-----7 lat później-----
Biała
sukienka
Welon
Złote
obrączki
ON czekający
przy ołtarzu
Ja idąca w
Jego stronę, a przede mną mała Jowita sypiąca płatki róż.
Tak, Natalia
urodziła słodką dziewczynkę. Ona sama została moją druhną.
Nigdy nie
myślałam, że i mnie to spotka, nigdy nie wyobrażałam sobie siebie w tej
sytuacji, nigdy nie sądziłam, że mężczyzną, którego poślubię będzie ON –
światowej sławy siatkarz.
Mały kościół
na obrzeżach Łodzi wypełniony po brzegi przez siatkarzy, ale ten najważniejszy
stoi obok mnie przed ołtarzem.
- Ja Paweł –
powtarzał po księdzu. – Biorę Ciebie Mileno za żonę..
Ciągle nie
wierzę że to się dzieje!
- Pawle,
przyjmij tę obrączkę – czułam, że głos mi się załamuje – jako znak mojej
miłości i wierności..
A jednak!
Jestem najszczęśliwsza na świecie!
- Ogłaszam
Was mężem i żoną – czekałam na te słowa od tygodni.
Paweł mnie
pocałował, już jako MÓJ MĄŻ!!
Wziął mnie
pod rękę i wyszliśmy z kościoła. Deszcz ryżu, płatków róż i grosików poleciał
na nas. Pozbieraliśmy trochę miedziaków na szczęście i pojechaliśmy na NASZE
wesele.
Na sale
weselną Paweł oczywiście musiał mnie wnieść.
Życzenia
Pierwszy
toast
Pierwszy
taniec do piosenki John Legend – All Of Me.
Podszedł
Winiar.
- Widzę, że
jak już się za coś bierzecie z Pawłem to porządnie – wyszczerzył się.
- No ślub ma
się raczej raz w życiu, więc trzeba zaszaleć.
- Milenaa –
podszedł młody Winiar.
- Nie
zawracaj jej zbytnio głowy – pouczył starszy Winiar, który po tych słowach się
ulotnił.
- Co jest
mały? – uśmiechnęłam się do niego. Jenyy on ma już 14lat i z genami po tatusiu
taki mały nie jest.
- Obiecałaś
mi coś kiedyś – zrobił się smutny.
- Żebym to
ja teraz pamiętała.. – zgłupiałam.
- Mówiłaś mi
kiedyś, że to ja jestem najważniejszym chłopakiem w Twoim życiu.
- Olii.. –
zrobiło mi się smutno patrząc na niego. – Wiesz, że Cię uwielbiam, ale jesteś
ciut za młody dla mnie. Poszukaj sobie jakiejś panny w swoim wieku i będzie
dobrze – puściłam do niego oczko.
- Ale ty
jesteś moja! – przytulił się mocno do mnie.
I co ja mam
teraz zrobić? Byłam w kropce.
- Oliwier,
proszę Cię. Przecież..
- Żartowałem
tylko – puścił mnie i się zaczął śmiać.
- Młody! Ja
Ci dam takie żarty!
- Ale
będziesz mnie odwiedzać?
- Pewnie!
Zawsze będziesz dla mnie moim małym Oliwierem – teraz to ja go przytuliłam.
- Jak tam
PANI ZATORSKA? – Natala dobitnie zaakcentowała dwa ostatnie słowa.
- Cudownie!!
– wyszczerzyłam się.
- Milcia,
jak ja ci zazdroszczę – przyjaciółka mnie przytuliła, mimo że cały czas była w
szoku widząc pełno siatkarzy.
- Ej! Ty też
miałaś weselicho, też byłaś szczęśliwa. Nie! Ty jesteś szczęśliwa! Nawet mi nie
mów że jest inaczej.
- No co Ty!
Jest cudownie. Jowitka też rośnie..
- Jest
słodka. Jak ja wam zazdroszczę – uśmiechnęłam się.
- To się
postarajcie o swoje. Najwyższy czas! – zaczęłyśmy się śmiać.
- Co tam
moje drogie? – Paweł podszedł do nas i oparł się na moich i Natalii ramionach.
– Czemu się nie bawicie?
- Oj daj nam
pogadać. Od dwóch tygodni nic innego nie robiłyśmy tylko waszym weselem się
zajmowałyśmy – Natala udawała lekki bul wers.
- No wiem,
wiem.. I za to Ci kochana dziękuję – Zati dał buziaka w policzek Natce. – Ale
daj mi zatańczyć z moją żoną.
Wyciągnął do
mnie rękę. Kapela właśnie grała Lady Pank– Zawsze tam gdzie Ty. Paweł mnie objął i pocałował.
- Nareszcie
już prawie po wszystkim – odetchnął z ulgą.
- Takie to
męczące było? – popatrzyłam na niego sceptycznie.
-
Przygotowania może trochę, ale sam ślub cudowny. Wreszcie mogę mówić, że jesteś
moją żoną!! – szczerze się uśmiechnął.
Północ, więc
czas na oczepiny. Bukiet złapała żona Kurka, krawat Nowakowski. Wszyscy mieli z
nich ubaw, bo Pitu i Kuraś to dobrzy przyjaciele. Spiny nie było.
Koło 4 w
nocy zmywali się goście, najwytrwalsi, czyli siatkarze zostali prawie do 7.
Każdemu
trzeba było podziękować, a każdy (lekko albo i mocniej wstawiony) po raz kolejny
życzył wszystkiego co najlepsze.
-----3 miesiące później-----
Kilka
tygodni do rozpoczęcia sezonu, dom rodziców Pawła na obrzeżach Łodzi.
Nudna
niedziela. Siedzieliśmy przed TV oglądając mecz tenisa.
- Trzeba
było po prostej! – Paweł nie potrafi się opanować, kiedy widzi małe, żółte
piłeczki.
- Co? –
wyrwał mnie z rozmyślań.
- No
przecież przegrywa.. – mój mąż był sfrustrowany. – A Ty czemu nie oglądasz?
- Bo.. –
zastanawiałam się jak mu to powiedzieć.
- Co jest? –
popatrzył na mnie.
- Co byś
zrobił jakbym Ci powiedziała, że.. jestem w ciąży..? – przygryzłam dolną wargę
i spuściłam głowę.
- Co?
Naprawdę?
Pokiwałam
tylko głowa. Trochę się bałam popatrzeć na Zatora. A On się przez chwilę nie
odzywał.
- Paweł..? –
podniosłam głowę. On patrzył gdzieś przed siebie. – Powiedz coś..
- Nawet nie
wiem co!
- Ale się
cieszysz? – widziałam po nim, że tak, ale chciałam to jeszcze usłyszeć.
- Nie wiesz
jak! Mila! Najwspanialsza wiadomość jaką mogłem usłyszeć – pocałował mnie.
- Ulżyło mi
i to bardzo.
- Ej Mała –
lubiłam, gdy tak do mnie mówił. – Czego Ty się bałaś? Przecież wiesz, że Cię
kocham i nic tego nie zmieni, a maleństwo doda uroku.
- No wiem,
ale i tak miałam stracha.
- A że tak
zapytam – usiadł mi na kolanach i popatrzył w oczy. – Dzieciak jest przed czy
po ślubie..?
- 7tydzień,
więc już małżeńskie – uśmiechnęłam się.
- To jeszcze
lepiej! – był mega szczęśliwy. Pocałował mnie namiętnie.
Przez
dłuższą chwilę nie odklejaliśmy się od siebie.
- No to
teraz trzeba wybrać imię! – odezwał się w pewnym momencie. – Jeżeli dziewczynka
to mi się podoba Marlena, Klaudia, hmm.. Łucja, o! Kasia też fajne albo..
On się
nakręcił czy co? Jacie! Takiego szczęśliwego Pawła jeszcze nie widziałam. Nawet
na weselu był spokojniejszy, a teraz się mu buźka nie zamyka.
- ..
ewentualnie Karol. Co myślisz? – popatrzył na mnie.
- Że jesteś
ciężki – wystawiłam mu język. – Miśku, w ogóle mamy kilka miesięcy na to. Teraz
myślałam, żeby coś może pomyśleć o jakimś większym mieszkaniu? W sumie.. może
na przyszły sezon, bo na razie to jest okej.
- No
faktycznie – uśmiechnął się zagadkowo.
- Znaczy to
w Bielsku jest dobre, ale przydałoby się coś dla naszego maleństwa też
pomyśleć.
Paweł na
chwilę umilkł, patrzył się tylko na mnie. W końcu się odezwał:
- Zbieraj
się.
- Co? – co
On kombinuje..?
- No ruchy.
Zakładaj buty i jedziemy.
- Ale gdzie?
- Nie
marudź, tylko chodź – pocałował mnie i sam się ubrał do wyjścia.
Trochę byłam
zaskoczona, bo nie wiedziałam, o co mu chodzi.
Ruszyliśmy w
drogę. Gdy minęliśmy znak, świadczący że wjeżdżamy do Bełchatowa, zgłupiałam
całkowicie.
-----Perspektywa Zatorskiego-----
Ciekawe jak
zareaguje, liczę, że się jej spodoba. Chociaż mogłem poczekać do końca..
- Powiesz mi
wreszcie gdzie jedziemy? – Milena ciągle pytała o jedno.
- Oj
kochanie, jak dojedziemy to się dowiesz.
- Ale
Paweeeł – prosiła. – Weź powiedz.
- Zaraz
będziemy.
Strzeliła
udawanego focha.
Dojechaliśmy
na miejsce. Mały domek z ogrodem. Złapałem Milcie za rękę i pociągnąłem od
drzwi.
- Czyj to
dom? – popatrzyła na mnie.
- Zobaczysz
– puściłem jej oczko i sięgnąłem po klucze do kieszeni.
Przekręciłem
zamek i pchnąłem drzwi. Milena ciągle patrzyła na mnie pytająco.
- Witaj w
domu Kochanie – uśmiechnąłem się do niej i porwałem ją na ręce. – Obiecałem
sobie kiedyś, że przeniosę Cię przez próg naszego domu. Może jeszcze nie
ukończony, ale nasz.
Przestąpiłem
próg domu, Milena była w mega szoku. Gdy postawiłem ją na nogi, odezwała się w
końcu.
- Czekaj,
czyli co? To jest NASZ DOM? Ale jak? Od kiedy?
- Od
niedawna buduję go.
- Czemu tu?
Przecież grasz w Bielsku, a potem niewiadomo jak na razie co będzie.. –
popatrzyła na mnie lekko zagubiona.
- Ten sezon
skończę w Bielsku, a potem wracam do Bełchatowa. Już się dogadałem z prezesem i
kilka sezonów spędzę z powrotem w Skrze. Może tam zakończę karierę –
uśmiechnąłem się do Mileny.
- Naprawdę?
– była zaskoczona. – Jak cudownie! – rzuciła się mi na szyję.
- Chodź,
zobaczysz czy Ci się podoba – złapałem ją za rękę i poszliśmy.
- ..tu
będziesz mieć kuchnię.
- Duża –
rozglądała się. – Ale zielona. Śliczna.
- Jedyne pomieszczenie
na razie pomalowane. Pasuje..?
- Głupio się
pytasz. Ale i tak dalej sądzę, że to sen – uśmiech nie schodził jej z ust.
- Chodź,
został jeszcze ogród.
- Jest
przestrzeń – miała roześmiane oczy.
- Żeby nasze
maleństwo miało gdzie się bawić – stanąłem za nią i ją objąłem.
- W to nie
wątpię. Tam będzie huśtawka, tam może piaskownica – zaczęła wymieniać. – O! a
tam hamak!
- Jak sobie
życzysz Skarbie – przytuliłem ją mocno i złapałem za brzuch, w którym jest najwspanialsza
istota na świecie.
*****
no i koniec :D może trochę zawaliłam epilog, ale ogólnie tak to chciałam przedstawić ;)
dziękuję za wszystkie komentarze, te pozytywne i negatywne! <3 jesteście WIELKIE!! :*
Jeśli to czytasz, pozostaw po sobie chociaż
króciutki komentarz. Fajnie jeżeli znajdzie się ktoś kto to przeczyta ;)
pozdro :*
piękne zakończenie jakże pięknej historii :)
OdpowiedzUsuńcudowne zakończenie! zwłaszcza ostatni dialog, awww <3
OdpowiedzUsuńpozdrawiam i czekam na więcej Twojej twórczości :)