środa, 18 czerwca 2014

Rozdział XX



6.15- budzik. Czas wstać.
- Jeenyy.. co to? – Paweł z przymrużonymi oczami szukał po omacku źródła dźwięku.
- Budzik. Dziś czwartek a ja mam szkołę. Wstawaj – szturchnęłam go.
- Ty masz szkołę. Ja mogę spać – przykrył się szczelnie kołdrą.
- Ooo tak dobrze nie będzie. Wstawaj! Ktoś mnie musi zawieść!
- No weeeeź.. musisz iść? Tak nam tu przyjemnie – pocałował mnie w skroń.
- Paweł, proszę Cię. Mama mnie udusi że znowu nie poszłam do szkoły.
- Jak znowu? Kiedy miałaś wagary?
- No wczoraj. Natala u mnie spała i nie poszłyśmy do szkoły.
- No pięknie – uniósł jedną brew. – Jaką mam niegrzeczną dziewczynę.
- Za chwilę będę dziewczyną z wyrokiem, bo Cię uduszę jak nie wstaniesz!
- Mmm lubię cię taką – pocałował mnie namiętnie. – Ale dziś biorę odpowiedzialność za twoje wagary na siebie.
- Hmhh zobaczymy czy tak samo będziesz mówić jak pogadasz sobie z moją mamą.
- Dla Ciebie wszystko, teraz śpij jeszcze – przytulił się do mnie i za chwilę oboje zasnęliśmy.

Przed 8 znowu zadzwonił mi telefon, ale tym razem to już nie budzik tylko Natka. Odebrałam.
- Nooo..?
- Będziesz w szkole? Gdzieś ty jest?
- W łóżku, w ramionach Pawła, w..
- Dobra, dobra! Nie chcę wiedzieć więcej – zaśmiała się.
- Haha nie bój nic, więcej się nie dowiesz.
- Czyli co? Nie będzie cie..?
- No nie.. wybacz, mam lepsze zajęcia na poranek.
- Cześć Natuś – Paweł zabrał mi telefon.
- Co ty robisz z tą dziewczyną? Zaczyna wagarować.
­- Aaa samo tak jakoś wyszło.
- Zazdroszczę Wam, jesteście tacy szczęśliwi..
- Nie martw się, znajdziesz tego jedynego. A z tym cudownym Marcinkiem to ja sobie pogadam jeszcze.
- No weź, nie trzeba. Nie przejmuj się mną. Mam Milę i to wystarczy.
- Co nie że jest wspaniałą? Mógłbym caaały dzień z nią leżeć w łóżku.
- Od rana mam mdłości, ale to przez was będę rzygać tęczą..
- Oj nie będzie tak źle. Głowa do góry a teraz zmykaj na lekcje bo chyba dzwonek słyszałem.
- Taa idźcie wy.. Miłego dnia – rozłączyła się.
- Ciekawe co nam jeszcze dziś przeszkodzi? – wtuliłam się w niego.

Obudziłam się znów, ale tym razem nikogo obok mnie nie było. Gdzie polazł Paweł? Nie myśląc dużo, zeszłam na dół do kuchni. Stanęłam w drzwiach, a tata Pawła się na mnie dziwnie popatrzył – stałam w SAMEJ KOSZULCE.
- Ymm.. dzień dobry, przepraszam, już się ubiorę – odwróciłam się, ale drogę zastawił mi Paweł w SAMYCH SPODENKACH.
- Chodź, nie przejmuj się – złapał mnie za rękę i pociągnął do stołu. – Kawy?
Podał mi parujący kubek, a za chwilę na stole pojawiły się kanapki. Mmm zrobił śniadanko. Mama Pawła była w pracy, a tata też się już zbierał. Zostaliśmy sami.
- To co robimy? Film, spacer, czy może coś innego? – zalotnie się uśmiechnął.
- Tylko o jednym myślisz.
- Przy tobie zawsze – zbliżył się do mnie. – Jeszcze tak słodko wyglądasz w tej koszulce.
- Weź noo.. – odsunęłam się od niego.
W błyskawicznym tempie pojawił się przy mnie, przycisnął mnie lekko do ściany i zatopił swoje usta w moich. Zaczął całować zachłannie, podobało mi się to. Podniósł mnie lekko do góry, oplotłam go nogami. Trzymał mnie za tyłek przyciśniętą do ściany. Nagle odkleił się ode mnie i wyszeptał do ucha:
- W sypialni będzie nam lepiej.
- Nie chcę TEGO robić w domu Twoich rodziców.. – byłam lekko skrępowana.
- Ich nie ma, a po drugie to też mój dom – pocałował mnie czule i zaniósł do jego pokoju. Tam straciliśmy ubrania których i tak mieliśmy na sobie mało.
Po owocnej godzinie, ogarnęliśmy się trochę i wróciliśmy do mojego domu. A tam natknęliśmy się na moją mamę.
- Milena! Co ty tu robisz? Czemu nie w szkole? – była zdziwiona i zdenerwowana tym, że mnie widzi w domu.
- Yyy.. bo ja..  – nerwowo popatrzyłam na Pawła. Liczyłam na pomoc.
- To moja wina – odezwał się w końcu. – Bo Mila została u mnie na noc i rano zaspaliśmy.. – ścisnął mnie mocniej za rękę. Zrozumiałam, że mam nie zaprzeczać. Ale z niego kłamca.
- Który to już raz w tym tygodniu..? – założyła ręce na klatce piersiowej.
- Drugi.. – spuściłam głowę. – Ale obiecuję, że już się to nie powtórzy.
- Jasne że się nie powtórzy! Bo do Rzeszowa nie pojedziesz na mecz!
- Że co? – zaskoczyła mnie tym. – Ale jak? Przecież pozwoliłaś!
- Tak, ale myślałam że jesteś bardziej odpowiedzialna i nie będziesz olewać szkoły.
- To tylko jeden raz.. może dwa! Proszę Cię! Nie rób mi tego.. – błagalnym wzrokiem popatrzyłam na nią. Liczyłam że zmieni zdanie.
- Nie Milena. Mogłaś myśleć co robić.
- Niech jej Pani tego nie robi – do rozmowy włączył się Paweł. – To, że dziś nie poszła, to moja wina.
- Ona też mogła myśleć co robi. Postanowione. Nie jedziesz do Rzeszowa – wyszła.
- Nosz kurwa.. – usiadłam na kanapie. – Czemu ona mi to robi? – miałam ochotę się rozpłakać.
- Nie przejmuj się.. wiem, moja wina. Na następnym meczu u nas czy w Bydgoszczy odbijesz sobie to.
- O ile wygracie – puściłam mu oczko.
- Nie wierzysz w nas?
- Wierzę, ale się boję o ten mecz.
- Ty się nie bój. To my powinniśmy mieć obawy. Ale wszystko jest do wygrania – ale z niego optymista.

Ostatni mecz ćwierćfinałowy oglądałam w TV z Natą, czasem tata do nas zaglądał. Nie obyło się bez darcia się do ekranu. Dobrze że nas nikt nie słyszał. Takich przekleństw dawno nie używałam. A po skończonym meczu..? wylałyśmy hektolitry łez i rozpaczałyśmy przez długi czas. I te pytania, obwiniania: czemu przegrali? Przecież źle nie grali, a mogli wygrać. Dlaczego ta i tamta akcja nie skończyła się inaczej? To wina sędziego. Przecież wtedy było boisko.. i wiele, wiele innych.

Nastał kwiecień, a z nim zakończenie sezonu. Ostatni mecz z AZS-em Warszawa wygrany i 5miejsce na koniec. Trzeba było jakoś uczcić ten dość nieudany sezon. Uczcić nieudany sezon..? można i tak.
A co najlepsze? Grill u Winiarskich. Mimo że kwiecień, to dość ciepło było. Zebrali się chyba wszyscy bełchatowscy siatkarze ze swoimi ukochanymi (znaczy ten który miał ukochaną, to z nią przyszedł).
- Daga..? – zajrzałam do kuchni, w której krzątała się pani Winiarska. – Może Ci coś pomogę?
- No co Ty! Jesteś tu gościem, nie będziesz nic robiła. A poza tym Paulina (Wlazły) mi pomaga.
- No weź. Jestem tu PRAWIE jak domownik, więc mogę coś zrobić.
- To..? – zawahała się na chwilę. – Weź to – podała mi półmisek – i zanieś tym głodomorom na zewnątrz. I nie przejmuj się, poradzimy sobie – obie z „Szamponową” się uśmiechnęły.
Posłuchałam jej i poszłam do reszty. Siedzieli na fotelach, ławkach. A Zati z Kłosem na huśtawce. Wcisnęłam się między nich.
- Co tak siedzicie samotnie? – Paweł mnie objął. – Kłosu gdzie Twoja ukochana?
- W ramionach innego – lekko posmutniał. Popatrzyłam pytająco na Zatora, ten tylko wzruszył ramionami. Chyba też nie wiedział o co chodzi.
- Co jest grane? – zwróciłam się do środkowego.
- Zostawiła mnie.. i tyle w tym temacie. Nie chcę o tym gadać – podniósł się z huśtawki. – Winiar! Co z tym grillem? – oddalił się od nas.
- Ty nic nie wiesz? Przecież jesteście najlepszymi kumplami..
- No waśnie nie wiem nic. Wczoraj chciałem od niego coś wyciągnąć, ale powiedział że wszystko okej i mnie zbył. Teraz widzę, że jednak nie wszystko jest dobrze. Ale znając Karola, to mu za kilka dni przejdzie.
- No oby.. nie chcę go widzieć takiego przybitego.
- Taa to do niego nie podobne – zaśmiał się.
- Weź się z niego nie nabijaj! – dźgnęłam go w bok.
- Auuu Mila! Nie martw się o niego. Będzie dobrze.
Jak ja nienawidzę stwierdzenia BĘDZIE DOBRZE! Jak dla mnie to są puste, nic nie znacząc słowa! Całe dzieciństwo poprzednia mama mi to powtarzała, gdy tata wracał do domu pijany. A nigdy nie było dobrze. Zawsze awantury, krzyki, wyzwiska. Nienawidziłam tego! Pewnie dalej tak tam jest..
Widać taki los mi zgotowały niebiosa..
A wracając do grilla.
Jedzonko jak zwykle pyszne, bo Dagmara robiła. Karkówka, kiełbaski, kaszanka, sałatki.. i wiele, wiele innych. A siatkarze co? Znaleźli piłkę do nogi małego Oliwiera i jak DZIECI gonili po całym ogrodzie. STARALI się grać w nogę, bo po kilku głębszych kieliszkach nie wychodziło im to za dobrze. Oczywiście Winiar – mistrz nożnej – ogrywał wszystkich
Koło 22 wraz z Mariem wyciągnął „sprzęt” do karaoke. „Sprzęt” czyli komputer, rzutnik, mikrofon i głośniki. Losowo wybierali piosenki. Gospodarzowi wypadła piosenka „Bayer Full - Majteczki w kropeczki”. Oj poszło koncertowo. Potem Mariusz i „Cisza” Bednarka. Nie pasowało mu to. Losował inną. To: Sunrise Avenue - Fairytale Gone Bad. Ooo był śmiech. I kaleczenie angielskiego. Światowy siatkarz i tak źle mu poszło? Sama się dziwiłam. Wybrali potem Zatiego do śpiewania. Opierał się ale go wypchałam. Kłos wyszukał mu coś specjalnego. Gdy Paweł odczytał tytuł piosenki myślałam że padnę śmiechem.

Masters – Za Twój uśmiech.. no nie! Łzawa balladka..? Kłos chyba zgłupiał!

Muzyka poszła, siatkarze w śmiech. Dobrze że nie są trzeźwi, bo chyba by to nie wyszło.

„…jesteś wszystkim tym co mam nigdy nie będę sam.

Za twój uśmiech milion gwiazd,

za twój dotyk słońca blask,

zrobię wszystko by ta miiiłość żyłaaa w nas.
Może stanie w miejscu czas,

może nic nie zmieni nas,

uwierzyłem w moje szczęście pierwszy raz…”

Jezuu.. on śpiewać w ogóle nie umie! Przez cały czas się patrzy na mnie. Kocham go!!

Ale ja mu o tym wykonaniu przypomnę jutro, pojutrze czy kiedyś, bo pewnie nie będzie pamiętać. Dobrze że w szybkim tempie odnalazłam dyktafon w telefonie, to nie zaginie jego cudne wykonanie.

Miałam ubaw z jego śpiewu, i oczywiście z chórka, w którym fałszowali Kłos, Winiar i coś tworzył Aleks z Cupkiem. Ci dwaj byli najlepsi. Tańczyli gorzej niż w klubie striptizowym.

Po skończonym CUDNYM wykonaniu, z uśmiechem na ustach podszedł do mnie Zator.

- Podobało się? – wyszczerzył się jeszcze bardziej.

- Oczywiście – wybuchnęłam śmiechem.

- Ej nooo.. przecież ładnie wyszło – udawał obrażonego.

- Po prostu cudownie – pocałowałam go, co nie umknęło uwadze reszcie towarzystwa, która zaczęła gwizdać i krzyczeć. Siatkarze jednak NIE SĄ NORMALNI!

 

 

*****

dobra, dobra.. wiem beznadzieja, ale zbierałam się do tego od tygodnia. szkoła się już jako-tako skończyła, więc nic mnie nie będzie rozpraszać (poza meczami). 

w piątek grają w Krakowie a ja nie mam biletu! BOŻE CZEMU?? :( 

oceniajcie, komentujcie - każda krytyka się przyda :D
pytania, zastrzeżenia (może być z anonima :P ) dawajcie też na asku ( http://ask.fm/kaczorek13 ) :)



Jeśli to czytasz, pozostaw po sobie chociaż króciutki komentarz. Fajnie jeżeli znajdzie się ktoś kto to przeczyta ;)
pozdro :*

6 komentarzy:

  1. Świetny! Impreza u Winiara nie zapomniana będzie ; ) Hehs, szkoda że nie udało ci się z biletem. Byłaś dzisiaj na spotkaniu z Karolem i Andrzejem? Hahahaha, dorwalam dzisiaj do zdjęcia nawet Zatiego :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ooo matko! dobijaj jeszcze :(
      miałam zamiar jechać, ale kumpela miała jazdę do Bielska a sama nie chciałam się włóczyć, bo bym się zgubiła.. -_-
      i zazdroszczę zdj z Zatim ;) chociaż w sumie mam z nim zdj, z meczu w BB :P

      Usuń
  2. Rozdział przeczytany, ale nie mam sił na pisanie komentarza. Mimo wszystko - bardzo mi się podobał, jak wszystkie Twoje rozdziały :)

    PS. Ja zazdroszczę Wam obu, bo ja nie mam zdjęcia z żadnym siatkarzem, mimo, że byłam rok temu na meczu Polaków :c Cóż, może w tym roku w Gdańsku mi się uda!

    OdpowiedzUsuń
  3. rozdział świetny! fajny pomysł z imprezą u Winiara :))
    i również zazdroszczę zdjęć :( jeśli los będzie mi przychylny to może pojadę do Krakowa na MŚ kiedy reprezentacje USA i Włoch będą grały, ale nie chcę nic zapeszać ;p
    czekam na następny ;]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zdjęć to mam kilka w kolekcji z siatkarzami :D
      trzymam kciuki żeby udał się wyjazd na mecz! :)
      ja mam jeszcze chrapkę na Memoriał Wagnera :) liczę że pojadę!! :3

      Usuń
  4. Serdecznie zapraszam
    On i Ona samoistne jednostki tak bardzo różniące się od siebie.
    http://nawet-smierc-nas-nie-rozlaczy.blogspot.com/
    Całuję Daja ;*

    OdpowiedzUsuń