6.15-
budzik. Czas wstać.
- Jeenyy..
co to? – Paweł z przymrużonymi oczami szukał po omacku źródła dźwięku.
- Budzik.
Dziś czwartek a ja mam szkołę. Wstawaj – szturchnęłam go.
- Ty masz
szkołę. Ja mogę spać – przykrył się szczelnie kołdrą.
- Ooo tak
dobrze nie będzie. Wstawaj! Ktoś mnie musi zawieść!
- No
weeeeź.. musisz iść? Tak nam tu przyjemnie – pocałował mnie w skroń.
- Paweł,
proszę Cię. Mama mnie udusi że znowu nie poszłam do szkoły.
- Jak znowu?
Kiedy miałaś wagary?
- No
wczoraj. Natala u mnie spała i nie poszłyśmy do szkoły.
- No pięknie
– uniósł jedną brew. – Jaką mam niegrzeczną dziewczynę.
- Za chwilę
będę dziewczyną z wyrokiem, bo Cię uduszę jak nie wstaniesz!
- Mmm lubię
cię taką – pocałował mnie namiętnie. – Ale dziś biorę odpowiedzialność za twoje
wagary na siebie.
- Hmhh
zobaczymy czy tak samo będziesz mówić jak pogadasz sobie z moją mamą.
- Dla Ciebie
wszystko, teraz śpij jeszcze – przytulił się do mnie i za chwilę oboje
zasnęliśmy.
Przed 8
znowu zadzwonił mi telefon, ale tym razem to już nie budzik tylko Natka.
Odebrałam.
- Nooo..?
- Będziesz w szkole? Gdzieś ty jest?
- W łóżku, w
ramionach Pawła, w..
- Dobra, dobra! Nie chcę wiedzieć więcej –
zaśmiała się.
- Haha nie
bój nic, więcej się nie dowiesz.
- Czyli co? Nie będzie cie..?
- No nie..
wybacz, mam lepsze zajęcia na poranek.
- Cześć
Natuś – Paweł zabrał mi telefon.
- Co ty robisz z tą dziewczyną? Zaczyna wagarować.
- Aaa samo
tak jakoś wyszło.
- Zazdroszczę Wam, jesteście tacy
szczęśliwi..
- Nie martw
się, znajdziesz tego jedynego. A z tym cudownym Marcinkiem to ja sobie pogadam
jeszcze.
- No weź, nie trzeba. Nie przejmuj się mną.
Mam Milę i to wystarczy.
- Co nie że
jest wspaniałą? Mógłbym caaały dzień z nią leżeć w łóżku.
- Od rana mam mdłości, ale to przez was będę
rzygać tęczą..
- Oj nie
będzie tak źle. Głowa do góry a teraz zmykaj na lekcje bo chyba dzwonek
słyszałem.
- Taa idźcie wy.. Miłego dnia –
rozłączyła się.
- Ciekawe co
nam jeszcze dziś przeszkodzi? – wtuliłam się w niego.
Obudziłam
się znów, ale tym razem nikogo obok mnie nie było. Gdzie polazł Paweł? Nie
myśląc dużo, zeszłam na dół do kuchni. Stanęłam w drzwiach, a tata Pawła się na
mnie dziwnie popatrzył – stałam w SAMEJ KOSZULCE.
- Ymm..
dzień dobry, przepraszam, już się ubiorę – odwróciłam się, ale drogę zastawił
mi Paweł w SAMYCH SPODENKACH.
- Chodź, nie
przejmuj się – złapał mnie za rękę i pociągnął do stołu. – Kawy?
Podał mi
parujący kubek, a za chwilę na stole pojawiły się kanapki. Mmm zrobił
śniadanko. Mama Pawła była w pracy, a tata też się już zbierał. Zostaliśmy
sami.
- To co
robimy? Film, spacer, czy może coś innego? – zalotnie się uśmiechnął.
- Tylko o
jednym myślisz.
- Przy tobie
zawsze – zbliżył się do mnie. – Jeszcze tak słodko wyglądasz w tej koszulce.
- Weź noo..
– odsunęłam się od niego.
W
błyskawicznym tempie pojawił się przy mnie, przycisnął mnie lekko do ściany i
zatopił swoje usta w moich. Zaczął całować zachłannie, podobało mi się to.
Podniósł mnie lekko do góry, oplotłam go nogami. Trzymał mnie za tyłek
przyciśniętą do ściany. Nagle odkleił się ode mnie i wyszeptał do ucha:
- W sypialni
będzie nam lepiej.
- Nie chcę
TEGO robić w domu Twoich rodziców.. – byłam lekko skrępowana.
- Ich nie
ma, a po drugie to też mój dom – pocałował mnie czule i zaniósł do jego pokoju.
Tam straciliśmy ubrania których i tak mieliśmy na sobie mało.
Po owocnej
godzinie, ogarnęliśmy się trochę i wróciliśmy do mojego domu. A tam natknęliśmy
się na moją mamę.
- Milena! Co
ty tu robisz? Czemu nie w szkole? – była zdziwiona i zdenerwowana tym, że mnie
widzi w domu.
- Yyy.. bo ja.. – nerwowo popatrzyłam na Pawła. Liczyłam na
pomoc.
- To moja
wina – odezwał się w końcu. – Bo Mila została u mnie na noc i rano zaspaliśmy..
– ścisnął mnie mocniej za rękę. Zrozumiałam, że mam nie zaprzeczać. Ale z niego
kłamca.
- Który to
już raz w tym tygodniu..? – założyła ręce na klatce piersiowej.
- Drugi.. –
spuściłam głowę. – Ale obiecuję, że już się to nie powtórzy.
- Jasne że
się nie powtórzy! Bo do Rzeszowa nie pojedziesz na mecz!
- Że co? –
zaskoczyła mnie tym. – Ale jak? Przecież pozwoliłaś!
- Tak, ale
myślałam że jesteś bardziej odpowiedzialna i nie będziesz olewać szkoły.
- To tylko
jeden raz.. może dwa! Proszę Cię! Nie rób mi tego.. – błagalnym wzrokiem
popatrzyłam na nią. Liczyłam że zmieni zdanie.
- Nie
Milena. Mogłaś myśleć co robić.
- Niech jej
Pani tego nie robi – do rozmowy włączył się Paweł. – To, że dziś nie poszła, to
moja wina.
- Ona też
mogła myśleć co robi. Postanowione. Nie jedziesz do Rzeszowa – wyszła.
- Nosz
kurwa.. – usiadłam na kanapie. – Czemu ona mi to robi? – miałam ochotę się
rozpłakać.
- Nie
przejmuj się.. wiem, moja wina. Na następnym meczu u nas czy w Bydgoszczy
odbijesz sobie to.
- O ile
wygracie – puściłam mu oczko.
- Nie
wierzysz w nas?
- Wierzę,
ale się boję o ten mecz.
- Ty się nie
bój. To my powinniśmy mieć obawy. Ale wszystko jest do wygrania – ale z niego
optymista.
Ostatni mecz
ćwierćfinałowy oglądałam w TV z Natą, czasem tata do nas zaglądał. Nie obyło
się bez darcia się do ekranu. Dobrze że nas nikt nie słyszał. Takich
przekleństw dawno nie używałam. A po skończonym meczu..? wylałyśmy hektolitry
łez i rozpaczałyśmy przez długi czas. I te pytania, obwiniania: czemu
przegrali? Przecież źle nie grali, a mogli wygrać. Dlaczego ta i tamta akcja
nie skończyła się inaczej? To wina sędziego. Przecież wtedy było boisko.. i
wiele, wiele innych.
Nastał
kwiecień, a z nim zakończenie sezonu. Ostatni mecz z AZS-em Warszawa wygrany i
5miejsce na koniec. Trzeba było jakoś uczcić ten dość nieudany sezon. Uczcić
nieudany sezon..? można i tak.
A co
najlepsze? Grill u Winiarskich. Mimo że kwiecień, to dość ciepło było. Zebrali się
chyba wszyscy bełchatowscy siatkarze ze swoimi ukochanymi (znaczy ten który miał
ukochaną, to z nią przyszedł).
- Daga..? –
zajrzałam do kuchni, w której krzątała się pani Winiarska. – Może Ci coś
pomogę?
- No co Ty! Jesteś
tu gościem, nie będziesz nic robiła. A poza tym Paulina (Wlazły) mi pomaga.
- No weź. Jestem
tu PRAWIE jak domownik, więc mogę coś zrobić.
- To..? –
zawahała się na chwilę. – Weź to – podała mi półmisek – i zanieś tym głodomorom
na zewnątrz. I nie przejmuj się, poradzimy sobie – obie z „Szamponową” się
uśmiechnęły.
Posłuchałam jej
i poszłam do reszty. Siedzieli na fotelach, ławkach. A Zati z Kłosem na huśtawce.
Wcisnęłam się między nich.
- Co tak
siedzicie samotnie? – Paweł mnie objął. – Kłosu gdzie Twoja ukochana?
- W
ramionach innego – lekko posmutniał. Popatrzyłam pytająco na Zatora, ten tylko
wzruszył ramionami. Chyba też nie wiedział o co chodzi.
- Co jest
grane? – zwróciłam się do środkowego.
- Zostawiła
mnie.. i tyle w tym temacie. Nie chcę o tym gadać – podniósł się z huśtawki. –
Winiar! Co z tym grillem? – oddalił się od nas.
- Ty nic nie
wiesz? Przecież jesteście najlepszymi kumplami..
- No waśnie nie
wiem nic. Wczoraj chciałem od niego coś wyciągnąć, ale powiedział że wszystko
okej i mnie zbył. Teraz widzę, że jednak nie wszystko jest dobrze. Ale znając Karola,
to mu za kilka dni przejdzie.
- No oby..
nie chcę go widzieć takiego przybitego.
- Taa to do
niego nie podobne – zaśmiał się.
- Weź się z
niego nie nabijaj! – dźgnęłam go w bok.
- Auuu Mila!
Nie martw się o niego. Będzie dobrze.
Jak ja
nienawidzę stwierdzenia BĘDZIE DOBRZE! Jak dla mnie to są puste, nic nie
znacząc słowa! Całe dzieciństwo poprzednia mama mi to powtarzała, gdy tata
wracał do domu pijany. A nigdy nie było dobrze. Zawsze awantury, krzyki,
wyzwiska. Nienawidziłam tego! Pewnie dalej tak tam jest..
Widać taki
los mi zgotowały niebiosa..
A wracając
do grilla.
Jedzonko jak
zwykle pyszne, bo Dagmara robiła. Karkówka, kiełbaski, kaszanka, sałatki.. i
wiele, wiele innych. A siatkarze co? Znaleźli piłkę do nogi małego Oliwiera i
jak DZIECI gonili po całym ogrodzie. STARALI się grać w nogę, bo po kilku głębszych
kieliszkach nie wychodziło im to za dobrze. Oczywiście Winiar – mistrz nożnej –
ogrywał wszystkich.
Koło 22 wraz z Mariem wyciągnął „sprzęt” do karaoke. „Sprzęt” czyli
komputer, rzutnik, mikrofon i głośniki. Losowo wybierali piosenki. Gospodarzowi
wypadła piosenka „Bayer Full - Majteczki w kropeczki”. Oj poszło koncertowo. Potem
Mariusz i „Cisza” Bednarka. Nie pasowało mu to. Losował inną. To: Sunrise Avenue - Fairytale Gone Bad. Ooo był śmiech. I kaleczenie angielskiego. Światowy
siatkarz i tak źle mu poszło? Sama się dziwiłam. Wybrali potem Zatiego do
śpiewania. Opierał się ale go wypchałam. Kłos wyszukał mu coś specjalnego. Gdy
Paweł odczytał tytuł piosenki myślałam że padnę śmiechem.
Masters – Za Twój uśmiech.. no nie! Łzawa balladka..? Kłos chyba zgłupiał!
Muzyka poszła, siatkarze w śmiech. Dobrze że nie są trzeźwi, bo chyba by to nie wyszło.
„…jesteś wszystkim tym co mam nigdy nie będę sam.
Za twój uśmiech milion gwiazd,
za twój dotyk słońca blask,
zrobię wszystko by ta miiiłość żyłaaa w nas.
Może stanie w miejscu czas,
może nic nie zmieni nas,
uwierzyłem w moje szczęście pierwszy raz…”
Jezuu.. on śpiewać w ogóle nie umie! Przez cały czas się patrzy na mnie. Kocham go!!
Ale ja mu o tym wykonaniu przypomnę jutro, pojutrze czy kiedyś, bo pewnie nie będzie pamiętać. Dobrze że w szybkim tempie odnalazłam dyktafon w telefonie, to nie zaginie jego cudne wykonanie.
Miałam ubaw z jego śpiewu, i oczywiście z chórka, w którym fałszowali Kłos, Winiar i coś tworzył Aleks z Cupkiem. Ci dwaj byli najlepsi. Tańczyli gorzej niż w klubie striptizowym.
Po skończonym CUDNYM wykonaniu, z uśmiechem na ustach podszedł do mnie Zator.
- Podobało się? – wyszczerzył się jeszcze bardziej.
- Oczywiście – wybuchnęłam śmiechem.
- Ej nooo.. przecież ładnie wyszło – udawał obrażonego.
- Po prostu cudownie – pocałowałam go, co nie umknęło uwadze reszcie towarzystwa, która zaczęła gwizdać i krzyczeć. Siatkarze jednak NIE SĄ NORMALNI!
*****
dobra, dobra.. wiem beznadzieja, ale zbierałam się do tego od tygodnia. szkoła się już jako-tako skończyła, więc nic mnie nie będzie rozpraszać (poza meczami).
w piątek grają w Krakowie a ja nie mam biletu! BOŻE CZEMU?? :(
oceniajcie, komentujcie - każda krytyka się przyda :D
pytania, zastrzeżenia (może być z anonima :P ) dawajcie też na asku ( http://ask.fm/kaczorek13 ) :)
Jeśli to czytasz, pozostaw po sobie chociaż króciutki komentarz. Fajnie jeżeli znajdzie się ktoś kto to przeczyta ;)
pozdro :*
Świetny! Impreza u Winiara nie zapomniana będzie ; ) Hehs, szkoda że nie udało ci się z biletem. Byłaś dzisiaj na spotkaniu z Karolem i Andrzejem? Hahahaha, dorwalam dzisiaj do zdjęcia nawet Zatiego :*
OdpowiedzUsuńooo matko! dobijaj jeszcze :(
Usuńmiałam zamiar jechać, ale kumpela miała jazdę do Bielska a sama nie chciałam się włóczyć, bo bym się zgubiła.. -_-
i zazdroszczę zdj z Zatim ;) chociaż w sumie mam z nim zdj, z meczu w BB :P
Rozdział przeczytany, ale nie mam sił na pisanie komentarza. Mimo wszystko - bardzo mi się podobał, jak wszystkie Twoje rozdziały :)
OdpowiedzUsuńPS. Ja zazdroszczę Wam obu, bo ja nie mam zdjęcia z żadnym siatkarzem, mimo, że byłam rok temu na meczu Polaków :c Cóż, może w tym roku w Gdańsku mi się uda!
rozdział świetny! fajny pomysł z imprezą u Winiara :))
OdpowiedzUsuńi również zazdroszczę zdjęć :( jeśli los będzie mi przychylny to może pojadę do Krakowa na MŚ kiedy reprezentacje USA i Włoch będą grały, ale nie chcę nic zapeszać ;p
czekam na następny ;]
zdjęć to mam kilka w kolekcji z siatkarzami :D
Usuńtrzymam kciuki żeby udał się wyjazd na mecz! :)
ja mam jeszcze chrapkę na Memoriał Wagnera :) liczę że pojadę!! :3
Serdecznie zapraszam
OdpowiedzUsuńOn i Ona samoistne jednostki tak bardzo różniące się od siebie.
http://nawet-smierc-nas-nie-rozlaczy.blogspot.com/
Całuję Daja ;*