poniedziałek, 2 czerwca 2014

Rozdział XIX



Odstawiłam Natę pod domem, a sama dotarłam do domu. Kumpela uznała, że z rodzicami jakoś sobie poradzi, a Marcina poinformuje w weekend jak tu wpadnie.
Chwilę przed 16 byłam w domu, po jakichś 10min wpadli Kamil z Kubą. Na wejściu kumpel się odezwał:
- Głupio mi że tu przyszliśmy. Powinienem sam się nim zając – wskazał na Kubę – a nie wysługiwać się sąsiadami.
- Weź nie marudź już, tylko chodźcie. Obiad już czeka.
- No dobra, ale wiedz, że to tylko jeden jedyny raz!
Zjedliśmy posiłek, podczas którego śmialiśmy się cały czas. Towarzyszył nam nawet mój tato. Było mega wesoło. Oczywiście dostałam jeszcze ochrzan od taty, że przyjechałam do domu busem, a nie dzwoniłam po niego.
Po obiadokolacji poszliśmy na TV. Kubuś zajął się bajką, a my gadaliśmy jak zwykle o głupotach. Nie obyło się też rozmawiać o Natalii. Głupio mi było mówić o jej problemach, ale wiedziałam że Kamilowi mogę zaufać.
Przed 19 wpadł do nas niezapowiedziany gość – Natalia. Gdy stanęła w drzwiach pokoju wiedziałam że nie jest najlepiej.
- Matko jedyna! – wystraszyłam się trochę na jej widok. Była cała mokra, deszcz ją zlał masakrycznie. – Tylko nie mów że szłaś tu do mnie na nogach?!
- Yhym.. – pociągnęła nosem. Widać że płakała.
- Natuś ściągaj kurtkę, owiń się kocem i mów jak rodzice zareagowali..
- Oni okej.. Mama powiedziała, że mi pomogą – usiadła na sofie owinięta w koc. Co chwilę chlipała. – Że mogę na nich liczyć i w ogóle..
- To co się stało?
- Nie mogłam wytrzymać w stresie, że on nie wie.. i.. i..
- Zadzwoniłaś do Marcina..? – nie chciałam żeby to była prawda.
- No.. no tak. I on powiedział, że.. – rozpłakała się jeszcze bardziej. Widziałam że w Kamilu wzbiera zdenerwowanie.
- Ej spokojnie – przytuliłam ją. – Nim się nie przejmuj.
- Ale on.. jak odebrał to było okej, pytał co u mnie, co słychać u Ciebie i wgl.. Miły był. Kochany. A potem wyczuł że chcę mu coś powiedzieć. I gdy się zdecydowałam i powiedziałam mu nastała cisza.. A potem powiedział, że jestem kretynką, że w ogóle nie myślę co robię. Że jestem za głupia na bycie matką, że dzieciak też pewnie będzie idiotą jak ja i.. I on nie chce mieć ze mną nic wspólnego – Natalia zakryła twarz w dłoniach i łkała.
Nie mogłam uwierzyć w to co usłyszałam. Jak mój brat mógł coś takiego zrobić? Co za debil, kretyn, idiota.. brak mi słów! Popatrzyłam na Kamila- był wściekły. Wiedziałam, że nic dobrego z tego nie wyniknie.
- Daj mi jego numer – zwrócił się do mnie.
- Nie ma mowy! Chyba zgłupiałeś. Sama do niego zadzwonię.
- No chyba kpisz! Skurwiel nie będzie jej tak traktował! Chociaż raz zrób to o co cię proszę – Natalia popatrzyła na niego.
- Kamil, zrobię wszystko tylko nie to! – nie chciałam doprowadzić do ich konfrontacji. – Zostań tu z Natą, ja do tego kretyna zadzwonię – wzięłam telefon i wyszłam z pokoju. Kątem oka widziałam jeszcze jak kumpel zbliża się nieśmiało do Natalii, która cały czas patrzyła na niego.
Wybrałam jego numer. Nie chciałam tej rozmowy, ale wiedziałam że muszę z nim porozmawiać. Nie odebrał. Dzwonię jeszcze raz. Znowu nic. Trzeci raz – jak nie odbierze, to go zamorduję!
- Noo? – usłyszałam w słuchawce.
- Czy ty masz kurwa jakąś znieczulice? Jak mogłeś coś takiego zrobić?
- Co? Już się poskarżyła? Szybka jest. Pewnie tak szybka jak w łóżku.
- Ty jesteś jakimś idiotą! Jak możesz? Coś ty jej powiedział?
- Prawdę..
- A tak dokładniej?
- Jezu no.. że nie chcę jej znać, że hmm..
- Może że jest kretynką? Że jest za głupia na bycie matką? Może coś jeszcze inteligentnego ci się wyrwało?
- Może.. Jezu nie wiem.. skoro Ci sama powiedziała, to po jaką cholerę się mnie pytasz? – chyba się trochę wkurzył.
- Bo chciałam to usłyszeć od Ciebie. Bo liczyłam po cichu że jednak to nieprawda, że może Natalia za bardzo to wyolbrzymia. Ale widzę że jednak nie.. jesteś skończonym kretynem.
- Dzięki.. coś jeszcze? Bo jestem trochę zajęty.
- Taa jasne. Straciłeś w moich oczach i to dużo. Myślałam że mama nas inaczej wychowała..
- Przecież Ty masz inna matkę.
- Tak, ale wychowała nas ta sama jakbyś zapomniał. Znaczy mnie wychowała, nie wiem co się z Tobą stało.
- Haha.. zabawna jesteś, warta swej przyjaciółeczki. Miłej zabawy z tym gówniarzem jak się urodzi.
- Nie wierzę, że się tak zmieniłeś. Kompletny kretyn z Ciebie..
- Też Cię lubię – rozłączył się.
Miałam ochotę komuś przywalić, coś rozbić, zniszczyć. Byłam kompletnie wkurwiona! Po jakiejś minucie mi trochę przeszło, uznałam że wrócę do przyjaciół. Siedzieli na sofie, Natalia okryta kocem, ciągle szlochająca. Kamil obok niej z zatroskaną miną. Rozmawiali. Gdy tylko weszłam kumpela odezwała się do mnie.
- Nie musiałaś do niego dzwonić. Ja już wszystko wiem. Nie chcę go znać.
- Strasznie mi przykro. Nie sądziłam że jest do tego zdolny – przytuliłam ją. – Myślałam, że jest inny. Nigdy się tak nie zachowywał. Widocznie nie dorósł jeszcze..
- Nie chcę o nim już rozmawiać, nie chcę go znać. Mam was, to najważniejsze – popatrzyła na Kamila. Czyżby powiedzenie „stara miłość nie rdzewieje” miało się tu sprawdzić?
Kamil z Kubą, którego cała ta historia w ogóle nie interesowała, zmyli się do domu. My dwie włączyłyśmy sobie jakiś wyciskający łzy film, szamałyśmy popcorn, lody.. taka tam zdrowa dieta. Natalia została u mnie. Przed północą poszłyśmy spać.
Rano uznałyśmy, że nie idziemy do szkoły. Dzień wolnego się nam czasem należy.
Całe przedpołudnie przesiedziałyśmy z Natą w moim pokoju. Oglądałyśmy filmy, głupie programy. Wyciągnęłam w końcu zdjęcia z dzieciństwa i się uśmiałyśmy z tego. Na wielu był też Marcin, widać było że przyjaciółka chce o nim zapomnieć, ale mimo to nabijała się z niego.
Koło 15 się zmyła, bo ja musiałam się „wyszykować” na wizytę u Państwa Zatorskich. Wyciągnęłam sukienkę, żakiecik, butki, poszukałam jakiejś biżuterii. Gdy prostowałam włosy , przyszedł Paweł.
- To co? Gotowa? – usiadł na łóżku.
- No prawie. Daj mi 5 minut.
Kątem oka widziałam ukochanego. Miał na sobie jeansy, marynarkę i koszulę w kratę w odcieniu niebieskim- specjalnie żeby pasował do mojej sukienki. Dokończyłam układanie włosów, nałożyłam błyszczyk i wyszłam do niego z łazienki.
- I jak? – zapozowałam przed nim. – Podoba się?
- Bardzo – dał mi całusa. – Mmm.. smaczny błyszczyk – zaśmialiśmy się. Założyłam jeszcze botki na lekkim obcasie, żakiet i byliśmy gotowi do wyjścia.
Oznajmiłam mamie, że już idziemy. Życzyła miłej zabawy. Oby tak było.
Po drodze Paweł mnie uspokajał, że będzie dobrze ale i tak cykorek był.
Przed 17 byliśmy na miejscu. Podjechaliśmy pod mały, ładny domek. Wysiedliśmy z auta, Zati złapał mnie za rękę i poprowadził do środka. Gdy weszliśmy dały się słyszeć śmiechy kilku osób. Pytająco popatrzyłam na Pawła, bo nic mi nie było wiadomo żeby ktoś jeszcze miał być. Wzruszył bezradnie ramionami. Weszliśmy do salonu a tam siedziała dorosła dziewczyna (około 26-28 lat)z partnerem i maleńkim dzieckiem. Paweł od razu się rozpromienił.
- Sylwia! Matko co ty tu robisz? Kiedy przylecieliście? – podszedł do niej i przywitał się, potem tak samo z mężczyzną. Stałam lekko skrępowana. Nie wiedziałam kim są Ci ludzie.
- .. fajnie was znów widzieć. A tak w ogóle to poznajcie Milenę- moją ukochaną – objął mnie. – To jest Sylwia, moja siostra*, jej mąż Adam i syneczek Łukasz.
Przywitałam się z nimi, poznałam też rodziców Pawła. Pani Grażyna i Pan Zdzisław.
Z początku miałam nikły udział w rozmowie, bo stres był. Pod stołem nerwowo przebierałam palcami. Paweł złapał mnie za rękę i splótł swoją dłoń z moją. Trochę dodało otuchy.
 Posiedzieliśmy, pogadaliśmy a za chwilę z kuchni wyszła Pani Grażyna z udawaną złością.
- Ja siedzę w kuchni i gotuję dla Was i nie ma kto mi pomóc! Sylwia już maszeruj do mnie – popatrzyła na swoją córkę.
- To ja też pomogę – podniosłam się z miejsca.
- No co ty kochaniutka, córka wystarczy. A jak nie, to mam jeszcze syna – uśmiechnęła się.
- Ale to żaden kłopot.
- No to skoro chcesz to chodź. Sylwia rusz swój tyłek – rzuciła w córkę ściereczką.
- No zaraz przyjdę.. – chyba się jej nie chciało.
Weszłyśmy z mamą Pawła do kuchni i od razu dostałam zadanie- kompletowanie talerzy, wycieranie sztućców. Tak po prostu, żebym się czymś zajęła.
- Jak długo jesteście z Pawłem? – zagadała.
- Ymm.. no w sumie niecałe dwa miesiące. Ale znamy się trochę dłużej.
- Z Tobą wydaje się być szczęśliwy. Z Anią było inaczej..
- Inaczej? Czyli..? – za późno ugryzłam się w język. Mogłam nie pytać.
- Ehh.. no on był szczęśliwy. Ona jakby obojętna. Po pewnym czasie jakby była z nim z przyzwyczajenia.
- No on trochę przeżył rozstanie. Wiem bo byłam przy nim w tym dniu – zrobiło mi się trochę głupio rozmawiając z jego mamą o tym.
- Dobra, dobra. Nie obgadujmy go już, bo będzie miał czkawkę – nie skończyła mówić, kiedy w drzwiach pojawił się Paweł.
- Kto będzie miał czkawkę? – popatrzył po nas. My się zaśmiałyśmy.
- No oczywiście że Ty, Pączuszku.
- Mamo! Weź mnie tak nie nazywaj!
- Pączuszku? – wybuchnęłam śmiechem.
- Niestety tak. Jak byłem młodszy to trochę więcej mnie było.
- Kochanego ciałka nigdy za wiele – powiedziała pani Grażyna. – Popatrz na własnego ojca.
- Taa coś po nim mam. Milcia, ale Ty nie mów do mnie tak. Proooszę – objął mnie.
- Zobaczymy Pączuszku – dałam mu buziaka.
Usiedliśmy do stołu. Obiad był pyszny, nie obyło się bez anegdotek o dzieciństwie Pawła i Sylwii. Uciekanie z domu, wagary w szkole, strach przed traktorem, nocowanie w stodole na sianie u babci.. Wszystkie możliwe sytuacje.
- To kto dziś zmywa? – Pani Zatorska popatrzyła po swoich dzieciach.
- Musze uśpić Łukaszka – Sylwia się wymigiwała.
- Oj córa, ty leniu..
- To my pójdziemy – Paweł się zaoferował.
Zebraliśmy wszystko ze stołu i poszliśmy do kuchni. Zabraliśmy się do roboty. On zmywał, ja wycierałam.
- Rodzinka Ci się podoba? – Paweł puścił mi oczko.
- Fajną masz. Dużo śmiechu cały czas. Miałam podobnie w Sulęcinie, w Bełku jest strasznie spokojnie.
- U nas zawsze będziesz mieć wesoło. Nie ważne ile nas przy stole.
- Haha cieszę się. A ta twoja siostra..? Zdziwiony byłeś na jej widok.
- No tak. Cały czasz siedzi w Anglii. Nic nie wiedziałem że przyjeżdża. Teraz już wiem dlaczego mama nalegała żebyśmy w tym tygodniu tu wpadli.
- Gada jak katarynka. A jej Adam tak samo. Dopasowali się.
- Aa no Sylwia tak zawsze. Nigdy nie była cicha. Potrafi zagadać każdego.
- Przynajmniej nikt się z nią nie nudzi.
- Można i tak to ująć – podał mi kolejny talerz. – Mama Cię polubiła.
- Serio? – byłam lekko zaskoczona. – Co tak?
- A co? Nie chcesz..?
- Nie no miło mi. Ale tak szybko?
- No zaoferowałaś się z pomocą, pogadałyście sobie w kuchni. Ciesz się! Lubi cię – dmuchnął we mnie pianą z gąbki.
- Ej! Co to ma być? – walnęłam go ścierą.
- Złośliwcu! – zrobił znów to samo. Zasłaniałam się rękami, ale nie miałam przy nim szans. Złapał  mnie w tali i pocałował. Namiętnie, zmysłowo, cudownie.
- Paweł daj mi.. yy.. wybaczcie – do kuchni weszła Sylwia. Lekko się zarumieniła. – Nie chciałam przeszkadzać .
- Nie no my.. – Zati próbował się wytłumaczyć. Zaczęłam się śmiać.
- A róbcie co chcecie, nie moja sprawa – puściła mi oczko. – Zagotuj tylko wodę – wyszła.
- No widzisz! Twoja wina – Paweł zwrócił się do mnie.
- Że co? Trzeba było nie dmuchać we mnie pianą – zdziwiłam się na taki obrót sprawy.
- No wiem – zbliżył się znów do mnie. – Przecież żartuję – przytulił mnie.
- A idź Ty.. – wzięłam się dalej do wycierana talerzy.
Po obiedzie było ciasto, kawa, lody.. oj przytyję przez to jedno popołudnie. Już swobodniej się mi rozmawiało. Z mamą Pawła złapałam dobry kontakt.
Po 20 chcieliśmy się zmywać już, lecz pani Grażyna nie chciała na to pozwolić. W sumie to nam się nie spieszyło. Miło się nam rozmawiało, mimo że zostaliśmy we czwórkę, bo Sylwia z mężem i synkiem już pojechali.
Nim się obejrzeliśmy było po 22. To już trzeba się zmywać!
- No teraz się nie będziecie tłukli po nocy. Przecież możecie spać w starym pokoju Pawełka.
- Mamo no Co ty. Daleko nie jest.
- Nie kłóć się ze mną. Pokój jest przygotowany.
Popatrzyłam na Pawła. Zrobił zrezygnowaną minę i poszliśmy do jego pokoju. A w środku? Pokój jak pokój. Może trochę elementów siatkarskich jest. Stare koszulki Zatiego z poprzednich klubów, z Częstochowy, starsze modele ze Skry, z reprezentacji.
- I po co ona to wyciągała..? – był lekko poirytowany.
- Co jest? – złapałam go za ręce. – Jest dumna z Ciebie, że jesteś świetnym siatkarzem. Uśmiechnij się noo..
- Wiem, no ale.. – zawiesił głos na chwile patrząc na koszulkę z Częstochowy. – Jak daawno to było – uśmiech pojawił się na jego twarzy.
- I taka mina ma być zawsze – wtuliłam się w niego.
Dostałam od niego koszulkę do spania z Częstochowy, jak to określił „ pasuje do twoich oczu”. Ale romantyk.
Zostałam sama w pokoju, bo Paweł poszedł jeszcze na dół po coś. Zauważyłam jego stare zdjęcia na półce położone. Słodki był, jak był mały.
W łóżku jeszcze opowiadał mi wspomnienia z dzieciństwa. Nie wiem kiedy, ale zasnęłam wtulona w jego klatę.

*nie orientuję się  w rodzinie Zatorskiego, więc są zmyśleni ;)

*****
 taki o wszystkim i o niczym. inaczej "wymarzyłam" sobie wizytę u rodziców, ale wyszło jak wyszło. zostawiam waszej ocenie ;)
wybaczcie, za błędy, literówki.. coraz częściej mi się zdarzają :D

Jeśli to czytasz, pozostaw po sobie chociaż króciutki komentarz. Fajnie jeżeli znajdzie się ktoś kto to przeczyta ;)
pozdro :*

4 komentarze:

  1. Jezu świetnie :D fajnie, że rodzina Zatiego zaakceptowała Milke :p powinna się dziewczyna cieszyć z tego :D uh, biedną Natka :c dawaj szybciutko następny :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Zapraszam na 15 :)
    http://kiedy-spotkalam-siatkarskiego-jego.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. O, rozdział bardzo mi się podobał do tego był taki długi. Lubię to! :D

    Przepraszam, że tak krótko, ale czas mnie goni trochę..

    OdpowiedzUsuń