niedziela, 10 sierpnia 2014

Epilog



-----7 lat później-----
Biała sukienka
Welon
Złote obrączki
ON czekający przy ołtarzu
Ja idąca w Jego stronę, a przede mną mała Jowita sypiąca płatki róż.
Tak, Natalia urodziła słodką dziewczynkę. Ona sama została moją druhną.
Nigdy nie myślałam, że i mnie to spotka, nigdy nie wyobrażałam sobie siebie w tej sytuacji, nigdy nie sądziłam, że mężczyzną, którego poślubię będzie ON – światowej sławy siatkarz.
Mały kościół na obrzeżach Łodzi wypełniony po brzegi przez siatkarzy, ale ten najważniejszy stoi obok mnie przed ołtarzem.
- Ja Paweł – powtarzał po księdzu. – Biorę Ciebie Mileno za żonę..
Ciągle nie wierzę że to się dzieje!
- Pawle, przyjmij tę obrączkę – czułam, że głos mi się załamuje – jako znak mojej miłości i wierności..
A jednak! Jestem najszczęśliwsza na świecie!
- Ogłaszam Was mężem i żoną – czekałam na te słowa od tygodni.
Paweł mnie pocałował, już jako MÓJ MĄŻ!!
Wziął mnie pod rękę i wyszliśmy z kościoła. Deszcz ryżu, płatków róż i grosików poleciał na nas. Pozbieraliśmy trochę miedziaków na szczęście i pojechaliśmy na NASZE wesele.
Na sale weselną Paweł oczywiście musiał mnie wnieść.
Życzenia
Pierwszy toast
Pierwszy taniec do piosenki John Legend – All Of Me.

Podszedł Winiar.
- Widzę, że jak już się za coś bierzecie z Pawłem to porządnie – wyszczerzył się.
- No ślub ma się raczej raz w życiu, więc trzeba zaszaleć.
- Milenaa – podszedł młody Winiar.
- Nie zawracaj jej zbytnio głowy – pouczył starszy Winiar, który po tych słowach się ulotnił.
- Co jest mały? – uśmiechnęłam się do niego. Jenyy on ma już 14lat i z genami po tatusiu taki mały nie jest.
- Obiecałaś mi coś kiedyś – zrobił się smutny.
- Żebym to ja teraz pamiętała.. – zgłupiałam.
- Mówiłaś mi kiedyś, że to ja jestem najważniejszym chłopakiem w Twoim życiu.
- Olii.. – zrobiło mi się smutno patrząc na niego. – Wiesz, że Cię uwielbiam, ale jesteś ciut za młody dla mnie. Poszukaj sobie jakiejś panny w swoim wieku i będzie dobrze – puściłam do niego oczko.
- Ale ty jesteś moja! – przytulił się mocno do mnie.
I co ja mam teraz zrobić? Byłam w kropce.
- Oliwier, proszę Cię. Przecież..
- Żartowałem tylko – puścił mnie i się zaczął śmiać.
- Młody! Ja Ci dam takie żarty!
- Ale będziesz mnie odwiedzać?
- Pewnie! Zawsze będziesz dla mnie moim małym Oliwierem – teraz to ja go przytuliłam.

- Jak tam PANI ZATORSKA? – Natala dobitnie zaakcentowała dwa ostatnie słowa.
- Cudownie!! – wyszczerzyłam się.
- Milcia, jak ja ci zazdroszczę – przyjaciółka mnie przytuliła, mimo że cały czas była w szoku widząc pełno siatkarzy.
- Ej! Ty też miałaś weselicho, też byłaś szczęśliwa. Nie! Ty jesteś szczęśliwa! Nawet mi nie mów że jest inaczej.
- No co Ty! Jest cudownie. Jowitka też rośnie..
- Jest słodka. Jak ja wam zazdroszczę – uśmiechnęłam się.
- To się postarajcie o swoje. Najwyższy czas! – zaczęłyśmy się śmiać.
- Co tam moje drogie? – Paweł podszedł do nas i oparł się na moich i Natalii ramionach. – Czemu się nie bawicie?
- Oj daj nam pogadać. Od dwóch tygodni nic innego nie robiłyśmy tylko waszym weselem się zajmowałyśmy – Natala udawała lekki bul wers.
- No wiem, wiem.. I za to Ci kochana dziękuję – Zati dał buziaka w policzek Natce. – Ale daj mi zatańczyć z moją żoną.
Wyciągnął do mnie rękę. Kapela właśnie grała Lady Pank– Zawsze tam gdzie Ty. Paweł mnie objął i pocałował.
- Nareszcie już prawie po wszystkim – odetchnął z ulgą.
- Takie to męczące było? – popatrzyłam na niego sceptycznie.
- Przygotowania może trochę, ale sam ślub cudowny. Wreszcie mogę mówić, że jesteś moją żoną!! – szczerze się uśmiechnął.
Północ, więc czas na oczepiny. Bukiet złapała żona Kurka, krawat Nowakowski. Wszyscy mieli z nich ubaw, bo Pitu i Kuraś to dobrzy przyjaciele. Spiny nie było.
Koło 4 w nocy zmywali się goście, najwytrwalsi, czyli siatkarze zostali prawie do 7.
Każdemu trzeba było podziękować, a każdy (lekko albo i mocniej wstawiony) po raz kolejny życzył wszystkiego co najlepsze.

-----3 miesiące później-----
Kilka tygodni do rozpoczęcia sezonu, dom rodziców Pawła na obrzeżach Łodzi.
Nudna niedziela. Siedzieliśmy przed TV oglądając mecz tenisa.
- Trzeba było po prostej! – Paweł nie potrafi się opanować, kiedy widzi małe, żółte piłeczki.
- Co? – wyrwał mnie z rozmyślań.
- No przecież przegrywa.. – mój mąż był sfrustrowany. – A Ty czemu nie oglądasz?
- Bo.. – zastanawiałam się jak mu to powiedzieć.
- Co jest? – popatrzył na mnie.
- Co byś zrobił jakbym Ci powiedziała, że.. jestem w ciąży..? – przygryzłam dolną wargę i spuściłam głowę.
- Co? Naprawdę?
Pokiwałam tylko głowa. Trochę się bałam popatrzeć na Zatora. A On się przez chwilę nie odzywał.
- Paweł..? – podniosłam głowę. On patrzył gdzieś przed siebie. – Powiedz coś..
- Nawet nie wiem co!
- Ale się cieszysz? – widziałam po nim, że tak, ale chciałam to jeszcze usłyszeć.
- Nie wiesz jak! Mila! Najwspanialsza wiadomość jaką mogłem usłyszeć – pocałował mnie.
- Ulżyło mi i to bardzo.
- Ej Mała – lubiłam, gdy tak do mnie mówił. – Czego Ty się bałaś? Przecież wiesz, że Cię kocham i nic tego nie zmieni, a maleństwo doda uroku.
- No wiem, ale i tak miałam stracha.
- A że tak zapytam – usiadł mi na kolanach i popatrzył w oczy. – Dzieciak jest przed czy po ślubie..?
- 7tydzień, więc już małżeńskie – uśmiechnęłam się.
- To jeszcze lepiej! – był mega szczęśliwy. Pocałował mnie namiętnie.
Przez dłuższą chwilę nie odklejaliśmy się od siebie.
- No to teraz trzeba wybrać imię! – odezwał się w pewnym momencie. – Jeżeli dziewczynka to mi się podoba Marlena, Klaudia, hmm.. Łucja, o! Kasia też fajne albo..
On się nakręcił czy co? Jacie! Takiego szczęśliwego Pawła jeszcze nie widziałam. Nawet na weselu był spokojniejszy, a teraz się mu buźka nie zamyka.
- .. ewentualnie Karol. Co myślisz? – popatrzył na mnie.
- Że jesteś ciężki – wystawiłam mu język. – Miśku, w ogóle mamy kilka miesięcy na to. Teraz myślałam, żeby coś może pomyśleć o jakimś większym mieszkaniu? W sumie.. może na przyszły sezon, bo na razie to jest okej.
- No faktycznie – uśmiechnął się zagadkowo.
- Znaczy to w Bielsku jest dobre, ale przydałoby się coś dla naszego maleństwa też pomyśleć.
Paweł na chwilę umilkł, patrzył się tylko na mnie. W końcu się odezwał:
- Zbieraj się.
- Co? – co On kombinuje..?
- No ruchy. Zakładaj buty i jedziemy.
- Ale gdzie?
- Nie marudź, tylko chodź – pocałował mnie i sam się ubrał do wyjścia.
Trochę byłam zaskoczona, bo nie wiedziałam, o co mu chodzi.
Ruszyliśmy w drogę. Gdy minęliśmy znak, świadczący że wjeżdżamy do Bełchatowa, zgłupiałam całkowicie.

-----Perspektywa Zatorskiego-----
Ciekawe jak zareaguje, liczę, że się jej spodoba. Chociaż mogłem poczekać do końca..
- Powiesz mi wreszcie gdzie jedziemy? – Milena ciągle pytała o jedno.
- Oj kochanie, jak dojedziemy to się dowiesz.
- Ale Paweeeł – prosiła. – Weź powiedz.
- Zaraz będziemy.
Strzeliła udawanego focha.
Dojechaliśmy na miejsce. Mały domek z ogrodem. Złapałem Milcie za rękę i pociągnąłem od drzwi.
- Czyj to dom? – popatrzyła na mnie.
- Zobaczysz – puściłem jej oczko i sięgnąłem po klucze do kieszeni.
Przekręciłem zamek i pchnąłem drzwi. Milena ciągle patrzyła na mnie pytająco.
- Witaj w domu Kochanie – uśmiechnąłem się do niej i porwałem ją na ręce. – Obiecałem sobie kiedyś, że przeniosę Cię przez próg naszego domu. Może jeszcze nie ukończony, ale nasz.
Przestąpiłem próg domu, Milena była w mega szoku. Gdy postawiłem ją na nogi, odezwała się w końcu.
- Czekaj, czyli co? To jest NASZ DOM? Ale jak? Od kiedy?
- Od niedawna buduję go.
- Czemu tu? Przecież grasz w Bielsku, a potem niewiadomo jak na razie co będzie.. – popatrzyła na mnie lekko zagubiona.
- Ten sezon skończę w Bielsku, a potem wracam do Bełchatowa. Już się dogadałem z prezesem i kilka sezonów spędzę z powrotem w Skrze. Może tam zakończę karierę – uśmiechnąłem się do Mileny.
- Naprawdę? – była zaskoczona. – Jak cudownie! – rzuciła się mi na szyję.
- Chodź, zobaczysz czy Ci się podoba – złapałem ją za rękę i poszliśmy.
- ..tu będziesz mieć kuchnię.
- Duża – rozglądała się. – Ale zielona. Śliczna.
- Jedyne pomieszczenie na razie pomalowane. Pasuje..?
- Głupio się pytasz. Ale i tak dalej sądzę, że to sen – uśmiech nie schodził jej z ust.
- Chodź, został jeszcze ogród.
- Jest przestrzeń – miała roześmiane oczy.
- Żeby nasze maleństwo miało gdzie się bawić – stanąłem za nią i ją objąłem.
- W to nie wątpię. Tam będzie huśtawka, tam może piaskownica – zaczęła wymieniać. – O! a tam hamak!
- Jak sobie życzysz Skarbie – przytuliłem ją mocno i złapałem za brzuch, w którym jest najwspanialsza istota na świecie.

*****
no i koniec :D  może trochę zawaliłam epilog, ale ogólnie tak to chciałam przedstawić ;)
dziękuję za wszystkie komentarze, te pozytywne i negatywne! <3 jesteście WIELKIE!! :*

Jeśli to czytasz, pozostaw po sobie chociaż króciutki komentarz. Fajnie jeżeli znajdzie się ktoś kto to przeczyta ;)
pozdro :*

2 komentarze:

  1. piękne zakończenie jakże pięknej historii :)

    OdpowiedzUsuń
  2. cudowne zakończenie! zwłaszcza ostatni dialog, awww <3
    pozdrawiam i czekam na więcej Twojej twórczości :)

    OdpowiedzUsuń