Odnalazłam ją przed jednym z sklepów. Przyglądała się sukienkom. Zaszedłem ją od tyłu.
- W niebieskiej byś wyglądała ślicznie.
- Ha, ha.. no chyba kpisz. Ja i sukienka?
- Chodź. Przymierzysz – wciągnąłem ją do środka. Zdjąłem z wieszaka ciuch i zmusiłem dziewczynę do przymierzenia. Niechętnie ale poszła.
- Bosz! Jak ja w niej brzydko wyglądam! – odezwała się Milena.
- Już ocenię – wszedłem do niej do przymierzalni. Wyglądała ślicznie. Odjęło mi mowę. Stałem jak słup i patrzyłem na nią.
- No weź coś powiedz.. – trochę posmutniała.
- Jesteś piękna – od razu się uśmiechnęła. – Kolor idealnie do Ciebie pasuje – zbliżyłem się do niej. Popatrzyła mi prosto w oczy i mnie pocałowała. Objąłem ją w tali i przywarłem do jej ust. Plecami oparła się o ściankę przymierzalni i ręką strąciła wieszak, który spadł na ziemię. To sprawiło że się opamiętaliśmy. Milenka wybuchnęłam śmiechem.
- Weź wyjdź! Przebiorę się – cały czas się śmiała. Chciałem ja jeszcze pocałować, ale mnie wypchnęła.
- Wszystko w porządku? – z podejrzliwym wzrokiem zapytała ekspedientka. Zmieszałem się.
- Eee.. no tak. Musiałem ocenić jak ukochana wygląda.
Kobieta się uśmiechnęła i poszła. Uff.. miałem stresa. Milena wyszła z przymierzalni.
- Jesteś nienormalny. Wychodzimy – zarządziła odkładając ciuch.
- Ej, ej! Stój Kochana! Sukienkę bierzemy.
- No raczej nie! Ni będę w niej chodzić – lekko się oburzyła.
- Oczywiście że będziesz – dałem jej buziaka i poszedłem zapłacić.
Wyszliśmy ze sklepu i odnaleźliśmy Karola i Aleksa. Siedzieli w kawiarence i wpieprzali lody. Przysiedliśmy się do nich i zamówiliśmy też deser.
- Gdzie się włóczyliście? – z zalotnym uśmieszkiem zapytał Karol.
- Ten głąb – Milena wskazała na mnie – zmusił mnie do kupienia sukienki – uśmiechnąłem się do niej.
- No i dobrze! Musisz bosko wyglądać w przyszłym tygodniu na.. Ał! – walnąłem go w łeb. – Za co?
- Za to że żyjesz! Siedź cicho!
- Hola, hola! Gdzie mam bosko wyglądać? O co kaman? – Milena oczywiście patrzyła na mnie.
- Emm.. powiem Ci później. Nie bój się, nic strasznego.
- Ale no weź mi powiedz!
- Kochanie, później.
- Dobra.. – strzeliła „focha”. – Karolku.. – zwróciła się do Kłosa. – wiesz jak bardzo Cię lubię? – zrobiła maślane oczka i się przytuliła do niego.
- Hmh.. Co chcesz piękna?
- Weź mi powiedz co ten głąb kombinuje.
- Kłos siedź cicho – rozkazałem mu. Karol z Aleksem mieli ubaw.
- Chce Cię porwać, ale musi mieć pewność że będziesz dobrze wyglądać – odezwał się Serb. Zaśmialiśmy się.
- Rozumiem. Nie powiecie mi – udawała, że jest obrażona. Ale ona jest słodka!
- Żabko Ty moja, powiem Ci później.
- Już mnie nigdy nigdzie nie zabierzecie! – starała się być poważna, ale zaczęła się śmiać.
Jakaś godzina zleciała nam w kawiarni. Cały czas się śmialiśmy i wygłupialiśmy.

-----Perspektywa Mileny-----
- Dobra panowie, robi się późno. Muszę do domu.
- No chyba nas nie zostawisz – Aleks zrobił smutne oczka.
- Z chęcią bym z wami została, ale już prawie 20, a ja mam jutro szkołę. Weźcie mnie odtransportujcie do domu. Prooooooszę!
- A może byś jutro nie poszła do budy..? – Karol nachylił się do mnie i wyszeptał to do ucha.
- Karollo! Idź się lecz! Ja chce do domu!
- Jedziemy – zarządził Paweł.
- Dzięki słońce! – dałam mu buziaka i wyszliśmy z galerii.
Wpakowaliśmy się do samochodu, odstawiliśmy Aleksa i zatrzymaliśmy się przy mieszkaniu Kłosa.
- Trzymaj kluczyki – Karol podał je Pawłowi. – nie zarysuj, bo Milenka nie znajdzie twoich zwłok. Wpadnij po mnie przed treningiem.
- Spoko, pamiętam o wszystkim. Dzięki wielkie.
Iii Karol nas opuścił a ja lekko zgłupiałam
- Ej! Przecież to auto Karola! Co jest grane?
- No nic. Pożyczył mi. Muszę cię jakoś odwieźć, a ten matoł nie będzie z nami wszędzie jeździł.
Dotarliśmy do mnie pod dom, Paweł niechętnie ale wszedł. Jak to określił: „nie chce przeszkadzać”. Ahaa jasne! Ciekawe w czym? Uczyć się i tak już nie będę, bo mi się nie chce. Natal zrobiła ściągi to się podzieli pomocami.
W domu od razu skierowaliśmy się do kuchni. Lubimy tam siedzieć. Po jakichś 20min wparowała do nas kochana mamusia.
- Gdzieś ty do cholery była? – zwróciła.. albo raczej wydarła się na mnie.

****
takim "miłym" akcentem  zakończę dziś :P 
muszę się ogarnąć i dawać częściej! :)
aaaa Wasze blogi już ogarnęłam :) czekam na kolejne części :)

Jeśli to czytasz, pozostaw po sobie chociaż króciutki komentarz. Fajnie jeżeli znajdzie się ktoś kto to przeczyta ;)
pozdro :*

1 komentarz:

  1. Czytam, i bardzo mi się podoba :)
    Nie obraziłabym się, gdyby pojawiały się częściej rozdziały :D

    OdpowiedzUsuń