Odstawiłam
Natę pod domem, a sama dotarłam do domu. Kumpela uznała, że z rodzicami jakoś
sobie poradzi, a Marcina poinformuje w weekend jak tu wpadnie.
Chwilę przed
16 byłam w domu, po jakichś 10min wpadli Kamil z Kubą. Na wejściu kumpel się
odezwał:
- Głupio mi
że tu przyszliśmy. Powinienem sam się nim zając – wskazał na Kubę – a nie
wysługiwać się sąsiadami.
- Weź nie
marudź już, tylko chodźcie. Obiad już czeka.
- No dobra,
ale wiedz, że to tylko jeden jedyny raz!
Zjedliśmy
posiłek, podczas którego śmialiśmy się cały czas. Towarzyszył nam nawet mój
tato. Było mega wesoło. Oczywiście dostałam jeszcze ochrzan od taty, że
przyjechałam do domu busem, a nie dzwoniłam po niego.
Po
obiadokolacji poszliśmy na TV. Kubuś zajął się bajką, a my gadaliśmy jak zwykle
o głupotach. Nie obyło się też rozmawiać o Natalii. Głupio mi było mówić o jej
problemach, ale wiedziałam że Kamilowi mogę zaufać.
Przed 19
wpadł do nas niezapowiedziany gość – Natalia. Gdy stanęła w drzwiach pokoju
wiedziałam że nie jest najlepiej.
- Matko
jedyna! – wystraszyłam się trochę na jej widok. Była cała mokra, deszcz ją zlał
masakrycznie. – Tylko nie mów że szłaś tu do mnie na nogach?!
- Yhym.. –
pociągnęła nosem. Widać że płakała.
- Natuś
ściągaj kurtkę, owiń się kocem i mów jak rodzice zareagowali..
- Oni okej..
Mama powiedziała, że mi pomogą – usiadła na sofie owinięta w koc. Co chwilę
chlipała. – Że mogę na nich liczyć i w ogóle..
- To co się
stało?
- Nie mogłam
wytrzymać w stresie, że on nie wie.. i.. i..
-
Zadzwoniłaś do Marcina..? – nie chciałam żeby to była prawda.
- No.. no
tak. I on powiedział, że.. – rozpłakała się jeszcze bardziej. Widziałam że w
Kamilu wzbiera zdenerwowanie.
- Ej
spokojnie – przytuliłam ją. – Nim się nie przejmuj.
- Ale on..
jak odebrał to było okej, pytał co u mnie, co słychać u Ciebie i wgl.. Miły
był. Kochany. A potem wyczuł że chcę mu coś powiedzieć. I gdy się zdecydowałam
i powiedziałam mu nastała cisza.. A potem powiedział, że jestem kretynką, że w
ogóle nie myślę co robię. Że jestem za głupia na bycie matką, że dzieciak też
pewnie będzie idiotą jak ja i.. I on nie chce mieć ze mną nic wspólnego –
Natalia zakryła twarz w dłoniach i łkała.
Nie mogłam
uwierzyć w to co usłyszałam. Jak mój brat mógł coś takiego zrobić? Co za debil,
kretyn, idiota.. brak mi słów! Popatrzyłam na Kamila- był wściekły. Wiedziałam,
że nic dobrego z tego nie wyniknie.
- Daj mi
jego numer – zwrócił się do mnie.
- Nie ma
mowy! Chyba zgłupiałeś. Sama do niego zadzwonię.
- No chyba
kpisz! Skurwiel nie będzie jej tak traktował! Chociaż raz zrób to o co cię
proszę – Natalia popatrzyła na niego.
- Kamil,
zrobię wszystko tylko nie to! – nie chciałam doprowadzić do ich konfrontacji. –
Zostań tu z Natą, ja do tego kretyna zadzwonię – wzięłam telefon i wyszłam z
pokoju. Kątem oka widziałam jeszcze jak kumpel zbliża się nieśmiało do Natalii,
która cały czas patrzyła na niego.
Wybrałam
jego numer. Nie chciałam tej rozmowy, ale wiedziałam że muszę z nim
porozmawiać. Nie odebrał. Dzwonię jeszcze raz. Znowu nic. Trzeci raz – jak nie
odbierze, to go zamorduję!
- Noo? – usłyszałam w słuchawce.
- Czy ty
masz kurwa jakąś znieczulice? Jak mogłeś coś takiego zrobić?
- Co? Już się poskarżyła? Szybka jest. Pewnie
tak szybka jak w łóżku.
- Ty jesteś
jakimś idiotą! Jak możesz? Coś ty jej powiedział?
- Prawdę..
- A tak
dokładniej?
- Jezu no.. że nie chcę jej znać, że hmm..
- Może że
jest kretynką? Że jest za głupia na bycie matką? Może coś jeszcze
inteligentnego ci się wyrwało?
- Może.. Jezu nie wiem.. skoro Ci sama
powiedziała, to po jaką cholerę się mnie pytasz? – chyba się trochę
wkurzył.
- Bo
chciałam to usłyszeć od Ciebie. Bo liczyłam po cichu że jednak to nieprawda, że
może Natalia za bardzo to wyolbrzymia. Ale widzę że jednak nie.. jesteś
skończonym kretynem.
- Dzięki.. coś jeszcze? Bo jestem trochę
zajęty.
- Taa jasne.
Straciłeś w moich oczach i to dużo. Myślałam że mama nas inaczej wychowała..
- Przecież Ty masz inna matkę.
- Tak, ale
wychowała nas ta sama jakbyś zapomniał. Znaczy mnie wychowała, nie wiem co się
z Tobą stało.
- Haha.. zabawna jesteś, warta swej
przyjaciółeczki. Miłej zabawy z tym gówniarzem jak się urodzi.
- Nie
wierzę, że się tak zmieniłeś. Kompletny kretyn z Ciebie..
- Też Cię lubię – rozłączył się.
Miałam
ochotę komuś przywalić, coś rozbić, zniszczyć. Byłam kompletnie wkurwiona! Po
jakiejś minucie mi trochę przeszło, uznałam że wrócę do przyjaciół. Siedzieli
na sofie, Natalia okryta kocem, ciągle szlochająca. Kamil obok niej z
zatroskaną miną. Rozmawiali. Gdy tylko weszłam kumpela odezwała się do mnie.
- Nie
musiałaś do niego dzwonić. Ja już wszystko wiem. Nie chcę go znać.
- Strasznie
mi przykro. Nie sądziłam że jest do tego zdolny – przytuliłam ją. – Myślałam,
że jest inny. Nigdy się tak nie zachowywał. Widocznie nie dorósł jeszcze..
- Nie chcę o
nim już rozmawiać, nie chcę go znać. Mam was, to najważniejsze – popatrzyła na
Kamila. Czyżby powiedzenie „stara miłość nie rdzewieje” miało się tu sprawdzić?
Kamil z
Kubą, którego cała ta historia w ogóle nie interesowała, zmyli się do domu. My
dwie włączyłyśmy sobie jakiś wyciskający łzy film, szamałyśmy popcorn, lody..
taka tam zdrowa dieta. Natalia została u mnie. Przed północą poszłyśmy spać.
Rano
uznałyśmy, że nie idziemy do szkoły. Dzień wolnego się nam czasem należy.
Całe
przedpołudnie przesiedziałyśmy z Natą w moim pokoju. Oglądałyśmy filmy, głupie
programy. Wyciągnęłam w końcu zdjęcia z dzieciństwa i się uśmiałyśmy z tego. Na
wielu był też Marcin, widać było że przyjaciółka chce o nim zapomnieć, ale mimo
to nabijała się z niego.
Koło 15 się
zmyła, bo ja musiałam się „wyszykować” na wizytę u Państwa Zatorskich.
Wyciągnęłam sukienkę, żakiecik, butki, poszukałam jakiejś biżuterii. Gdy
prostowałam włosy , przyszedł Paweł.
- To co?
Gotowa? – usiadł na łóżku.
- No prawie.
Daj mi 5 minut.
Kątem oka
widziałam ukochanego. Miał na sobie jeansy, marynarkę i koszulę w kratę w
odcieniu niebieskim- specjalnie żeby pasował do mojej sukienki. Dokończyłam
układanie włosów, nałożyłam błyszczyk i wyszłam do niego z łazienki.
- I jak? – zapozowałam
przed nim. – Podoba się?
- Bardzo –
dał mi całusa. – Mmm.. smaczny błyszczyk – zaśmialiśmy się. Założyłam jeszcze
botki na lekkim obcasie, żakiet i byliśmy gotowi do wyjścia.
Oznajmiłam
mamie, że już idziemy. Życzyła miłej zabawy. Oby tak było.
Po drodze
Paweł mnie uspokajał, że będzie dobrze ale i tak cykorek był.
Przed 17
byliśmy na miejscu. Podjechaliśmy pod mały, ładny domek. Wysiedliśmy z auta, Zati
złapał mnie za rękę i poprowadził do środka. Gdy weszliśmy dały się słyszeć
śmiechy kilku osób. Pytająco popatrzyłam na Pawła, bo nic mi nie było wiadomo
żeby ktoś jeszcze miał być. Wzruszył bezradnie ramionami. Weszliśmy do salonu a
tam siedziała dorosła dziewczyna (około 26-28 lat)z partnerem i maleńkim
dzieckiem. Paweł od razu się rozpromienił.
- Sylwia!
Matko co ty tu robisz? Kiedy przylecieliście? – podszedł do niej i przywitał
się, potem tak samo z mężczyzną. Stałam lekko skrępowana. Nie wiedziałam kim są
Ci ludzie.
- .. fajnie
was znów widzieć. A tak w ogóle to poznajcie Milenę- moją ukochaną – objął
mnie. – To jest Sylwia, moja siostra*, jej mąż Adam i syneczek Łukasz.
Przywitałam
się z nimi, poznałam też rodziców Pawła. Pani Grażyna i Pan Zdzisław.
Z początku
miałam nikły udział w rozmowie, bo stres był. Pod stołem nerwowo przebierałam
palcami. Paweł złapał mnie za rękę i splótł swoją dłoń z moją. Trochę dodało
otuchy.
Posiedzieliśmy, pogadaliśmy a za chwilę z
kuchni wyszła Pani Grażyna z udawaną złością.
- Ja siedzę
w kuchni i gotuję dla Was i nie ma kto mi pomóc! Sylwia już maszeruj do mnie –
popatrzyła na swoją córkę.
- To ja też
pomogę – podniosłam się z miejsca.
- No co ty
kochaniutka, córka wystarczy. A jak nie, to mam jeszcze syna – uśmiechnęła się.
- Ale to żaden
kłopot.
- No to
skoro chcesz to chodź. Sylwia rusz swój tyłek – rzuciła w córkę ściereczką.
- No zaraz
przyjdę.. – chyba się jej nie chciało.
Weszłyśmy z
mamą Pawła do kuchni i od razu dostałam zadanie- kompletowanie talerzy,
wycieranie sztućców. Tak po prostu, żebym się czymś zajęła.
- Jak długo
jesteście z Pawłem? – zagadała.
- Ymm.. no w
sumie niecałe dwa miesiące. Ale znamy się trochę dłużej.
- Z Tobą
wydaje się być szczęśliwy. Z Anią było inaczej..
- Inaczej?
Czyli..? – za późno ugryzłam się w język. Mogłam nie pytać.
- Ehh.. no
on był szczęśliwy. Ona jakby obojętna. Po pewnym czasie jakby była z nim z
przyzwyczajenia.
- No on
trochę przeżył rozstanie. Wiem bo byłam przy nim w tym dniu – zrobiło mi się
trochę głupio rozmawiając z jego mamą o tym.
- Dobra,
dobra. Nie obgadujmy go już, bo będzie miał czkawkę – nie skończyła mówić,
kiedy w drzwiach pojawił się Paweł.
- Kto będzie
miał czkawkę? – popatrzył po nas. My się zaśmiałyśmy.
- No
oczywiście że Ty, Pączuszku.
- Mamo! Weź
mnie tak nie nazywaj!
- Pączuszku?
– wybuchnęłam śmiechem.
- Niestety
tak. Jak byłem młodszy to trochę więcej mnie było.
- Kochanego
ciałka nigdy za wiele – powiedziała pani Grażyna. – Popatrz na własnego ojca.
- Taa coś po
nim mam. Milcia, ale Ty nie mów do mnie tak. Proooszę – objął mnie.
- Zobaczymy
Pączuszku – dałam mu buziaka.
Usiedliśmy
do stołu. Obiad był pyszny, nie obyło się bez anegdotek o dzieciństwie Pawła i
Sylwii. Uciekanie z domu, wagary w szkole, strach przed traktorem, nocowanie w
stodole na sianie u babci.. Wszystkie możliwe sytuacje.
- To kto
dziś zmywa? – Pani Zatorska popatrzyła po swoich dzieciach.
- Musze
uśpić Łukaszka – Sylwia się wymigiwała.
- Oj córa,
ty leniu..
- To my
pójdziemy – Paweł się zaoferował.
Zebraliśmy
wszystko ze stołu i poszliśmy do kuchni. Zabraliśmy się do roboty. On zmywał,
ja wycierałam.
- Rodzinka
Ci się podoba? – Paweł puścił mi oczko.
- Fajną
masz. Dużo śmiechu cały czas. Miałam podobnie w Sulęcinie, w Bełku jest
strasznie spokojnie.
- U nas
zawsze będziesz mieć wesoło. Nie ważne ile nas przy stole.
- Haha
cieszę się. A ta twoja siostra..? Zdziwiony byłeś na jej widok.
- No tak.
Cały czasz siedzi w Anglii. Nic nie wiedziałem że przyjeżdża. Teraz już wiem
dlaczego mama nalegała żebyśmy w tym tygodniu tu wpadli.
- Gada jak
katarynka. A jej Adam tak samo. Dopasowali się.
- Aa no
Sylwia tak zawsze. Nigdy nie była cicha. Potrafi zagadać każdego.
-
Przynajmniej nikt się z nią nie nudzi.
- Można i
tak to ująć – podał mi kolejny talerz. – Mama Cię polubiła.
- Serio? –
byłam lekko zaskoczona. – Co tak?
- A co? Nie
chcesz..?
- Nie no
miło mi. Ale tak szybko?
- No
zaoferowałaś się z pomocą, pogadałyście sobie w kuchni. Ciesz się! Lubi cię –
dmuchnął we mnie pianą z gąbki.
- Ej! Co to
ma być? – walnęłam go ścierą.
- Złośliwcu!
– zrobił znów to samo. Zasłaniałam się rękami, ale nie miałam przy nim szans.
Złapał mnie w tali i pocałował. Namiętnie,
zmysłowo, cudownie.
- Paweł daj
mi.. yy.. wybaczcie – do kuchni weszła Sylwia. Lekko się zarumieniła. – Nie chciałam
przeszkadzać .
- Nie no
my.. – Zati próbował się wytłumaczyć. Zaczęłam się śmiać.
- A róbcie co
chcecie, nie moja sprawa – puściła mi oczko. – Zagotuj tylko wodę – wyszła.
- No
widzisz! Twoja wina – Paweł zwrócił się do mnie.
- Że co? Trzeba
było nie dmuchać we mnie pianą – zdziwiłam się na taki obrót sprawy.
- No wiem –
zbliżył się znów do mnie. – Przecież żartuję – przytulił mnie.
- A idź Ty..
– wzięłam się dalej do wycierana talerzy.
Po obiedzie było
ciasto, kawa, lody.. oj przytyję przez to jedno popołudnie. Już swobodniej się
mi rozmawiało. Z mamą Pawła złapałam dobry kontakt.
Po 20 chcieliśmy
się zmywać już, lecz pani Grażyna nie chciała na to pozwolić. W sumie to nam
się nie spieszyło. Miło się nam rozmawiało, mimo że zostaliśmy we czwórkę, bo
Sylwia z mężem i synkiem już pojechali.
Nim się
obejrzeliśmy było po 22. To już trzeba się zmywać!
- No teraz
się nie będziecie tłukli po nocy. Przecież możecie spać w starym pokoju Pawełka.
- Mamo no Co
ty. Daleko nie jest.
- Nie kłóć
się ze mną. Pokój jest przygotowany.
Popatrzyłam
na Pawła. Zrobił zrezygnowaną minę i poszliśmy do jego pokoju. A w środku? Pokój
jak pokój. Może trochę elementów siatkarskich jest. Stare koszulki Zatiego z
poprzednich klubów, z Częstochowy, starsze modele ze Skry, z reprezentacji.
- I po co
ona to wyciągała..? – był lekko poirytowany.
- Co jest? –
złapałam go za ręce. – Jest dumna z Ciebie, że jesteś świetnym siatkarzem. Uśmiechnij
się noo..
- Wiem, no
ale.. – zawiesił głos na chwile patrząc na koszulkę z Częstochowy. – Jak daawno
to było – uśmiech pojawił się na jego twarzy.
- I taka
mina ma być zawsze – wtuliłam się w niego.
Dostałam od
niego koszulkę do spania z Częstochowy, jak to określił „ pasuje do twoich oczu”.
Ale romantyk.
Zostałam sama
w pokoju, bo Paweł poszedł jeszcze na dół po coś. Zauważyłam jego stare zdjęcia
na półce położone. Słodki był, jak był mały.
W łóżku
jeszcze opowiadał mi wspomnienia z dzieciństwa. Nie wiem kiedy, ale zasnęłam wtulona
w jego klatę.
*nie
orientuję się w rodzinie Zatorskiego,
więc są zmyśleni ;)
*****
taki o wszystkim i o niczym. inaczej "wymarzyłam" sobie wizytę u rodziców, ale wyszło jak wyszło. zostawiam waszej ocenie ;)
wybaczcie, za błędy, literówki.. coraz częściej mi się zdarzają :D
wybaczcie, za błędy, literówki.. coraz częściej mi się zdarzają :D
Jeśli to czytasz, pozostaw po sobie chociaż króciutki komentarz. Fajnie jeżeli znajdzie się ktoś kto to przeczyta ;)
pozdro :*
Super rozdział :)
OdpowiedzUsuńJezu świetnie :D fajnie, że rodzina Zatiego zaakceptowała Milke :p powinna się dziewczyna cieszyć z tego :D uh, biedną Natka :c dawaj szybciutko następny :*
OdpowiedzUsuńZapraszam na 15 :)
OdpowiedzUsuńhttp://kiedy-spotkalam-siatkarskiego-jego.blogspot.com/
O, rozdział bardzo mi się podobał do tego był taki długi. Lubię to! :D
OdpowiedzUsuńPrzepraszam, że tak krótko, ale czas mnie goni trochę..